Czesi skarżą się na polski nadzór

Grzegorz Nawacki
05-11-2007, 07:33

Po decyzji KNF, którą kieruje Stanisław Kluza, Capital Polska jest spalony w oczach inwestorów. Firma oskarżona o  prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia ma pretensje, że nadzór pozbawił ją prawa do obrony.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) ostrzega inwestorów przed Capital Polska. Jej zdaniem, spółka, która miała zajmować się promocją czeskiego domu maklerskiego Capital Partners a. s., w rzeczywistości prowadzi w Polsce działalność maklerską bez zezwolenia. Publikacja „Pulsu Biznesu” z 26 października, w której poinformowaliśmy, że sprawa trafiła już do prokuratury, wywołała spore zamieszanie.

— Nie dostaliśmy żadnego zawiadomienia, że ktoś bada naszą działalność. Nikt do nas nie dzwonił, nie pisał. Nie dano nam żadnej możliwości złożenia wyjaśnień. Mimo że zapraszaliśmy przedstawicieli KNF, by odwiedzili spółkę i przyjrzeli się, jak działamy, nikt do nas nie przyszedł. Już od ponad czterech miesięcy bezskutecznie czekamy na informacje z komisji, które wskazywałyby na podstawy prawne jej działania — mówi Wojciech Sagan, prezes Capital Polska.

Przedstawiciele spółki dodają, że skierowanie sprawy do prokuratury jest dla nich pełnym zaskoczeniem, bo przedstawiciele nadzo- ru kilkakrotnie obiecywali im skreślenie z listy ostrzegawczej.


Wpisali, bo chcieli
KNF wpisała Capital Polska na listę ostrzegawczą w maju. Od kilku miesięcy szefowie spółki próbują się dowiedzieć co przeskrobali i komu zawdzięcza znalezienie się na liście. Bezskutecznie. Nam też się nie udało.

— Gdy któryś z departamentów prowadzących postępowania uznaje za zasadne ostrzeżenie inwestorów przed firmą, to wpisujemy ją na listę ostrzegawczą — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Nie chciał jednak powiedzieć, który departament podjął decyzję w tej sprawie. Prawnicy reprezentujący Capital Polska podważają taką procedurę.

— Decyzja o wpisaniu na listę ostrzegawczą wymaga podjęcia przez KNF uchwały, a według mojej wiedzy tak się nie stało — mówi radca prawny z renomowanej kancelarii prawnej reprezentujący Capital Polska.

KNF przyznaje, że uchwały nie było, ale twierdzi, że nie jest konieczna.

— Umieszczenie na liście nie ma szczególnego trybu ustawowego ani nie ma potrzeby podejmowania uchwały przez komisję. KNF chroni rynek i inwestorów. Jeśli mamy podejrzenia, że firma może prowadzić działalność maklerską, a licencji nie ma, to wieszamy ją w ostrzeżeniach — tłumaczy Łukasz Dajnowicz.


Lista niewinnych
Przedstawiciel nadzorcy dodaje, że wpisanie na listę ostrzegawczą nie rozstrzyga o winie firmy. Rzeczywiście KNF nadała liście ostrzegawczej bezpieczny tytuł — „wymienione podmioty, nie posiadają zezwolenia KNF na prowadzenie działalności maklerskiej”. Nadzorca nie rozstrzyga, czy 11 wymienionych tam firm taką nielegalną działalność prowadzi. Problem w tym, że wpisanie na listę ma bardzo poważne skutki.

— To bardzo uderza w wiarygodność firmy, więc takie decyzje powinny być podejmowane bardzo ostrożnie — mówi Wojciech Sagan.

Po tym, jak „PB” nagłośnił sprawę przykre konsekwencje się nasiliły. Nad zerwaniem umowy z Capital Polska zastanawia się bank i firma, która sprzedaje jej bazy danych.

Prawnik, z którym rozmawialiśmy, twierdzi, że wpisanie na listę, a w konsekwencji artykuł w „PB” oznaczają, że Capital Polska nie ma już szans na odniesienie sukcesu w Polsce.

— Jeśli okazałoby się, że wątpliwości nadzorcy wobec Capital Polska są nieuzasadnione i firmie udałoby się wyegzekwować publiczne przeprosiny, to ma szansę zaistnieć na polskim rynku. Tyle że taka sztuka udała się w Polsce tylko Romanowi Klusce — mówi Robert Gwiazdowski, szef Centrum im. Adama Smitha.


Bez prawa głosu
Nic dziwnego, że szefowie Capital Polska mają pretensje do nadzoru. O tym, że firma znalazła się na liście ostrzegawczej, dowiedzieli się przypadkowo.

— Przy okazji wizyty w banku. Nie dano nam żadnych szans na wyjaśnienie czegokolwiek, zanim znaleźliśmy się na tzw. czarnej liście — mówi Wojciech Sagan.

Komisja twierdzi, że wie swoje i nie musi słuchać wyjaśnień.

— Wzywamy do złożenia wyjaśnień tylko wówczas, gdy uważamy, że są one potrzebne. My nie rozstrzygamy o winie. Ewentualne przesłuchania czy postawienie zarzutów to kompetencje prokuratury — mówi Łukasz Dajnowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Czesi skarżą się na polski nadzór