Dni Transportu Publicznego są okazją do zaprezentowania przez firmy komunikacyjne ambitnej przyszłości, ale też dumnej przeszłości.
W najbliższy weekend z kolejowych, tramwajowych czy autobusowych archiwaliów w całym kraju wyciągnięte zostanie wszystko, co się rusza. W kategoriach widowiskowości pierwsze miejsce zdecydowanie dzierżą stare parowozy. Potwierdził to ich imponujący pokaz w Suchej Beskidzkiej i Chabówce. Lokalizacja Parowozjady 2008, zorganizowanej przez PKP Cargo, nie była przypadkowa. W Chabówce piętnasty rok funkcjonuje kolejowy skansen, obie stacje zaś pełnią szczególną rolę techniczną na szlaku z Krakowa do Zakopanego — w Suchej i Chabówce pociąg odwraca kierunek jazdy, tak po prostu zostało z epoki Galicji.
Na Parowozjadę zjechały się lokomotywy nie tylko ze skansenu w Chabówce i z czynnej parowozowni w Wolsztynie, lecz również ze Słowacji. Publiczność na stacji w Suchej Beskidzkiej podziwiała zawody sprawnościowe, sprawdzające zgranie parowozowych drużyn. W upalnym dniu najbardziej smakowicie jawiło się przewożenie otwartej puszki piwa na wiązarze, czyli stalowej belce spinającej koła parowozu i pracującej cały czas poziomo. Jednak wstrząsy powodują, że utrzymanie nierozlanego napoju na takim stoliku okazuje się prawie niemożliwe.
Najmocniejszym efektem wizualnym i fonicznym Parowozjady były sprinterskie wyścigi lokomotyw. Ujawniła się prawidłowość techniczna — im parowóz mniejszy i zgrabniejszy, tym przyspieszenie ma większe. Mistrzem sprintu, niemalże Usainem Boltem na parę, okazał się słowacki parowozik 422.0108, zwany Małym Byczkiem, a w polskiej historii zapisany pod nazwą Zakopianki. Właśnie takie sto lat temu doprowadzały pociągi z Chabówki pod górę do Zakopanego odcinkiem zbudowanym za sprawą hrabiego Władysława Zamoyskiego. Byczek w finale pokonał Osiołka, czyli również słowacką lokomotywę TKt48-191, która potoczną nazwę zawdzięcza przypominającym uszy odchylaczom dymu.
