Budżetowe puzzle Platformy

Adam Sofuł
opublikowano: 10-04-2008, 00:00

Debaty o zmianach w podatkach — jak np. wczorajsza o zwolnieniu z CIT izb gospodarczych — są śmiertelnie nudne. Rządząca partia postanowiła więc je nieco ubarwić, a że wieloletnie doświadczenie podpowiedziało politykom Platformy, że nic tak nie ożywia dyskusji podatkowych jak hasło podatku liniowego, po raz sto osiemdziesiąty siódmy (albo coś koło tego) usłyszeliśmy stanowczą deklarację PO w tej sprawie. Niestety, słuchaczom tych obietnic doświadczenie podpowiada, że im bardziej stanowcze deklaracje w sprawie podatku liniowego słychać, tym szanse na jego wprowadzenie są mniejsze. Nie inaczej było wczoraj, tym bardziej że sztandarowy pomysł ekonomiczny PO wieścił szef klubu parlamentarnego, a nie szef resortu finansów, a to dość istotna różnica. Zbigniew Chlebowski zapewniał o determinacji premiera, by podatek liniowy zaczął obowiązywać już od przyszłego roku, ale nawet największa determinacja premiera nie doprowadzi do cudownego rozmnożenia posłów skłonnych odrzucić prezydenckie weto w tej sprawie.

Podatek liniowy nie był jedynym pomysłem, jaki przedstawiła wczoraj Platforma Obywatelska. Były i inne. Też sprawdzone. Np. dążenie do budżetu zadaniowego — czyli tego, nad czym przez ostatnie dwa lata w zaciszu kancelarii premiera pracowała Teresa Lubińska. Dziś już nieco zapomniana, podobnie jak efekty jej pracy. Szef klubu PO zaproponował również wprowadzenie kotwicy budżetowej, czym zapewne wywołał ironiczny uśmieszek na twarzy Marka Belki (był kiedyś taki minister finansów), który niegdyś musiał wysłuchiwać sporo cierpkich uwag na temat owego marynistycznego instrumentu finansowego od polityków, którzy dziś zasiadają w ławach rządowych. Skądinąd kotwica budżetowa jest chyba najtrwalszym wkładem III RP w nauki ekonomiczne. To wprawdzie niezbyt wyrafinowane narzędzie i średnio skuteczne, ale przynajmniej ma fajną, łatwą do zapamiętania nazwę. Sensownie brzmi pomysł włączenia rolników do systemu podatkowego — co, zdaniem Chlebowskiego, miałoby nastąpić w 2010 roku, ale tu też oprócz stanowiska ministra finansów nie od rzeczy byłoby wysłuchać zdania koalicyjnego partnera PO. Bo ono może okazać się kluczowe.

Ta lawina pomysłów nie przybliża nas do podstawowego celu — uzdrowienia finansów publicznych. Każdy z tych pomysłów jest miły dla ucha, trudno jednak ocenić, w jakim stopniu ich realizacja przyczyni się do zreformowania finansów. Nie wiemy, czy te kawałki pasują do całościowej koncepcji, a możemy mieć nawet wątpliwości, czy taka koncepcja w ogóle powstała. Na razie mamy jedynie rozsypane kilka kawałków puzzli i nie wiemy, czy jest już gotowy obrazek. Co gorsza, gdy ten obrazek powstanie, może się okazać, że puzzle nie pasują, a wówczas — jak w piosence Wojciecha Młynarskiego — trzeba będzie poszukać innych klocków albo zmienić obrazek. I tak źle, i tak niedobrze.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu