Ostatecznie na finiszu wskaźnik DJ IA zniżkował o 3,21 proc., S&P500 o 3,25 proc., zaś Nasdaq o 3,44 proc.
„To paniczna wyprzedaż” – tak komentował zjazd wskaźników Burt White, szef działu inwestycyjnego w LPL Financial In Boston, który ma w zarządzaniu aktywa o wartości 379 mld USD.

Wskazywało to na wybuch prawdziwej paniki. Jak się jednak szybko okazało, w równie spektakularny sposób wskaźniki odrabiały potem straty.
Czy na takie zachowanie rynku można znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie? Wydaje się, że nie. Najbardziej prawdopodobne to to, że po prostu emocje sięgnęły szczytu. Wytłumaczeniem na które wskazywali też analitycy miałoby być pęknięcie stop lossów i automatyczny handel po uaktywnieniu się alarmów.
Nic bowiem nie przemawiało, za tak gwałtowną skalą korekty indeksów. Problemy Grecji, Hiszpanii i Portugalii są znane od dłuższego czasu i znajdują już odzwierciedlenie w notowaniach na rynkach akcji. Stanowią przy tym ogromne zagrożenie dla euro, które już wielu komentatorów i bloggerów, a także i znanych inwestorów zdążyło praktycznie „uśmiercić”.
Zdaniem cytowanego wcześniej White, odpowiedzialność za ten swoisty rollercoaster ponoszą przede wszystkim obawy związane z fatalnym stanem finansów wielu europejskich krajów, które „mogą zamrozić globalny wzrost gospodarczy i rynek kredytowy”.
Z kolei według Kena Towera, szefa analityków w Quantitative Analysis Services, „wysoki poziom strachu obserwowany w czwartkowy wieczór na Wall Street może oznaczać, ze rynek oczekuje kolejnego casusu Lehman Brothers odnośnie kryzysu europejskiego długu”
Podobnie twierdzi Ed Yardeni, prezes Yardeni Research. „Inwestorzy boją się, że Grecja może realizować (oczywiście w zupełnie innej skali) scenariusz podobny do tego z bankiem Lehman Brothers i rynki szykują się na to” – wyjaśnia Yardeni. „Tama dzisiaj pękła” – dodaje.
Swoistym kuriozum było też zachowanie tzw. indeksu strachu. Wzrósł on w czwartek aż o … ponad 60 proc.

Zachowanie graczy o tyle może dziwić, że jeszcze kilka godzin wcześniej w czasie wystąpienia w Chicago, Ben Bernanke szef Fed optymistycznie wypowiadał się odnośnie rynku kredytowego. Według niego, gospodarka odżywa, a bankowcy oczekują znaczącej redukcji problemów z pożyczkami w następnym roku.
Relatywnie dobre dane napłynęły też z rynku pracy. Liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 444 tys. i spadła względem poprzedniego tygodnia. Pokryła się też z oczekiwaniami analityków.
Z kolei mocniej od prognoz spadły jednostkowe koszty pracy w I kw. wyższa okazała się za to wydajność pracy. Obie wartości były jednak zdecydowanie słabsze niż w IV kw. 2009 r.
Ostro traciły akcje Bank of America. Co istotne spadki miały miejsce przy bardzo dużych obrotach
W niełasce graczy znalazły się też m.in. papiery detalistów odzieżowych Abercrombie & Fitch i Aeropostale. Poinformowały one o spadku kwietniowej sprzedaży, kończąc tym samym serię trzech z rzędu wzrostowych miesięcy. Przychody zrealizowane przez sklepy Abercrombie & Fitch działające na rynku do co najmniej roku zmniejszyły się o 7,3 proc.
Mocno taniały też walory Gap. W przypadku właściciela marek Old Navy i Banana Republic sprzedaż zmniejszyła się o 3 proc. podczas gdy analitycy oczekiwali 0,6-proc. wzrostu.
Co dalej? Czyżby to była ta zapowiadana od dłuższego czasu korekta ponad rocznych wzrostów. A może właśnie w czwartek mieliśmy do czynienia z przesileniem i indeksy znów będą piąć się w górę. Co jest bardziej prawdopodobne zważywszy na tzw. otoczenie? Giełda nie raz potrafiła zaskoczyć. Tak może być i tym razem.