Byli szefowie KNF w rękach CBA

opublikowano: 06-12-2018, 22:00
aktualizacja: 07-12-2018, 13:02

Na korzyść gangu ze SKOK Wołomin, według prokuratury, działał m.in. Wojciech Kwaśniak. Ten sam, który… został pobity na zlecenie szefa tego gangu

Urzędnicy z zarzutami, ZBP gotowy poręczyć [Aktualizacja 12:50]

Andrzej Jakubiak, były szef Komisji Nadzoru Finansowego, i
Wojciech Kwaśniak, jego były zastępca, do władz nadzoru trafili w tym samym
czasie — w październiku 2011 r. Przez pięć lat tworzyli zgrany duet. Na akcję
CBA zareagowali tak samo — przez pełnomocników przekazali „PB”, że czują się
niewinni i chcą, by media podawały ich pełne dane.
Zobacz więcej

Z OTWARTĄ PRZYŁBICĄ:

Andrzej Jakubiak, były szef Komisji Nadzoru Finansowego, i Wojciech Kwaśniak, jego były zastępca, do władz nadzoru trafili w tym samym czasie — w październiku 2011 r. Przez pięć lat tworzyli zgrany duet. Na akcję CBA zareagowali tak samo — przez pełnomocników przekazali „PB”, że czują się niewinni i chcą, by media podawały ich pełne dane. Fot. Marek Wiśniewski

Były przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak i podlegli mu urzędnicy usłyszeli zarzuty dotyczące niedopełnienia ciążących na nich obowiązków, poinformowała w piątek Prokuratura Krajowa. Niemal w tym samym czasie Związek Banków Polskich poinformował, że jest gotów udzielić poręczenia za wszystkie zatrzymane osoby

Zarząd ZBP w oświadczeniu wyraził wzburzenie metodami i działaniami podjętymi przez śledczych. 

"Dokonywanie demonstracyjnych i wątpliwie uzasadnionych zatrzymań osób, które w przeszłości - także z narażeniem życia, jak w przypadku Pana Wojciecha Kwaśniaka - ujawniały poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu SKOK budzić musi najwyższe zaniepokojenie" - napisano.

Andrzej Jakubiak i Wojciech Kwaśniak zatrzymani przez CBA

Funkcja przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) to w naszym kraju posada wysokiego ryzyka. Jeszcze nie wybrzmiały echa aresztowania Marka Chrzanowskiego w związku z jego słynną rozmową z miliarderem Leszkiem Czarneckim, a Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) zatrzymało Andrzeja Jakubiaka, szefa KNF w latach 2011-16, Wojciecha Kwaśniaka, jego zastępcę, oraz pięciu podlegających im byłych wysokich urzędników nadzoru, piastujących stanowiska dyrektorów i naczelników. Wszyscy w Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie mają usłyszeć zarzuty niedopełnienia obowiązków w związku z nieprawidłowościami w nadzorze nad SKOK Wołomin (SW), drugą pod względem wielkości spółdzielczą kasą w Polsce, która upadła z wielkim hukiem w lutym 2015 r.

Według Prokuratury Krajowej, „obszerny i skrupulatnie zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że zatrzymani w związku z pełnionymi funkcjami w KNF w latach 2013-14 dopuścili się przestępstw niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w wielkich rozmiarach na szkodę Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i depozytariuszy”. Treść lakonicznego komunikatu oznacza, że zdaniem śledczych, intencją zaniedbań byłych szefów nadzoru i ich podwładnych było odniesienie korzyści przez działający w strukturach SW gang, który w ciągu kilku lat wyłudził z kasy kredyty wartości blisko 2 mld zł. Teza, delikatnie mówiąc, kontrowersyjna…

Pacyfikacja pałką

Dlaczego? Otóż to właśnie szefowie KNF w latach 2013-14 złożyli kilka zawiadomień do prokuratury o przestępstwach w wołomińskiej kasie. Jeszcze istotniejsze jest to, że Piotr P., były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych i, zdaniem śledczych, główny pomysłodawca przekrętów w SW, w innej sprawie oskarżony jest o… zlecenie pobicia jednego z wczoraj zatrzymanych: Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceszefa KNF, odpowiadającego za nadzór nad SKOK-ami. Jego właśnie wyłudzający kredyty ze SW gang postrzegał jako największe zagrożenie dla swojej działalności.

— Dobrze by było zabrać mu na parę miesięcy zdrowie, spacyfikować, bo bardzo nam szkodzi — w tych słowach o Wojciechu Kwaśniaku na początku 2014 r. Piotr P. miał zwrócić się do Krzysztofa A., pseudonim „Brzydki Krzysiek”. Ten do realizacji tego zlecenia wynajął innego Krzysztofa — Krzysztofa A., bandytę o pseudonimie „Twardy”, który m.in. za napady i handel narkotykami spędził w więzieniu wiele lat.

Do ciężkiego pobicia teleskopową pałką doszło w kwietniu 2014 r. przed domem Wojciecha Kwaśniaka. Były wiceszef KNF doznał licznych stłuczeń oraz złamań ręki i czaszki. Uszedł z życiem być może tylko dlatego, że się bronił, a szybkiej pomocy po zdarzeniu udzielili mu sąsiedzi. Proces w sprawie pobicia ruszył przed sądem w kwietniu 2016 r., ale ze względu na zmianę składu sędziowskiego będzie musiał zacząć się od nowa (na razie nie może, bo „Twardy” przebywa w szpitalu psychiatrycznym).

— W tej sytuacji zarzucanie szefom KNF, że nie dopełnili obowiązków w sprawie SW, brzmi jak ponury żart i jest jawnym gangsterstwem. Mój klient miał działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez tych, którzy zlecili jego skatowanie?! Przecież to czysty absurd, który przypomina mi procesy opozycjonistów z lat 80. XX wieku — komentuje Jerzy Naumann, pełnomocnik Wojciecha Kwaśniaka, który rozmawiał telefonicznie z „PB” w drodze do Szczecina.

Jak kasa z kasą

I on, i liczni komentatorzy oraz politycy opozycji twierdzą, że akcja CBA ma odwrócić uwagę od afery związanej z działaniami Marka Chrzanowskiego. Powszechnie kwestionowana jest też potrzeba przeprowadzenia spektakularnych zatrzymań tuż po godzinie szóstej rano w sprawie, która opiera się na jawnych dokumentach i jest prowadzona od ponad dwóch lat.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że zdaniem szczecińskiej prokuratury, KNF w sprawie SW działała zbyt opieszale, przede wszystkim zwlekając z decyzją o ustanowieniu w kasie zarządcy komisarycznego. Wątpliwości dotyczące tempa prac nadzoru, ale nie tylko jego, ujawniliśmy w „PB” już na początku 2015 r. Napisaliśmy wtedy, że grzech zaniechania może dotyczyć m.in. Kasy Krajowej SKOK (KK), która nadzorowała SW do października 2012 r. (wtedy nadzór przejęła KNF).

Nieprawidłowości w wołomińskiej instytucji wykryła bowiem zarówno lustracja KK z 2008 r., jak i kontrola z 2012 r. Przedstawiciele KK zarzekali się jednak w „PB”, że ówczesne ustalenia nie dawały podstaw do skierowania do prokuratury wniosków o podejrzeniu popełnienia przestępstw (choć, zdaniem śledczych, zorganizowany proceder wyłudzania kredytów z wołomińskiej kasy trwał już od 2009 r.).

Zorganizowany proceder

Prokuraturę zawiadomiła natomiast KNF, m.in. w rezultacie kompleksowej kontroli w SW, która zakończyła się w marcu 2013 r. Ustalenia dotyczyły licznych naruszeń prawa bankowego i spółdzielczego, ustaw o SKOK, o rachunkowości i o praniu pieniędzy, a nawet Kodeksu karnego. Nadzór wykrył m.in., że kredytów udzielano osobom bez zdolności kredytowej i bez oznaczenia celu kredytowania, prawie wszystkie były spłacane gotówką przez osoby trzecie, a przeterminowane były renegocjowane (głównie poprzez wydłużanie okresu kredytowania) lub spłacane z nowych pożyczek i kredytów.

Równie druzgocące były wyniki równoczesnej kontroli Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF). Okazało się m.in., że zabezpieczeniem większości kredytów udzielanych przez SW są nieruchomości wyceniane wielokrotnie wyżej niż ceny rynkowe przez dwóch tych samych rzeczoznawców, a zaświadczenia o dochodachwystawiają zwykle podejrzane firmy, często cypryjskie. W lipcu 2013 r. zarząd wołomińskiej kasy przyznał, że osoby trzecie spłacają kredyty o wartości ponad 1,3 mld zł, a w grudniu 2013 r. KNF przeprowadziła kolejną kontrolę, która wykazała, że SW nie realizuje zaleceń GIIF, dotyczących zapobiegania praniu pieniędzy. Ustaliła ponadto, że kredyty nie tylko są spłacane gotówką, lecz także tak wypłacane, a w dokumentacji kredytowej powtarzają się nazwiska i nazwy firm, „co może świadczyć o zorganizowanym charakterze procederu”.

Musztarda po obiedzie

Wszystko skończyło się jedynie… upomnieniami dla Mariusza G., prezesa SW, oraz wiceprezesów Joanny P. i Mateusza G. (cała trójka ma dziś zarzuty udziału w gangu). Przesłanek do ustanowienia zarządcy komisarycznego, czyli rażącego, uporczywego naruszania prawa oraz groźby zaprzestania spłacania zobowiązań, KNF dopatrzyła się dopiero w listopadzie 2014 r. Jak tłumaczył rzecznik nadzoru — zwłoka wynikała z tego, że SW „korzystał z przysługujących mu uprawnień, składając liczne wnioski dowodowe i procesowe, czym wydłużał postępowanie”.

W listopadzie 2014 r. sytuacja płynnościowa SW była już jednak krytyczna. Miesiąc później KNF wniosła o upadłość kasy. Do ponad 45 tys. członków SW trafiły pieniądze z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) — łącznie prawie 2,25 mld zł. Nie zaspokoiło to jednak całości należności 781 depozytariuszy SW, których oszczędności przekraczały 100 tys. EUR. Kasa wciąż winna im jest prawie 120 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Byli szefowie KNF w rękach CBA