Bliski Wschód trzyma mocno w górze ceny ropy

PAP
opublikowano: 2007-09-07 08:06

Ceny ropy na największym na świecie rynku amerykańskim poszybowały w czwartek w ciągu dnia wysoko w górę, przekraczając wyraźnie 77 dol. i zbliżając się na bezpośrednią odległość do rekordu wszech czasów. Potem jednak, po ściągnięciu zysków ze zwyżki, opadły.

Głowną przyczyną początkowej nerwowości były informacje z Bliskiego Wschodu, skąd pochodzi jedna trzecia światowej ropy. Syria oskarżyła w czwartek Izrael o zbombardowanie jej terytorium i ostrzegła, że poza uruchomieniem artylerii przeciwlotniczej może odpowiedzieć podobnym atakiem.

Na New York Mercantile Exchange wskaźnikowa dla rynku amerykańskiego cena lekkiej słodkiej ropy krajowej (West Texas Intermediate) w kontraktach na październik skoczyła początkowo do 77,43 dol. za baryłkę, to jest do poziomu niższego o niecałego dolara od nowojorskiego rekordu wszechczasów (78,40 dol), pobitego przed ponad rokiem, podczas innego, głębokiego kryzysu bliskowschodniego, po ataku Izraela na Liban i działający tam Hezbollah.

Późniejsze informacje na temat stanu zapasów ropy w USA, mimo że znacznie gorsze od przewidywań, zdołały jednak nieco uspokoić rynek i na koniec dnia w czwartek baryłka WTI na giełdzie NYMEX kosztowała już "tylko" 76,30 dol., o 57 centów więcej niż w środę.

W Londynie na giełdzie ICE Futures wskaźnikowa dla rynku europejskiego cena ropy Brent z Morza Północnego zamknęła się w czwartek na poziomie 74,77 dol. za baryłkę, wyższym o 43 centy niż w przeddzień.

Ogłoszony przez amerykańskie agendy rządowe spadek rezerw ropy surowej o 3,9 mln baryłek potwierdził istnienie napięć po stronie podaży na rynku amerykańskim i światowym, jednak najsilniej oddziałały na rynek obawy o możliwość wybuchu nowego gorącego konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Uwaga wszystkich koncentruje się teraz na Wiedniu, gdzie 11 września rozpoczyna się kolejna sesja OPEC, mogąca podtrzymać lub złagodzić obowiązujące od niespełna roku obostrzenia wydobywcze.

Przewodniczący OPEC Mohammed al-Hamli ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich uważa, że za napięcia rynkowe odpowiada przeżywający trudności przemysł rafineryjny, a nie braki surowca, którego zapasy w krajach konsumenckich są nadal znaczne.

"Myślę, że rynek jest dobrze zrównoważony" - powiedział Reuterowi. "W żadnym wypadku nie występują na nim niedobory", podkreślił. Taka ocena źle wróży szansom na zwiększenie produkcji przez OPEC. (PAP)