Biczem w chorobę

opublikowano: 13-05-2022, 12:45
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Gdy sześć lat temu Albert Neumann usłyszał diagnozę: stwardnienie rozsiane, poczuł się, jakby zabrano mu cały świat – pracę, pasję, sport. Dziś jeździ po Polsce z pokazami niszowej dyscypliny sportowej, jaką jest władanie biczem. Udowadnia sobie i innym, że z nieuleczalną chorobą można funkcjonować i wykazywać się sprawnością wyższą niż ta, którą dysponuje większość w pełni zdrowych ludzi.

Mistrz:
Mistrz:
W westernowym miasteczku Westernland można zobaczyć m.in. pokazy władania biczem. Albert Neumann jest jedną z nielicznych osób w Polsce posługujących się biczem o długości siedmiu metrów.
Krzysztof Jarczewski

Albert Neumann zawsze był sprawny i aktywny – pracował jako kaskader w filmach, m.in. jeździł konno w „Ogniem i mieczem”, trenował kung-fu, założył zespół taneczno-kaskaderski Saloon prezentujący tańce w stylu western i country i przeprowadzający pokazy kaskaderskie. To podczas treningów na planie filmowym poznał ukraińskich kaskaderów świetnie posługujących się bronią, jaką jest bicz. Postanowił nauczyć się tej trudnej sztuki nie tylko z powodu jej efektywności, lecz także dlatego, że to bardzo przydatna forma treningu wpływająca na sprawność nadgarstków, a to duży atut w sztukach walki. Dziś jest jedną z nielicznych osób w Polsce posługujących się biczem o długości siedmiu metrów.

Jak Indiana Jones

Bez marginesu na błąd:
Bez marginesu na błąd:
Ludzie pomagający w pokazie nie są przypadkowi. Jeśli obcinam cygaro tkwiące w ustach, a mam zasłonięte oczy, to muszę wiedzieć, ile ma wzrostu mój partner, a on nie może nawet drgnąć. Sygnały informacyjne dla mnie to klaskanie, dlatego na pokazie w niektórych momentach proszę o ciszę – mówi Albert Neumann.
Krzystzof Jarczewski

– To bardzo precyzyjne narzędzie potrafiące boleśnie pokazać każdy błąd, ale pozwalające na efektowne triki – wyjaśnia mistrz.

Te efektowne triki to np. obcinanie cygara trzymanego przez drugą osobę w ustach czy wybicie uderzeniem bicza pudełka spod stojącego na nim naczynia, które musi z powrotem stanąć na stole. Umiejętnie prowadzony bicz porusza się szybciej niż dźwięk.

– Stół i naczynie nie mogą być białe. Jeżeli stół jest brązowy, a naczynie kolorowe albo szklane, to z odległości kilku metrów, w jakiej stoję, widać między nimi wąziutką, kilkumilimetrową przerwę – to mój cel – tłumaczy Albert Neumann.

Wszystkie triki potrafi wykonać również z zasłoniętymi oczami.

– Ludzie pomagający w pokazie nie są przypadkowi. Jeśli obcinam cygaro tkwiące w ustach, a mam zasłonięte oczy, to muszę wiedzieć, ile ma wzrostu mój partner, a on nie może nawet drgnąć. Sygnały informacyjne dla mnie to klaskanie, dlatego na pokazie w niektórych momentach proszę o ciszę – mówi.

Kilka lat temu śledził portal dyskusyjny poświęcony filmom o Indianie Jonesie. Dyskusje dotyczyły m.in. prawdopodobieństwa scen w różnych filmach.

– Rozmowa zeszła na „Maskę Zorro”. W pewnej scenie bohater wyrywa biczem muszkiet z rąk przeciwnika stojącego vis-à-vis. Jeden z rozmówców stwierdził, że to niemożliwe, że to trik telewizyjny. Wtedy przesłałem mu fragment pokazu, podczas którego w analogiczny sposób wyrywam różę z ręki osoby stojącej naprzeciwko. Fakt, to bardzo nietypowe uderzenie. Potem okazało się, że dyskutantem był kaskader pracujący z biczem właśnie w „Masce Zorro” i filmach o Indianie Jonesie, który bardzo chciał się tego nauczyć. Z dużą satysfakcją odebrałem od niego gratulacje umiejętności – przyznaje Albert Neumann.

Świat jak karuzela

Trening:
Trening:
Albert Neumann postanowił nauczyć się władania biczem nie tylko z powodu widowiskowości tego sportu. To także forma treningu wpływająca na sprawność nadgarstków, która jest atutem w sztukach walki, jakie uprawia.
Krzysztof Jarczewski

Choroba zaatakowała znienacka.

– To był maj, sześć lat temu. Robiłem coś w ogrodzie i nagle, bez żadnego powodu i ostrzeżenia ze strony organizmu, przewróciłem się – wspomina Albert Neumann. – Przypisałem to zmęczeniu, ale sytuacja się powtórzyła. To było straszne poczucie braku władzy nad mięśniami nóg. W szpitalu, po badaniach, pani doktor przygotowała mnie na informację, że to stwardnienie rozsiane. Dowiedziałem się, że mam niedowład kończyn dolnych i brak czucia powierzchniowego i jeszcze kilka przypadłości. Wtedy zdałem sobie sprawę, że chodząc po jakiejś powierzchni, nie wiedziałem, czy chodzę po trawie czy po dywanie, że nie potrafiłem ocenić siły, z jaką kopałem piłkę, miałem ciągłe poczucie napiętych mięśni, nie do końca czułem, jak duże kroki robię. Przeważyć i spowodować upadek potrafił trzymany w rękach garnek z ziemniakami.

To spowodowało, że postanowił zrezygnować z życia towarzyskiego i pokazów.

– Nadchodzi chwila, w której zaczynasz sobie zdawać sprawę, że naprawdę jest coś nie tak, że możesz nie być fajnym towarzystwem dla bliskich i przyjaciół, bo się na kogoś przewrócisz – wraca do przeszłości Albert Neumann. – Dziś wiem, że to był błąd. Niesprawność chcesz ukryć przed samym sobą, a zaczynasz od ukrywania przed światem, jednak jeśli zaczynasz ją ukrywać, to przestajesz robić cokolwiek, a to pogarsza twój stan, i to w sposób niezauważalny. Ja nie mogłem podnieść się z łóżka, bo w innej pozycji niż pozioma cały świat wirował.

Albert Neumann jest automatykiem przemysłowym ze specjalizacją urządzenia medyczne. Zaburzenia równowagi uniemożliwiły mu wykonywanie zawodu, czasem związanego z pracą na wysokości, czasem w mroku, czasem w zmiennych warunkach atmosferycznych. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że na SM w Polsce choruje ponad 45 tys. osób, każdego miesiąca 144 osoby dowiadują się o diagnozie. Pierwsze symptomy pojawiają się zwykle w wieku największej aktywności zawodowej, jednak wciąż nie wynaleziono terapii, która pozwoliłaby na wyleczenie. Są jednak takie, które powodują zatrzymanie postępu choroby, łagodzenie objawów. Dużą rolę odgrywa dobrze dobrana rehabilitacja. W przypadku Alberta Neumanna okazało się nią kung-fu i powrót na scenę.

Od roweru po występy

Żyć aktywnie:
Żyć aktywnie:
Albert Neumann powrócił do kung-fu – praktykuje styl i liq chuan – i pokazów władania biczem po kilku latach przerwy spowodowanej chorobą. Mówi, że rehabilitacja i kung-fu są tylko dla niego, a pokazy z biczem to dodatkowo przyjemność dla innych.
Krzysztof Jarczewski

Lekarze radzili, by starał się żyć jak najbardziej normalnie. Ku swojemu zdumieniu odkrył, że potrafi utrzymać równowagę, jadąc na rowerze.

– Neurolog wyjaśnił mi wtedy, że mózgowi wydaje się, że ciało siedzi, a po drugie włącza się pamięć mięśniowa – wspomina mistrz bicza. – Pierwsze wyprawy były pełne strachu, bałem się, że się wywrócę, że spadnę z mostka, wyobraźnia podpowiadała czarne scenariusze. I wyobraźnię też trzeba było opanować. Potem rehabilitanci zaczęli przygotowywać specjalnie dobrane zestawy ćwiczeń, bo trzeba pamiętać, że zbyt intensywne mogą pogorszyć stan pacjenta. Po pierwszej rehabilitacji byłem przerażony, miałem poczucie, że jest gorzej, jednak gdy się rano obudziłem, okazało się, że jest trochę lepiej. Rehabilitacja pokazała, że mogę być aktywny.

Wtedy włączyli się przyjaciele, którzy namówili go do powrotu na scenę.

– Gdy rok temu podczas pokazu w Westernlandzie wziąłem bicz do ręki, wykonałem pierwsze, prościutkie ruchy, zacząłem nabierać przekonania, że to wyjdzie – uśmiecha się Albert Neumann. – Raz nie wyszło, drugi, ale w końcu zacząłem znów trafiać w cel, a świat przestawał wirować. Wtedy pojawiła się myśl – skoro zrobiłem to, może uda się zrobić kolejny krok. Zacząłem szukać dróg przesunięcia granicy możliwości.

Drugie było kung-fu – praktykuje styl i liq chuan.

– W tym stylu ważna jest istota ruchu, świadomość, które mięśnie są napięte, odpowiedź na pytanie, czy to napięcie jest potrzebne, a to wszystko wpływa na poczucie równowagi – tłumaczy sportowiec. Po którymś ćwiczeniu zauważyłem, że nie przewracam się już we wszystkie strony, tylko tak, jakbym zyskał za plecami ścianę, o którą mogę się mentalnie oprzeć. Czyli zostało mi już tylko 180 stopni przede mną do opanowania.

Adrenalina

Plany:
Plany:
Chcę napisać książkę o życiu z chorobą. Chcę też wymyślać nowe triki i uczyć kolejne osoby władania biczem – zapowiada Albert Neumann.
Krzysztof Jarczewski

Powrót do sportu i występów uważa za najlepszą decyzję.

– Rehabilitacja i kung-fu są tylko dla mnie, a pokazy z biczem to dodatkowo przyjemność dla innych. Każdy lekarz neurolog powtarza: pamięć mięśniowa pozwala mi odbudować wiarę w siebie. Gdy wziąłem bicz do ręki, ciało przypomniało sobie, co robiło, a adrenalina spowodowała, że stałem na scenie bez utraty poczucia równowagi. Gdy adrenalina opadła, wrócił dyskomfort, ale zadowolenie z występu, emocje związane ze skupieniem na nim dały mi moc – mówi Albert Neumann.

Uważa, że największy błąd, jaki popełniają chorzy na SM, to ucieczka przed światem, wycofanie się, oderwanie od przyjaciół.

– To oni są lokomotywą, która ciągnie mnie do dalszych działań. Każdy moment, gdy zapominam, że jestem chory, jest bezcenny. To, co się dzieje w czasie pokazów, daje wytchnienie. A po powrocie do domu choroba wygląda już inaczej i łatwiej z nią walczyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób choruje na SM i dużo z nich otacza się skorupą. Chcę im pokazać, że z tym można żyć, to nie SM cię zabije, ale twoje własne poczucie bezsilności i nicnierobienia – mówi Albert Neumann.

Wie, że to nieuleczalna choroba. Za najpiękniejszy dzień życia uważa ten, w którym dowiedział się, że roczna terapia interferonem przyniosła skutki i postęp choroby się zatrzymał.

– Chcę napisać książkę o życiu z chorobą. Chcę wymyślać nowe triki, uczyć kolejne osoby władania biczem. Moim najmłodszym uczniem jest sześcioletni Tomek – sztuczkę z usunięciem pudełka spod szklanki opanował w dwa tygodnie. Mnie to zajęło dwa lata, cieszę się, widząc godnego następcę. W 2014 r. wygrałem mistrzostwa Europy, teraz wybieram się na mistrzostwa świata we władaniu biczem. Jeżeli uda mi się je wygrać, kto wie, może znów trafię do filmu? – optymistycznie patrzy w przyszłość mistrz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane