Copernicus traci, ale uspokaja

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-12-16 22:00

Odpis obligacji SK Banku i przecena funduszu płynnościowego wywołała exodus klientów. TFI jednak zapewnia, że powtórki z historii nie będzie.

Polskie realia rynkowe są dosyć smutne. O obligacjach korporacyjnych zaczyna robić się głośno zwykle wtedy, gdy któryś z emitentów nie spłaca zobowiązań w terminie lub — co gorsza — składa wniosek o upadłość. W ten ponury scenariusz wpisują się ostatnie dwa bankructwa — Kerdos Group i Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank), które poturbowały wyniki kilku funduszy (Eques, Noble Funds, Allianz), ale szczególne piętno odbiły na stopie zwrotu Copernicus Płynnościowego Plus.

ZYSKI POSZUKIWANE:
ZYSKI POSZUKIWANE:
Fundusze Copernciusa, którego szefem jest Marcin Billewicz, nie mają w tym rok dobrej passy. Najgorszy traci od stycznia 4,5 proc., a najlepszy zyskuje zaledwie 0,5 proc.
ARC

W jeden dzień jego jednostka zanurkowała o prawie 5 proc., niwecząc w ten sposób niemal półtoraroczny zarobek. Z takim ryzykiem kredytowym „zaprzyjaźnieni” są — a przynajmniej powinni być — ci, którzy świadomie decydują się na inwestycje w papiery przedsiębiorstw. Informacja o bankructwach jest natomiast prawdziwym szokiem dla klientów względnie bezpiecznych funduszy pieniężnych. A do takich zalicza się właśnie Copernicus Płynnościowy. Dlatego też na reakcję klientów długo nie trzeba było czekać. Odnotowanie straty natychmiast przełożyło się na decyzje o wycofaniu 10 mln zł — to jedna trzecia portfela.

Historia podpowiada, że z tak nagłymi umorzeniami Copernicus nie zawsze był w stanie sobie poradzić. Tym razem przedstawiciele TFI zapewniają, że będzie inaczej. — Nie mieliśmy żadnych problemów z realizacją tych umorzeń. Odpływ tak naprawdę nastąpił jednego dnia, tuż po odpisie obligacji SK Banku. Część klientów od razu zareagowała, bo stwierdziła, że nie akceptuje takiej straty i takiego poziomuryzyka. Dziś sytuacja jest już stabilna — uspokaja Marcin Billewicz, prezes Copernicus Capital TFI.

Powtórka z rozrywki

Copernicus Capital TFI w rolę antybohatera po raz pierwszy wcielił się w 2014 r. Najpierw okazało się, że Copernicus Dłużnych Papierów Korporacyjnych (CDPK) ma problemy z płynnością, a jego portfel pełen jest spółek o wątpliwej kondycji finansowej. Marcin Billewicz przekonywał wtedy, że rozpoczęte działania doprowadzą do odzyskania płynności i kontynuacji działalności funduszu. Przy życiu CDPK utrzymał się jednak tylko do września, a potem TFI decyzję o jego likwidacji.

Później Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na towarzystwo dwie kary na łącznie 1,2 mln zł, m.in. za nieprzestrzeganie limitów ustawowych i niezatrudnianie wymaganej liczby licencjonowanych doradców inwestycyjnych, a w grudniu dołożyła trzecią — za błędy w wycenach i opóźnienia w raportach dwóch funduszy aktywów niepublicznych. Dziś, w niespełna rok po tych przykrych dla inwestorów wydarzeniach, kolejna spółka bankrutuje i rykoszetem odbija się na wynikach funduszu Copernicusa. Marcin Billewicz uspokaja.

— Copernicus Płynnościowy Plus to zupełnie inna historia. Fundusz z zasady inwestuje w płynne i bezpieczne aktywa,dlatego jestem spokojny o jego kondycję i rentowność. Jedynymi pozycjami w portfelu, które mają mniejszą płynność i wyższy poziom ryzyka kredytowego, to papiery Mirbudu oraz Podkarpackiego Banku Spółdzielczego.

Oczywiście, gdyby nagle jednego dnia trzeba było spieniężyć cały portfel, to pewnie pojawiłby się problem, ale prawdopodobieństwo takie scenariusza oceniam na bardzo niskie — zapewnia Marcin Billewicz. Szef Copernicusa zapewnia też, że likwidacja funduszu CDPK idzie zgodnie z planem i zakończy się we wrześniu 2016 r. Wycena jednostki ma wynosić co najmniej 100 zł, czyli osiągnąć wartość początkową z dnia startu funduszu (lipiec 2010 r.).

Lekcja pokory

Gdy przed trzema laty z upadłością spółek budowlanych borykał się Inventum Premium (dawniej Idea Premium), na rynku zawrzało, choć już wtedy bankructwa wśród emitentów obligacji nie były czymś nadzwyczajnym i dziwić nie powinny. Przypadek tego — w teorii bezpiecznego — funduszu pieniężnego odbił się na pozostałych TFI. Bo gdy okazało się, że „toksycznych” papierów korporacyjnych Premium ma zbyt dużo, klienci zarządzili ewakuację, a panika ogarnęła też uczestników innych funduszy tej klasy aktywów.

Nagłe i duże umorzenia zmuszały zarządzających do wyprzedaży składników portfela ze znacznym dyskontem, co dołowało stopy zwrotu i ostatecznie zadziałało na niekorzyść posiadaczy jednostek. I choć Inventum zapewniało wówczas, że — w najczarniejszym scenariuszu — fundusz Premium odrobi straty w ciągu 5-6 miesięcy, to historia ta nie miała szczęśliwego zakończenia, bo po kilkunastu miesiącach walki towarzystwo straciło licencję na zarządzanie i jest dziś w upadłości.

Możesz zainteresować się również: