Czechom nie w smak obca żywność

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-09-25 00:00

Nasi południowi sąsiedzi chcą kontrolować ceny importowanej żywności. To cicha wojna handlowa w UE — uważają eksporterzy.

Importer żywności na 48 h przed wprowadzeniem jej do obrotu będzie musiał zgłosić organom kontrolnym nie tylko towar, ale również cenę, za jaką zamierza go sprzedać. Taki obowiązek nakładają nowe przepisy — właśnie zatwierdzone przez czeski rząd. Dotyczą produktów pochodzenia zwierzęcego i niektórych pochodzenia roślinnego, a de facto tych rodzajów owoców i warzyw, których na europejskim rynku jest za dużo. Kontrole będą ukierunkowywane na towary „z podejrzanie niską ceną, gdyż niesie ona ryzyko niższych parametrów jakościowych i higienicznych” — wynika z komunikatu prasowego czeskiego resortu rolnictwa.

Bloomberg

— Przepisy, które mogą mieć realny wpływ na funkcjonowanie wolnego rynku w UE, wymagają notyfikacji wszystkich krajów Unii, a Polska powinna stanowczo im się sprzeciwić. To ewidentny protekcjonizm pod pozorem dbania o jakość produktów. Budowa biurokratycznych barierto sygnał dla wszystkich eksporterów, że cokolwiek będą sprzedawać, zostanie skontrolowane pod kątem ceny, która absolutnie nie powinna być kontrolowana — komentuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Ekspert przypomina, że nie ma unijnej regulacji, która uznawałaby towary w określonym przedziale cenowym za złe jakościowo, a w innym — dobre.

— Zgodnie z projektowanym czeskim prawem, każdy oferujący cenę niższą niż producent czeski będzie podejrzany o sprzedawanie

produktów niskiej jakości lub naruszających zasady bezpieczeństwa żywności. To wbrew podstawowym regułom urzędowej kontroli żywności w UE — dodaje Andrzej Gantner. Czeskie przepisy najbardziej dotkną producentów mięsa, bo to jego eksport jest największy pod względem wolumenu.

— Importer wie, jakiej jakości produkt kupuje. Nasi producenci nie mogą być karani za to, że są bardziej konkurencyjni niż czescy — uważa Witold Choiński, szef Związku Polskie Mięso. Ministerstwo Rolnictwa Republiki Czeskiej podaje, że powodem wprowadzenia nowych regulacji jest zapewnienie takiego samego poziomu kontroli towarów importowanych, jaki dotyczy produkcji krajowej. Andrzej Gantner dostrzega jednak drugie dno.

— To efekt rosyjskiego embarga i cichej wojny handlowej w UE. Czechy próbują wprowadzić mechanizmy protekcjonistyczne, żeby chronić swoich producentów. Narusza to zasady wolnego handlu i uderza w podstawy funkcjonowania wspólnoty, pomagając Rosjanom osiągnąć cel, jakim jest destabilizacja europejskiego rynku żywności — ocenia dyrektor generalny PFPŻ.

1099 mln EUR Tyle był wart w 2013 r. eksport polskich produktów spożywczych do Czech. W tym czasie ich import z Czech do Polski wyniósł jedynie 355 mln EUR.

19 proc. Taki jest udział mięsa i podrobów w polskim eksporcie żywności do Czech. To najważniejsza kategoria. Czesi wysyłają do nas głównie oleje i tłuszcze (22 proc. czeskiej sprzedaży w Polsce).