Ceny za odbiór śmieci idą z prądem

opublikowano: 02-12-2018, 22:00

W przetargach na odbiór odpadów pojawił się ten sam trend, co w zamówieniach na roboty budowlane i dostawy prądu. Niesegregowanie śmieci będzie coraz droższe, segregowanie — też. To uderzy w Kowalskiego

Śmieci to gorący temat — i to nie tylko dlatego, że płoną. Niedługo śmieciami dostaniemy po portfelach. W niektórych miastach po Nowym Roku za wywożenie odpadów zapłacimy nawet kilkakrotnie więcej niż dotychczas. Niedawno, o czym informowaliśmy w „PB”, samorządy i ich spółki (np. Kraków i Metro Warszawskie), które są zmuszone odnowić kontrakty z dostawcami prądu, zostały zelektryzowane stawkami energii elektrycznej, które poszły w górę o kilkadziesiąt procent. O ile za droższy prąd dla szkół, przedszkoli i lokalnego transportu miasta i spółki komunalne na razie płacą z własnej kasy, tnąc wydatki na inwestycje, to wyższe opłaty za śmieci gminy przerzucą bezpośrednio na mieszkańców.

W Łodzi za odbiór segregowanych śmieci mieszkańcy miasta, słynnego z ulicy Piotrkowskiej i loftów, płacą dziś 7 zł miesięcznie od osoby, za śmieci niesegregowane — 12 zł. Stawki nie zmieniały się od 2014 r. Od stycznia przyszłego roku — informuje Monika Pawlak z łódzkiego magistratu — łodzianie zapłacą prawie dwa razy więcej: 13 zł za odpady segregowane i 22 zł za niesegregowane, jeśli zmianę stawek przegłosuje Rada Miejska.

Taki rynek

— Wzrost opłat za odbiór odpadów wynika wyłącznie ze stawek zaoferowanych przez firmy w przetargach. Miasto nie może zarabiać na śmieciach ani grosza. Koszty pracy, paliwa, prądu ostatnio bardzo poszły w górę. To wszystko jak zwykle uderza w konsumentów — komentuje Marcin Masłowski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Łodzi.

Te gminy, w których umowy z operatorami wywozu śmieci kończą się w tym roku, zderzyły się z problemem wysokich cen. Niektóre unieważniają przetargi i organizują je ponownie, z nadzieją, że uda się uzyskać lepsze oferty. W Tarnobrzegu, np., władze miasta ostatecznie — w drugim przetargu — musiały zaakceptować wyższe stawki planowane w budżecie. Zamiast na cztery lata miasto podpisało umowę z operatorem na dwa. W październiku przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych unieważnił Grodzisk Mazowiecki. Zgłosiła się jedna firma, oferując wykonanie zadania za 54,3 mln zł. To ponad dwa razy więcej, niż szacowała gmina (22,3 mln zł).

Wyższe stawki wynikają m.in. ze zmieniających się przepisów. Zgodnie z nowym rozporządzeniem ministra środowiska, niedługo w całym kraju zacznie obowiązywać inny system zbiórki odpadów — będziemy je segregować na więcej frakcji. To wiąże się z koniecznymi inwestycjami również dla firm. Powody wzrostu stawek można jednak mnożyć.

Takie przepisy

— Rosnące ceny za odbiór i zagospodarowanie odpadów to składowa co najmniej kilku czynników. Jeden z nich to efekt rozporządzenia w sprawie opłat za korzystanie ze środowiska. Na jego podstawie tzw. opłata marszałkowska, która jest częścią opłaty za każda tonę odpadów trafiających na składowisko, wzrosła w tym roku dla kluczowych frakcji o kilkaset procent: z 24,15 zł w 2017 r. do 140 zł w 2018 r. i 170 zł w 2019 r. Trzeba to wkalkulować w cenę za tonę odpadów przyjętych do zakładu przetwarzania — komentuje Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Poza tym — wymienia dalej — wzrost cen jest związany z innymi wymogami prawa, które pojawiły się niedawno, m.in. przyjętą latem nowelizacją ustawy o odpadach. Wiąże się ona z kosztownymi inwestycjami dla przedsiębiorców, np. w monitoring wizyjny o wysokim standardzie.

— Cel słuszny, ale także koszt wprowadzenia niemały. Duże znaczenie mają takżeceny paliwa i rosnące koszty zatrudnienia: rynek pracownika, z którym obecnie mamy do czynienia, wymusza podwyżkę płac — podsumowuje Karol Wójcik.

Niektórym samorządom udało się uniknąć niekorzystnej koniunktury — głównie tym, które mają własne spółki komunalne, odpowiedzialne za odbiór i zagospodarowanie odpadów, tak jak np. w Pruszkowie.

— Większość gmin w regionie podwarszawskim, które niedawno rozstrzygały przetargi na odbiór odpadów od przyszłego roku, musiało podnieść ceny, niektóre nawet trzykrotnie. W Pruszkowie ratuje nas własna spółka, dzięki której, jako samorząd miasta, mamy wpływ na ceny, możemy je stabilizować. Na komercyjnym rynku duże firmy chcą sobie odbić finansowo te lata, w których stawki za odbiór odpadów były ustalane na granicy opłacalności — mówi Andrzej Kurzela, były wiceprezydent Pruszkowa.

Nowe prawo na horyzoncie

Za organizację wywozu śmieci na swoim terenie są odpowiedzialne samorządy gmin. Kontrakty z operatorami są podpisywane zwykle na trzy lub cztery lata. Niektóre gminy polegają na prywatnych firmach, wybieranych w przetargach nieograniczonych, inne powierzają odbiór i zagospodarowanie odpadów własnym spółkom komunalnym. Na rynku odpadów popularne są tzw. zamówienia in-house. Wokół nich toczy się jednak wiele sporów w sądach, ponieważ — zdaniem biznesu — ograniczają wolną konkurencję. Samorządom dają możliwość zlecania gospodarki komunalnej spółkom, za które same odpowiadają. Niedawno Rada Dialogu Społecznego uchwaliła, że przyjrzy się wyłączeniom ze stosowania prawa zamówień publicznych, w tym szczególnie zamówieniom in-house, aby je ograniczyć. To zadziałałoby na korzyść biznesu i wolnego rynku, ale na niekorzyść samorządów, co podkreślał niedawno w komunikatach prasowych m.in. Związek Miast Polskich.

SPECJALNIE DLA PB

In-house nie jest receptą

WOJCIECH HARTUNG, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka

Mówienie o tym, że in-house jest receptą na uzyskanie korzystniejszych cen na rynku odpadów jest zaklinaniem rzeczywistości. Koszty stałe związane z realizacją danej usługi są porównywalne dla spółki prywatnej i komunalnej. Wyższe ceny wiążą się z tym, że na rynku zagospodarowania lub odbierania odpadów mamy coraz większe wymagania związane z ochroną środowiska, innowacyjnością, aspektami społecznymi lub po prostu jakością świadczonej usługi. Z jednej strony chcemy, żeby wszystkie te elementy były coraz bardziej obecne w zamówieniach, ale z drugiej nie jesteśmy skłonni za nie płacić, a odbiór odpadów nie może i nie powinien być realizowany poniżej kosztów. Niezależnie od tego, czy wykonawcą jest podmiot prywatny czy publiczny oraz czy został wybrany w procedurze konkurencyjnej czy in-house. Ceny powinny bowiem w obu przypadkach odzwierciedlać realne koszty, adekwatne do wymogów, które zostały postawione przez zamawiającego.

Dziś na rynku przewagę mają oczywiście spółki komunalne, ale zdarza się, że w Krajowej Izbie Odwoławczej wygrywają prywatne, np. w przypadku postępowań, w których kilka gmin próbuje zlecić zadanie spółce komunalnej, należącej tylko do jednej z nich. Często też gminy, powołują lub reorganizują własne spółki dopiero wtedy, kiedy chcą skorzystać z prawa do zamówienia in-house. Aby spółka komunalna mogła wykonywać zadanie z pominięciem prawa zamówień publicznych, musi być zachowana zasada, że 90 proc. jej przychodów pochodzi od zamawiającego. Jeśli tak nie jest, spółka komunalna powinna wykazać spełnienie tej zasady w prognozie finansowej, a takie prognozy często opierają się na nierealnych założeniach. Poza tym trzeba pamiętać, że kwestia in-house to nie tylko prawo zamówień publicznych, ale również przepisy samorządowe. Przedsiębiorcy, którzy chcieliby kwestionować taki sposób realizacji zadania przez gminę, zostali w nich pozbawieni środków ochrony prawnej, co w mojej ocenie wywołuje duże wątpliwości co do zgodności z prawem unijnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Ceny za odbiór śmieci idą z prądem