Gwiazdą dwóch ostatnich sesji na warszawskiej giełdzie był Barlinek. Kurs producenta deski podłogowej zyskał 15 proc. i jest już najwyższy w giełdowej historii spółki. Dzięki gwałtownej zwyżce inwestorzy zapomnieli o słabym początku roku, w rezultacie obniżenia prognoz wyników na 2005 r. W branży materia- łów budowlanych lepszą inwestycją w 2006 r. są już tylko papiery Baumy i Cersanitu. Skąd to nagłe zainteresowanie Barlinkiem?
Spółka skorygowała prognozy pod koniec grudnia, więc wyniki kwartalne, które poznamy 1 marca, nie powinny zaskoczyć. Z prognoz rocznych wynika, że w IV kwartale grupa liczy na 10 mln zł zysku. Choć Barlinek eksportuje trzy czwarte sprzedaży, a złoty w grudniu był silny, zakupy rodaków przed końcem ulgi remontowej powinny wesprzeć wyniki. Jednak nawet jeśli Barlinek spełni swe zapowiedzi, notowany jest przy relacji cena/zysk powyżej 30. Do grona najdroższych przedstawicieli sektora spółkę kwalifikuje także wskaźnik EV/EBITDA (wartość przedsiębiorstwa do zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację) zbliżający się do 18. Dla rynku ważniejsze będą jednak prognozy wyników. Szacunki na 2006 r. sprzed oferty publicznej mówiły o 52 mln zł zysku netto. Przy obecnym kursie euro taki wynik wydaje się mało prawdopodobny. Trudno będzie bowiem o wypracowanie marży EBITDA na poziomie 25 proc., jeśli w ubiegłym roku wyniosła ona, zgodnie z prognozami, 18 proc.
Skoro złoty nadal jest silny, wyjaśnienia skoku notowań Barlinka szukać trzeba gdzie indziej. Zwyżka zbiegła się w czasie z rezygnacją Michała Sołowowa, kontrolującego 75 proc. kapitału spółki, z wydawania nowego dziennika. Na samą kampanię marketingową inwestor planował wydać 70 mln zł w ciągu dwóch lat. Być może rynek przestał się martwić, że właściciel środki na nowy biznes zechce zdobyć, sprzedając część akcji Barlinka. Popyt na papiery może pochodzić ze strony funduszy, które dotąd były dość sceptyczne wobec spółki. Na koniec grudnia OFE w akcje Barlinka zainwestowały jedynie 54 mln zł.