Korona-emigranci organizują wyjazdy za pośrednictwem komunikatora Telegram. „W Bułgarii kupują lub wynajmują nieruchomość, najchętniej między Burgas a Warną. Tu mogą spełnić wspólne marzenie: mieszkać w kraju, gdzie nie trzeba nosić maseczek, a osoby niezaszczepione mogą być bez problemu obsługiwane w restauracjach” – pisze „Der Spiegel”. Przybyszów z Niemiec przyciąga też klimat (temperatury około 20 stopni w cieniu na początku grudnia) i tańsze życie.
W grupie na Telegramie nazywają się „niemieckimi emigrantami w Bułgarii” i niechętnie zgadzają się na rozmowy z dziennikarzami. Mówią, że są „wielopokoleniową społecznością”, wśród nich znajdują się także emeryci. Na razie w Château mieszka około 60 emigrantów z Niemiec i Austrii, wkrótce ma być ich 100. Twierdzą, że jest coraz więcej ludzi, którzy „chcą uciec od szaleństwa C-19”.
W dyskusjach na Telegramie twierdzą m.in., że „kłamliwy i obłudny system polityczny i medialny w Niemczech musi zostać zniszczony ”. Podkreślają, że „wielu Niemców bez szczepień coraz bardziej boi się wykluczenia” i przymusowego szczepienia dzieci.
Statystyki dotyczące COVID-19 w Bułgarii są jednak „jak z horroru” – zaznacza „Der Spiegel”. Ponad 4 tys. zgonów na milion mieszkańców sprawia, że ten kraj ma najwyższy wskaźnik śmiertelności z powodu koronawirusa ze wszystkich krajów UE. Prawie co dziesiąta osoba była już zarażona, a wskaźnik szczepień wynosi zaledwie 30 proc.
Niemcy w swojej „fortecy z basenem i kortami tenisowymi” uważają, że postawa Bułgarów jest „ożywcza”. Ines, starsza pani z Berlina-Lichtenberga, przejechała do Achełoj bez szczepień, żeby „uciec przed dyktaturą”. Teraz mieszka w małym mieszkaniu za 232 euro miesięcznie.
Inni emigranci podkreślają, że w Bułgarii łatwiej pozostać „poza radarem” władz, które mniej energicznie niż Niemcy egzekwują przepisy dotyczące pandemii. „Nie wiem, czy za tym wszystkim stoi globalny spisek, ale jedno jest pewne: kiedyś życie w Niemczech było swobodniejsze” – mówi jeden z nich i dodaje, że „w Bułgarii życie w czasie pandemii jest zdecydowanie spokojniejsze”.
Maski co prawda trzeba nosić w Lidlu, gdzie można kupić szynkę szwarcwaldzką i niemieckie piwo. Ale w mniejszych sklepach i wielu restauracjach podejście do przepisów jest swobodniejsze, co niemieccy emigranci uznają za „fragment odzyskanej wolności” – nie ma lockdownu, konieczności zachowywania dystansu społecznego czy godzin policyjnych.
Swietosław Todorow, lekarz ze Szpitala Uniwersyteckiego w Burgas, nie potrafi zrozumieć postawy emigrantów z Niemiec. „To właściwie przestępstwo, wielka nieodpowiedzialność wobec siebie i innych” – mówi. Podkreśla trudne warunki, w jakich działa oddział covidowy w tutejszym szpitalu, gdzie jest 108 łóżek i „naprawdę poważne przypadki na oddziale intensywnej terapii. Do respiratorów podłączeni są ludzie w każdym wieku, półnadzy, jedynie w pieluchach”.
„Der Spiegel” donosi, że osoby mówiące po niemiecku wiedzą, jak sobie nawzajem pomagać: „jeden poleca lekarza, który jest krytyczny wobec szczepień, drugi zna pizzerię, w której kelnerzy z odpowiednim wyprzedzeniem ostrzegają niezaszczepionych gości o kontrolach policyjnych. Trzeci poleca restauracje, bary, łaźnie termalne, sauny, które nadal są otwarte dla wszystkich, ponieważ należą do różnych struktur mafijnych lub polityków”.
