Uwagę inwestorów spragnionych spekulacji od jakiegoś czasu przykuwają notowania bitcoina, wirtualnej waluty, która stała się swoistym hitem. Tymczasem w cieniu „starszego brata” w siłę rośnie konkurent — litecoin.

Jeszcze na początku listopada litecoina wyceniano na 15 USD, a handel nim był śladowy. Tylko w ubiegłym tygodniu jego wycena podskoczyła jednak o ponad 1000 proc.
W piątek cena wirtualnego pieniądza zbliżyła się do 400 USD. O ile „specjaliści” określają bitcoina jako złoto wśród alternatywnych walut, tytuł srebra nadawany jest właśnie litecoinowi. Podstawowe przyczyny, z powodu których młodszy brat jest plasowany na nieco słabszej pozycji, to: jego mniejsza wartość i akceptowalność w transakcjach. Litecoin ma też jednak znaczącą przewagę nad bitcoinem.
Zaprojektowana w 2011 r. przez Charlie Lee waluta dysponuje siecią, która pozwala przetwarzać bloki transakcyjne co 2,5 minuty, podczas gdy w przypadku bitcoina dzieje się to co 10 minut. Do litecoina jest też łatwiejszy dostęp — jest ich ponad cztery razy więcej niż bitcoina.
Zdaniem Izabelli Kamińskiej, blogerki „Financial Times”, z pochodzenia Polki, obserwowana tak znacząca aprecjacja litecoina potwierdza jedną ze słabości, jakie stają się udziałem alternatywnych instrumentów, w tym przypadku bitcoina, a wcześniej złota, miedzi, srebra czy ropy.
Po tak spektakularnym wzroście (w czwartek został przebity poziom 1000 USD na giełdzie MT Gox) kolejnym inwestorom coraz mniej opłaca się wchodzić w zakup tej waluty. Dlatego zwracają swoją uwagę w stronę konkurencyjnych instrumentów, np. litecoina, gwarantujących niższą bazę, a tym samym perspektywę większego zysku.
