COMPUTERLAND JEST OTWARTY NA INWESTORA
Wygrany przetarg na informatyzację Kas Chorych może świadczyć o sile holdingu
Po udanej obronie Computer-Landu przed wrogim przejęciem Tomasz Sielicki, prezes spółki, koncentruje się na poprawie wyników finansowych firmy. I na poszukiwaniu kolejnego inwestora z branży, który objąłby mniejszościowy pakiet akcji.
Wczoraj ComputerLand zdobył kolejny mocny punkt: wygrał głośny przetarg na informatyzację ośmiu Kas Chorych. Stało się tak, mimo że oferta Apeximu była tańsza o blisko 2 mln zł.
— Nie chcę oceniać oferty konkurencji. Mogę jedynie powiedzieć, że my przygotowywaliśmy się do udziału w prztargu przez dwa lata. Jeśli jego wynik nie zostanie oprotestowany — z czym trzeba się liczyć — będziemy w stanie przygotować system w ciągu kilku-kilkunastu tygodni — zapowiada Tomasz Sielicki.
Lato było gorące
W czasie wakacji CL był obiektem wyjątkowo dużego zainteresowania inwestorów giełdowych. Na rynku pojawiły się informacje o możliwym przejęciu spółki przez gdyński Prokom i jego głównego właściciela Ryszarda Krauze (dawnego współzałożyciela CL). Dziś analitycy komentują, że do przejęcia nie doszło, ponieważ zarząd CL we właściwym czasie połączył siły z BRE Bankiem, swoim tradycyjnym partnerem finansowym (kredytodawcą, wprowadzającym akcje CL do obrotu publicznego).
Prezes Sielicki nie chce mówić o wydarzeniach gorącego lata. Przyznaje jednak, że w obecnej strukturze akcjonariatu (prezes ma ponad 12 proc. akcji, BRE — co najmniej 5,3 proc.) jakakolwiek akcja wrogiego inwestora byłaby znacznie utrudniona.
— Nigdy nie unikaliśmy wiązania się z inwestorami branżowymi. W naszym akcjonariacie są już Vanstar i Sanchez, jest były współwłaściciel CSBI. Dlatego bierzemy pod uwagę wejście do firmy nowego mniejszościowego partnera. Nie wykluczamy oczywiście także przejęcia większościowego pakietu naszych akcji, ale w takim przypadku decydowałby oferowany akcjonariuszom zwrot z kapitału — mówi Tomasz Sielicki.
Bez emisji, bez GDR-ów
Firma na razie nie nosi się z zamiarem podwyższania kapitału. Nie jest też planowana konwersja części akcji na kwity depozytowe GDR (brak GDR-ów był częstym powodem krytyki CL wśród zachodnich analityków giełdowych).
— Rozumiem, że dla części zagranicznych inwestorów finansowych, chcących uniknąć ryzyka kursowego, GDR-y są pożądanym instrumentem. Jednak naszym zdaniem kwity mogą mieć odpowiednią płynność pod warunkiem, że wartość emitowanych GDR-ów przekroczy 50 mln USD (200 mln zł). W naszym przypadku oznaczałoby to, że połowa spółki jest notowana poza Polską. A to zdecydowanie za dużo — tłumaczy Tomasz Sielicki.
Lepsze drugie półrocze
Ale nie tylko struktura własnościowa zniechęca do próby przejęcia CL. Firma, która przez kilka lat była cudownym dzieckiem giełdy, dostała kilka miesięcy temu widocznej zadyszki. Dziś już wiadomo, że to trudniejszy niż przypuszczano proces konsolidacji rozbudowanego holdingu, w połączeniu z małą liczbą atrakcyjnych kontraktów, negatywnie wpłynął na wyniki spółki.
Analitycy nie są przekonani, że prognoza mówiąca o 16 mln zł zysku na koniec roku jest realna.
— Absolutnie podtrzymujemy prognozy. Opieramy je w większości na już zawartych kontraktach — mówi prezes Sielicki.
