Białoruś: Media i opozycja o tanim gazie z Rosji

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 20-12-2005, 15:38

Oficjalne białoruskie media z triumfem informują od kilku dni, że Białoruś jako jedyny kraj poradziecki będzie otrzymywać od Rosji gaz po starej cenie - 46,68 USD za 1000 metrów sześciennych. Opozycja zastanawia się jednak, czym Mińsk będzie za to musiał zapłacić.

Oficjalne białoruskie media z triumfem informują od kilku dni, że Białoruś jako jedyny kraj poradziecki będzie otrzymywać od Rosji gaz po starej cenie - 46,68 USD za 1000 metrów sześciennych. Opozycja zastanawia się jednak, czym Mińsk będzie za to musiał zapłacić.

    Po moskiewskich rozmowach białoruskiego premiera Siarhieja Sidorskiego z szefem rosyjskiego rządu Michaiłem Fradkowem państwowa prasa i telewizja w Mińsku we wtorek nie podają szczegółów umowy. Informują jedynie, że na posiedzeniu Rady Ministrów Związku Rosji i Białorusi w Moskwie ustalono, iż Rosja dostarczy Białorusi 21 mld metrów sześciennych gazu. 

    Gazeta "Sowietskaja Biełorussija" dodaje, że do końca zbliżają się też rozmowy "w sprawie paliwowo-energetycznego bilansu związkowego państwa do 2020 roku", czyli współpracy sektorów energetycznych obu krajów.

    Od czwartkowej wizyty prezydenta Aleksandra Łukaszenki w Soczi i jego spotkania z Władimirem Putinem białoruska telewizja wiele miejsca poświęca sprawie gazu, podkreślając, że utrzymanie starej ceny jest wyrazem przyjaznych stosunków między obu krajami. Komentarzy uznają za naturalne, że Rosja utrzymuje uprzywilejowane warunki wobec kraju pozostającego z nią w związku. W tym kontekście oficjalne media akcentują, że podobnych warunków nie udało się uzyskać Ukrainie.

    Niezależny tygodnik "Biełorusy i rynok" skomentował w ostatnim numerze, że Moskwa użyła swej "monopolistycznej broni", jaką jest gaz i "ukarała trzech partnerów ze Wspólnoty Niepodległych Państw - Gruzję, Mołdawię i Ukrainę", tej ostatniej wypowiadając faktycznie "wojnę gazową". W uprzywilejowany sposób potraktowała zaś Białoruś.

    Dziennika "Komsomolskaja Prawda w Biełorussii" podkreśla jednak, że kontrakt na gaz na przyszły rok za "śmieszną cenę, na którą nie wpłynęła nawet inflacja" nie został jeszcze podpisany. Premier Sidorski powiedział, że porozumienie zostało osiągnięte, ale "praktyczne rozbieżności w tej sprawie nie zostały rozwiązane", a rosyjski monopolista Gazprom i jego białoruski odpowiednik Biełtransgaz otrzymały polecenie przygotowania odpowiednich dokumentów.

    "Prawdopodobnie Rosja, proponując Białorusi cenę gazu trzykrotnie mniejszą od +ukraińskiej+, oczekuje teraz ustępstw z naszej strony" - przypuszcza dziennik. Według agencji Newsinfo, na którą powołuje się gazeta, rosyjski premier zauważył, że współpraca nie ogranicza się tylko do ustalenia ceny gazu i wielkości jego dostaw, lecz pozostały kwestie współdziałania Gazpromu i operatora białoruskiej sieci przesyłowej Biełtransgazu. "Komsomolskaja Prawda w Biełorussii" podkreśla, że Gazprom już dawno zerka łakomie na białoruskie przedsiębiorstwo.

    Rosyjski dziennik "Kommiersant" twierdzi, że w zamian za niepodnoszenie w 2006 roku ceny rosyjskiego gazu dostarczanego Białorusi Mińsk zgodził się na odstąpienie Gazpromowi 50 proc. akcji Biełtransgazu.

    Choć białoruska prasa nie wspomina o takiej możliwości, jeszcze przed wizytą Łukaszenki w Soczi białoruski minister gospodarki Nikałaj Zajczenko informował o wznowieniu rozmów z Gazpromem o stworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa przesyłu gazu na bazie Biełtransgazu. Powiedział, że sprawa wyjaśni się, gdy państwo odzyska 100 proc. udziałów w Biełtransgazie, którego 0,103 proc. akcji wykupiła załoga. Według niego, do końca grudnia państwo odzyska mniejszościowe akcje i będzie mogło utworzyć spółkę z Gazpromem "na warunkach parytetu". Umowa o utworzeniu spółki została zawarta w kwietniu 2002 roku, nie została jednak zrealizowana z powodu rozbieżności w wycenie aktywów Biełtransgazu. Zajczenko zapowiedział 13 grudnia, że problem ten zostanie rozwiązany "w trakcie  rozmów".

    Lider opozycyjnej Konserwatywnej Partii Chrześcijańskiej Białoruskiego Frontu Narodowego, przebywający na emigracji, Zianon Paźniak ostrzega, że Białorusi przyjdzie zapłacić za poparcie Kremla przed rozpisanymi na marzec, o trzy-cztery miesiące wcześniej niż pierwotnie oczekiwano, wyborami prezydenckimi.

    Zdaniem Paźniaka, ceną tą może być Biełtransgaz, wprowadzenie wspólnej waluty w Związku Rosji i Białorusi lub "sześć nowych obwodów, które przejdą w skład Federacji Rosyjskiej". "Dopiero przyjdzie się nam o tym dowiedzieć" - powiedział Paźniak "Biełoruskim Nowostiom", internetowej gazecie agencji Biełapan.

    "Niektórzy opozycyjni politycy uważają jednak, że Moskwa nie udzieliła Białorusi zdecydowanego poparcia" - piszą "Biełoruskije Nowosti". Były minister spraw zagranicznych i były ambasador w Japonii Piotr Krauczenka w wypowiedzi dla gazety zwraca uwagę na odkładanie posiedzenia Najwyższej Rady Państwowej ZBiR. Spotkanie Łukaszenki i Putina w Soczi ocenia jako jeden z argumentów Moskwy w sporze z Ukrainą. "Rzeczywiście, nie można wykluczyć, że Putin nie zapewnił Łukaszenki o pełnym poparciu, ale ten wykorzystał spotkanie, odbywające się w przeddzień ogłoszenia daty wyborów, by stworzyć takie wrażenie" - ocenia internetowy dziennik. 

    Zdaniem "Biełorusskich Nowosti", Łukaszenka ma jednak poparcie Kremla, choć jest to "poparcie bierne, na płaszczyźnie polityczno-werbalnej". "Inne Łukaszence, mającemu silną pozycję wyborczą i zasoby informacyjno-administracyjne, nie jest potrzebne. Dlatego rosyjskie władze, bez względu na to, co myślą o Łukaszence, machają ręką na białoruskie wybory. Wychodzi na to, że neutralność Moskwy jest w tym wypadku poparciem" - konstatuje gazeta, przypominając, że tak było we wszystkich dotychczasowych kampaniach wyborczych na Białorusi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane