Drugie miejsce w hierarchii zajmują spotkania dwustronne na uboczu obrad plenarnych. Dopiero w trzeciej kolejności stoi finalny dokument, którego ranga zależy oczywiście od jego przekładalności na wykonawcze konkrety, zwłaszcza finansowe. W tym kontekście liczą się na przykład przyjmowane jednomyślnie konkluzje Rady Europejskiej (kolegialnej głowy UE) czy deklaracje Rady Północnoatlantyckiej (najwyższego organu NATO), ich szczegóły uzgadniane są dość nerwowo do ostatniej chwili.
Zdecydowanie inny charakter mają przepojone ogólnikowym chciejstwem deklaracje szczytów G20. Po pierwszym dniu trwającego 15-16 listopada w Indonezji trudno powiedzieć, czym zakończy się zbiórka władców w rajskim hotelu Apurva Kempinski w kompleksie konferencyjnym Bali Nusa Dua. Gospodarze za wszelką cenę usiłują sklecić jednomyślny komunikat, ale być może uda im się ogłosić jedynie oświadczenie przywódców wyprute z konkretów. Historyczną nie tylko dla G20 protokolarną tragedią – trudno sobie wyobrazić, jak szokującą wieść z Bali wytrzyma 8 mld mieszkańców Ziemi – jest brak familijnego zdjęcia. Niektórzy prezydenci/premierzy z Zachodu po prostu nie życzyli sobie stanięcia wspólnie z ministrem Siergiejem Ławrowem reprezentującym Władimira Putina. Ciekawe, że samo zasiadanie przy stole obrad z obrzydliwym wyłącznie na kultowej fotografii pomocnikiem głównego agresora im nie przeszkadza – to zdumiewająca hipokryzja… Notabene podejście Zachodu do udziału Rosji oraz personalnie samego Władimira Putina w tegorocznym szczycie G20 przypominało sinusoidę. Bezpośrednio po 24 lutego debatowanie o przyszłości świata wspólnie ze sprawcą wojny wydawało się niemożliwe, ale później jednolity front popękał. Uczestnictwa cara z Kremla nie wykluczył m.in. niemiecki kanclerz Olaf Scholz, a za jego podszeptem także… Ursula von der Leyen, chociaż UE zgodnie potępia agresora i nakłada sankcje. Problem rozwiązał sam Putin, który jednak zrejterował, przede wszystkim po doświadczeniach z regionalnego szczytu we wrześniu w Samarkandzie. Tam obecni byli sami swojacy, w tym z republik poradzieckich, a jednak car poniósł wizerunkową porażkę.
Porównanie z sinusoidą dotyczyło postawy szeroko rozumianego Zachodu. Uczestnicy G20 z pozostałych kontynentów nie mieliby z udziałem Władimira Putina jakichkolwiek problemów. Wojnę w Ukrainie postrzegają zupełnie inaczej niż my w Europie, a już na pewno w Polsce. W ocenie np. Chin, Indii i kilku innych państw to regionalny konflikt wewnątrzsłowiański, między narodami od wieków bardzo sobie bliskimi – co akurat odpowiada historycznej prawdzie – zaś przyczyny wybuchu wojny są złożone i niejednoznaczne. Dlatego wtorkowe zdalne wystąpienie Wołodymyra Zełenskiego do uczestników G20 absolutnie nie zostało odebrane tak jednoznacznie, jak życzyłby sobie ukraiński prezydent. Zarówno goszcząca szczyt Indonezja, jak też przejmujące roczne przewodnictwo G20 Indie, które zorganizują światową zbiórkę w 2023 r., konsekwentnie nawołują do zawarcia enigmatycznego pokoju, bez roztrząsania odpowiedzialności za wojnę, sprawstwo ludzkich tragedii oraz gigantycznych zniszczeń. Dlatego w końcowym dokumencie, wszystko jedno jak się będzie nazywał, może znaleźć się tylko takie pustosłowie.

