CD Projekt wypuszcza „Gwint” na otwarte wody

Po ponad półrocznej, zamkniętej inkubacji deweloper udostępnia sieciową karciankę wszystkim graczom. Efekty tego kroku zobaczymy w jego wynikach.

W CD Projekcie muszą lubić maj. Właśnie w tym miesiącu do sprzedaży trafiły druga i trzecia część gry „Wiedźmin”. Nie inaczej będzie z najnowszym dzieckiem warszawskiej spółki. Jutro gra sieciowa „Gwint” przejdzie ze stanu tzw. zamkniętej do otwartej bety. To oznacza, że od środy, 24 maja każdy gracz na świecie będzie mógł zagrać w „Gwint”. Nowa gra CD Projektu została pokazana światu w październiku ubiegłego roku. Nie była jednak dostępna dla wszystkich graczy. Mogły w nią zagrać tylko osoby, które otrzymały specjalny kod- -zaproszenie. W ten sposób warszawski deweloper chciał sobie dać czas na testy i dopracowanie gry.

Adam Kiciński, prezes CD Projektu
Marek Wiśniewski

Przejście w fazę otwartej bety oznacza, że ma ten etap już za sobą.

— Przez siedem miesięcy zamkniętych testów obserwowaliśmy uważnie, co się graczom podoba, co dobrze działa, dodawaliśmy karty, zmienialiśmy mechanikę i balans gry. „Gwint” z października jest w dużym stopniu grą inną niż ten, w którego gracze zagrają już w środę — mówi Adam Kiciński, prezes CD Projektu.

Z marcowej wypowiedzi Adama Kicińskiego wynika, że CD Projekt rozdał ponad 1 mld zaproszeń do udziału w zamkniętej becie. Nie wiadomo, ile zostało wykorzystanych. W wewnętrznym rankingu „Gwinta” jest sklasyfikowanych ponad 190 tys. graczy. Piotr Bogusz, analityk DM mBanku, ocenia, że „Gwint” może w pierwszym roku przyciągnąć „niskie kilka milionów” regularnie grających graczy. Określenie „regularnie” jest istotne, bo to gracze, którzy przywiązują się do danego tytułu, decydują się wydawać na niego pieniądze. „Gwint” należy bowiem do gier sieciowych z segmentu „free-to-play”. Można w nią grać za darmo, ale jest też możliwość zakupu ulepszeń za realne pieniądze. Jeśli uda się zbudować odpowiednio dużą bazę regularnie płacących graczy, to CD Projekt może liczyć na stały strumień przychodów.

— Szacuję, że w tym roku „Gwint” może przynieść CD Projektowi nawet 129 mln zł przychodów w 2017 r. Tytuł zalicza się do segmentu gier, w którym przychody ze sprzedaży są rozłożone w czasie, a ich wielkość jest uzależniona od popularności gry i skuteczności systemu monetyzacji — mówi Piotr Bogusz.

Podkreśla, że istotny wpływ na wyniki będzie miała także oficjalne premiera „Gwinta”. Jej data nie została jeszcze ustalona. Wtedy CD Projekt udostępni płatną jednoosobową kampanię fabularną. Z przedstawionych w marcu przez CD Projekt danych wynika, że w fazie zamkniętej bety największe przychody dla spółki generowali gracze z USA, Niemiec, Rosji i Polski. Spółka jednak nie ukrywa, że najbardziej liczy na gigantyczny rynek chiński. W ekspansji „Gwinta” ma pomóc tamtejsza firma GAEA, która została dystrybutorem gry na terenie Państwa Środka. Sektor internetowych karcianek, do których zalicza się „Gwint”, to dynamicznie rosnący rynek. Przez lata był lekceważony przez producentów gier, którzy uważali, że gra w karty na komputerze nie ma sensu. Z błędu wyprowadził ich trzy lata temu amerykański gigant Blizzard, wypuszczając na rynek karciankę „Heartstone”. Był to strzał w dziesiątkę. W pierwszym roku od premiery regularnie w tytuł grało 26 mln graczy, którzy przynieśli Blizzardowi ok. 250 mln USD przychodów. Obecnie „Heartstone” to druga najpopularniejsza sieciowa gra komputerowa na świecie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane