CSFB zastanawia się nad likwidacją swojego oddziału w Polsce. Przedstawiciele zachodniego biura maklerskiego uważają, że swoich klientów równie dobrze można obsługiwać z Londynu.
Gdy w ubiegłym roku z Polski wycofywali się Raiffesen, Robert Fleming oraz Wood & Company, raczej mało kto przypuszczał, że może okazać się to masowym zjawiskiem. Jednak fatalne wyniki uzyskiwane przez zachodnie biura maklerskie mogą zmusić je do odwrotu. Być może zdecyduje się na to także Credit Suisse First Boston.
— W zeszłym roku CSFB wycofał się z działalności maklerskiej prowadzonej w Budapeszcie i Pradze. Już wtedy poważnie rozważano wyjście również z Warszawy. Taka decyzja jest nadal możliwa. Przemawiają za tym względy ekonomiczne. Maklerzy dublują się w Londynie i Warszawie, a 300 tys. dolarów to koszt wyposażenia jednego stanowiska pracy maklera. Obecnie zlecenie składane w Londynie makler przesyła do maklera w Warszawie i ten na GPW. Globalizacja i wejście Polski do UE wymusza uproszczenie tej procedury, a obecna sytuacja rynkowa zmusza do szukania wszelkich oszczędności — wyjaśnia Marek Gul, prezes polskiego oddziału Credit Suisse First Boston.
CSFB opuściło już Węgry i Czechy, gdzie inwestorzy lokujący na tych rynkach obsługiwani są z Londynu. Wiele na to wskazuje, że podobnie zostanie rozwiązany problem w Polsce.
— Podjęcie decyzji o wycofaniu z naszego rynku przez CSFB byłoby racjonalnym rozwiązaniem. Z własnej praktyki wiem, że wszystko można doskonale kontrolować z Londynu — przyznaje Rafał Gębicki, dyrektor inwestycyjny WestLB Panmure.
Z pewnością CSFB już wcześniej zdecydowałoby się na zamknięcie polskiej placówki.
— Nie ma wątpliwości, że zachodnie biura będą likwidować swoje piony obsługi klientów z Polski. Słabość rodzimego rynku kapitałowego powoduje, że nie da się zarabiać na prowizjach. Dodatkowo światowe sieci brokerskie tną koszty działalności. Wiadomo, że w pierwszej kolejności zamknięte zostanie niedochodowe i pozbawione większych perspektyw rozwoju polskie biuro. Postępująca globalizacja rynków wymusi też na GPW umożliwienie składania zleceń np. prosto z Londynu — mówi pracownik jednego z zachodnich biur.
Marazm panujący na polskiej giełdzie oraz systematyczna jej marginalizacja powodują masową ucieczkę zachodnich biur maklerskich z naszego rynku.
— Wiele zachodnich biur po prostu przeinwestowało, a próby Wood & Company związane z działalnością internetową można uznać za wręcz samobójcze. Proces likwidacji zachodnich filii na naszym terenie powinien postępować. Szanse na pozostanie mają tylko biura, które mają tu zaplecze w postaci banków. Do takich należy z pewnością CA IB — ocenia Rafał Gębicki.
Z Polski już wycofały się Ro- bert Fleming, Wood & Company (Woodstock) i Raiffeisen. Działalność ograniczył ABN Amro. Nieoficjalnie mówi się, że plany kupienia biura maklerskiego w Polsce miał Merrill Lynch, lecz kiedy zauważył, że zachodni brokerzy zaczynają się wycofywać, zrezygnował z akwizycji. Źródłem tych niepowodzeń jest przede wszystkim fatalna sytuacja na rynku kapitałowym, co sprawia, że lokalne oddziały zagranicznych brokerów są po prostu nierentowne.
W ocenie Rafała Gębickiego proces wycofywania się zachodnich biur stworzy szansę na pozyskanie nowych klientów dla największych biur. Zdaniem przedstawiciela WestLB Panmure, do wzięcia może być 7-8 proc. udziałów w obrotach GPW, a największe szanse na skorzystanie z tego mają CDM Pekao, COK Handlowy oraz CA IB. Również same biura liczą na pozyskanie części klientów obsługiwanych przez migrujące przedstawicielstwa z zagranicy.
Falę ucieczki z Polski mogą powstrzymać jedynie kolejne atrakcyjne oferty publiczne, które pomogą przełamać niechęć inwestorów do rynku akcji. Taka szansa jest — w przyszłym roku ministerstwo skarbu planuje 9 dużych ofert publicznych. Niewykluczone, że w tej sytuacji instytucje takie jak CSFB zdecydują się jedynie na częściowe zaniechanie działalności, rezygnując z pionu obsługi klientów, i pozostawienie wydziału doradztwa. CSFB, który doradzał przy wielkich prywatyzacjach, np. TP SA, i ofertach publicznych Agory i Prokomu, może liczyć na uczestnictwo przy kolejnych dużych emisjach.