Daimler odchudzi Chryslera
Znaczące redukcje kosztów mają być lekiem dla amerykańskiej firmy Chrysler, której wyniki wyglądają niezbyt korzystnie na tle osiągnięć całego koncernu DaimlerChrysler. Wciąż jednak nie cichną plotki na temat sprzedania nierentownej firmy.
Wczoraj w Stuttgarcie koncern Daimler-Chrysler oficjalnie ogłosił strategię ratunkową dla Chryslera, swojej amerykańskiej spółki. Firma z USA zanotowała w ostatnich dwóch kwartałach 2000 r. straty przekraczające 1,8 mld USD (7,5 mld zł). W ciągu roku Chrysler osiągnął wprawdzie zysk operacyjny, ale wyniósł on tylko 501 mln EUR (1,9 mld zł), czyli dziesięciokrotnie mniej niż w roku 1999. Także w tym roku spodziewana jest strata. Te wyniki niekorzystnie wyróżniają się na tle osiągnięć połączonych koncernów — ich przychody ogółem wzrosły w 2000 roku o 8 proc. — do 162,4 mld EUR (609 mld zł), a zysk netto podskoczył o 37 proc. — do 7,9 mld EUR (29,6 mld zł).
Lekarstwem na chorobę trapiącą Chryslera ma być drastyczna obniżka kosztów — w ciągu trzech lat pracę w amerykańskich fabrykach straci około 26 tys. pracowników, czyli 20 proc. zatrudnionych. Już w ubiegłym roku zwolniono prawie 4 tys. osób. Chrysler odnowi ponad dwie trzecie swojej oferty — na rynek trafią m.in. nowe modele Jeepa Liberty, Dodge Rama oraz Vipera. Efektem tych zmian ma być powrót do rentowności już w 2002 roku. Jednak restrukturyzacja pochłonie łącznie co najmniej 4 mld EUR (15 mld zł).
Od czasu połączenia z Daimlerem w 1998 roku Amerykanie narzekają, że fuzja była właściwie klasycznym przejęciem ich firmy przez niemieckiego potentata. Już wtedy związkowcy w USA wyrażali zaniepokojenie. Wiele wskazuje na to, że teraz znów podniosą się głosy sprzeciwu wobec planów masowych zwolnień.
Wczorajsza konferencja prasowa w Stuttgarcie nie postawiła jednak tamy plotkom o sprzedaży przez Niemców przynoszącej straty firmy. W obecnej sytuacji trudno jednak wskazać kandydatów na ewentualnych nabywców — mówi się o amerykańskim Fordzie, japońskiej Toyocie czy nawet o włoskim Fiacie, ale żadna z wymienionych firm nie wyraziła nawet cienia zainteresowania losami Amerykanów.