Bruksela widzi w nowych państwach UE olbrzymi potencjał. Ale chyba Polski trochę nie docenia.
Nowe kraje Unii Europejskiej (UE) w latach 2006-07 zanotują szybszy wzrost niż pozostałe kraje wspólnoty. Większa inflacja oraz deficyty budżetowe mogą jednak negatywnie wpłynąć na przygotowania dziesiątki do przyjęcia euro. Do takich wniosków doszła Komisja Europejska (KE) w opublikowanej wczoraj półrocznej prognozie.
Mimo to prognozy dla nowych krajów są optymistyczne. Wynika z nich m.in., że w byłych krajach bloku spadnie bezrobocie, co przyczyni się do wzrostu konsumpcji oraz napływu inwestycji zagranicznych. Wzrost gospodarczy w tych krajach prezentuje się na tle starej Unii bardzo dobrze. Wzrost Polski, największego kraju nowej dziesiątki, w 2006 r. zdaniem KE wyniesie 4,5 proc., a w 2007 r. — 4,6 proc. Wzrost gospodarczy Węgier wyniesie odpowiednio 4,2 oraz 4,6 proc. Prognozowana średnia dla strefy euro to 2,1 proc. w tym roku oraz 1,8 proc. w 2007 r.
Ekonomiści są jednak zdania, że prognoza dotycząca Polski jest zbyt pesymistyczna, co może wynikać ze starych danych, które ma KE.
— Naszym zdaniem, wzrost PKB w tym roku wyniesie 4,8-4,9 proc. Jeszcze trzy miesiące temu prognozy te były znacznie niższe, jednak bardzo duży wzrost produkcji przemysłowej napędzanej przez eksport spowodował, że zweryfikowaliśmy nasze prognozy — mówi Ryszard Petru, ekonomista Banku BPH.
Problemem Czech, Węgier i Polski pozostaje w dalszym ciągu wysoki deficyt budżetowy, który w 2007 r. prawdopodobnie sięgnie lub nawet przekroczy wymagany próg 3 proc. PKB. Niespełnienie tego kryterium stawia pod znakiem zapytania wejście do strefy euro.
Najgorzej pod tym względem prezentują się Węgry, których deficyt, zdaniem KE, osiągnie w 2007 r. aż 7 proc. PKB. Deficyt Polski w tym samym czasie wyniesie prawdopodobnie 3 proc. Wśród nowych krajów zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się Słowacja — KE prognozuje, że w 2007 r. udział jej deficytu w PKB wyniesie zaledwie 2,1 proc.
Zdaniem ekonomistów, w tej materii prognoza KE dotycząca Polski nie jest wcale negatywna, zakłada jedynie brak postępu w ograniczeniu wydatków państwa.
— Jeśli chodzi o deficyt w 2006 r., byłbym bardziej optymistyczny. Ze względu na spory wzrost PKB deficyt prawdopodobnie wyniesie 2,8 proc. PKB. 2007 r. jest w tej chwili wielką niewiadomą ze względu na nowy rząd — mówi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP.