Od wielu lat niemieccy przedsiębiorcy – zarówno przedstawiciele wielkich koncernów międzynarodowych, jak i małych firm rodzinnych – zwracali uwagę na odklejenie się klasy politycznej od realiów gospodarki, brak dbałości o utrzymanie konkurencyjności przedsiębiorstw, a przede wszystkim oparcie decyzji politycznych o różnego rodzaju ideologie i błędne wyobrażenia o idealnym świecie, oderwane od dostępnych technologii i rachunku ekonomicznego.
Zacytuję tu kilku moich niemieckich kolegów – przedsiębiorców lub menedżerów:
„Tyko tak bogate państwo jak Niemcy mogło wytrzymać tyle lat błędnych decyzji klasy politycznej, decyzji, które coraz bardziej pogrążały niemiecką gospodarkę. Postępujące przeregulowanie działalności gospodarczej, rosnące koszty pracy, koszty energii, podatki, doszły do takiego poziomu, że niemieckie firmy przestały generować miejsca pracy i zaczęły się zwijać”.
„Jest absurdem, kiedy jeden z najbardziej uprzemysłowionych krajów świata zamyka swoje stabilne źródła energii, czyli elektrownie jądrowe a inwestuje w źródła niestabilne, których cykl produkcji energii jest zupełnie niedopasowany do wymogów gospodarki przemysłowej”.
„Błędne decyzje polityczne były wiele razy „przykrywane” przez różnego rodzaju programy dotacyjne, które z kolei wypaczały efektywną alokację kapitału. Beneficjenci dotacji siedzieli cicho, bo mieli nowe źródła dochodu, ale jako gospodarka traciliśmy”.
Jednocześnie, kiedy czytamy przedstawione wczoraj postulaty, to wyraźnie widać, co niemiecki biznes chce umacniać w polityce gospodarczej kraju, oraz to, co chce zmieniać. Czołowe 10 postulatów to precyzyjnie sformułowana polityka gospodarcza.
Po stronie krytyki obecnego stanu rzeczy na czoło wysuwają się bolączki, o których i niemiecki, i europejski biznes mówią od lat – znaczna redukcja poziomu przeregulowania gospodarki, obniżenie obciążeń kosztów pracy i obciążeń podatkowych, a przede wszystkim zapewnienie konkurencyjnych kosztów energii. O tym, jak to osiągnąć, niemieccy przedsiębiorcy przezornie milczą – wiedzą, że w kontekście kompetencji UE oraz dominujących kierunków polityki niemieckiej i europejskiej temat nadaje się na rozmowy gabinetowe.
Niemieccy przedsiębiorcy są w pełni świadomi korzyści, jakie czerpią z jednolitej wspólnej waluty oraz możliwości swobodnego penetrowania Europy, dzięki wspólnemu rynkowi UE. Podobnie jako eksporterzy oczekują zawierania kolejnych umów o wolnym handlu – wolny światowy rynek to podstawa ich prosperity.
Jednocześnie, jako że eksport zwolnił, niemiecki biznes domaga się naśladowania Chin w zakresie przekierowania wydatków rządowych na rozwój infrastruktury, rozwoju transportu i inwestycji w cyfryzację.
Po stronie krytyki obecnego stanu rzeczy na czoło wysuwają się bolączki, o których i niemiecki, i europejski biznes mówią od lat – znaczna redukcja poziomu przeregulowania gospodarki, obniżenie obciążeń kosztów pracy i obciążeń podatkowych, a przede wszystkim zapewnienie konkurencyjnych kosztów energii. O tym, jak to osiągnąć, niemieccy przedsiębiorcy przezornie milczą – wiedzą, że w kontekście kompetencji UE oraz dominujących kierunków polityki niemieckiej i europejskiej temat nadaje się na rozmowy gabinetowe.
I tu jest chyba „pies pogrzebany”: z punktu widzenia przedsiębiorcy polskiego czy europejskiego, niemieckie postulaty są dość umiarkowane. Organizatorzy akcji na tym etapie nie sięgają do części źródeł obecnych problemów i nie wiadomo, czy są gotowi wyciągnąć z nich wnioski. Oficjalne postulaty Dnia są mimo wszystko sformułowane w sposób dość ostrożny; raczej zmierzają w kierunku stworzenia płaszczyzny do rozmów z nowym rządem niż są ostateczną listą definitywnie określonych warunków. W kontekście presji zmian w gospodarce światowej może to okazać się za mało i za wolno.
Ale to już jest chyba temat na oddzielną dyskusję.