Wśród głównych nowych umów wymienia (poza przetargiem dla Kas Chorych) m.in. dwa generalne kontrakty w bankowości (BIG BG i Kredyt Banku) i wartą 37,5 mln zł umowę na system wspomagania dowodzenia Policją w Szczecinie.
Od ubiegłego roku czeka na rozstrzygnięcie sprawa dostawy systemu Profile dla wrocławskiego Banku Zachodniego. Podpisanie umowy przeciągnęło się w wyniku procesu prywatyzacji BZ, ale istotne były też problemy, jakie napotkał przy instalacji ProfileŐa krakowski Bank Przemysłowo-Handlowy.
Teraz prezes Sielicki twierdzi, że szanse na szybkie podpisanie umowy za ponad 20 mln USD z należącym do irlandzkiego AIB Bankiem Zachodnim są bardzo duże.
— Do Irlandczyków należy także WBK, który również będzie szukał dostawcy systemu — zwraca uwagę Tomasz Sielicki.
Przebudowa w toku
Jednocześnie ze zdobywaniem nowych umów CL przebudowuje swoje wewnętrzne struktury.
— Obecnie z tysiąca naszych pracowników 40 proc. jest wyspecjalizowanych w poszczególnych sektorach, a reszta zajmuje się technologiami i administracją. Na szczęście te proporcje zaczynają się już odwracać — mówi prezes.
Chwali się, że od wakacji tego roku grupa CL nie musi już żyć ze sprzedaży komputerów.
— Walczyliśmy o to od dawna. Proszę pamiętać, że wtedy, gdy kurs akcji CL sięgał 107 zł, 70 proc. naszych przychodów pochodziło ze sprzedaży sprzętu — przypomina Tomasz Sielicki.
Według jego szacunków, obecnie sprzedaż pochodzi mniej więcej równomiernie z trzech źródeł: softwareŐu i usług, integracji sieci oraz hardwareŐu.
Y2K nam nie zagrozi
Zbliżający się 1 stycznia roku 2000 wywołuje obawy nie tylko w branży informatycznej. Pojawiają się wręcz opinie, że w związku z tzw. problemem Y2K ostatni kwartał tego roku przyniesie zamrożenie realizacji kontraktów w IT.
— Wiem, że na rynku jest taka opinia, że ten okres będzie słaby dla branży informatycznej. My nie widzimy powodów do nerwowości. Jest faktem, że Komisja Nadzoru Bankowego zaleciła bankom, by pod koniec roku nie uruchamiały nowych systemów IT. Ale ten zakaz nie dotyczy kontynuacji długofalowych umów. Możemy się więc jedynie obawiać, że w grudniu nasi klienci będą zajęci na tylu frontach, że nie będzie komu podpisać odbioru instalacji kolejnych etapów naszych systemów — uważa prezes Sielicki.
Fuzje mogą poczekać
W czasie największej gorączki związanej z ewentualnym przejęciem CL swoje akcje sprzedawali duzi akcjonariusze finansowi, m.in. Bank Austria i Central European Growth Fund. Nie wiadomo, czy po prostu wykorzystali histerię na rynku czy też stracili wiarę w przyszły rozwój warszawskiej spółki.
— Trudno mi komentować poczynania inwestorów finansowych. Osobiście dałem dowód zaufania wobec firmy kupując ostatnio na giełdzie 290 tys. akcji — mówi Tomasz Sielicki.
Choć napięcie „przejęciowe” już opadło, CL jest nadal podejrzewany o chęć udziału w konsolidacji krajowego sektora IT.
— Patrząc na strukturę własnościową branży IT widać, że największym graczom nie będzie łatwo związać się ze sobą. Nadal bardziej prawdopodobne jest przejmowanie mniejszych firm niszowych — mówi Tomasz Sielicki.
Czy jednak w dłuższej perspektywie na rynku pozostaną polskie firmy IT?
— W każdym mniejszym czy większym kraju europejskim są firmy narodowe. Można więc funkcjonować jako gracz lokalny. Pytanie tylko, ile jest jeszcze miejsca na rynku. Być może konsolidacja największych firm jest po prostu nieunikniona — dodaje prezes CL.