Czytasz dzięki

Dane Google’a wskazują na spadek PKB w listopadzie

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 11-11-2020, 22:00

Ze względu na głębokość zmian gospodarczych, zachodzących w okresie obowiązywania restrykcji antyepidemicznych, znaczenia nabierają wskaźniki bardzo wysokiej częstotliwości. Pozwalają śledzić aktywność gospodarczą z dnia na dzień, choć dużo mniej dokładnie niż tradycyjne, miesięczne danych, jak produkcja czy sprzedaż detaliczna.

My śledzimy takie wskaźniki i tutaj przedstawiam przykładowe wyniki. Pokazują, że lockdown już dotyka gospodarkę, ale na razie jest to proces łagodniejszy niż wiosną.

Z danych pochodzących z urządzeń mobilnych, wykorzystujących system Google’a (Android), wynika, że w pierwszej dekadzie listopada wizyty konsumentów w miejscach handlu i rekreacji były około 25 proc. poniżej normy. To przekładałoby się – według moich analiz – na faktyczny poziom konsumpcji ogólnej około 5-10 proc. poniżej normy. Kolejne dekady listopada będą zapewne gorsze ze względu na zamknięcie części sklepów, ale na razie jeszcze nam daleko do skutków wiosennego lockdownu, podczas którego w dołku konsumpcja była o około 20 proc. niższa niż zwykle. Sądzę jednak, że jeśli dojdzie do wydania przez rząd nakazu pozostania w domu, zbliżymy się do tego efektu.

O ile w danych o aktywności konsumentów widać już efekty restrykcji, o tyle dane o zużyciu prądu nie wskazują, by następowały duże wstrząsy w przemyśle. Roczna dynamika popytu na prąd w systemie, którą znamy z dziennych raportów Polskich Sieci Elektroenergetycznych, wynosiła w ostatnich dniach około zera, czyli mniej więcej tyle, ile w okresie letnim i na początku jesieni. Widać istotną różnicę między sytuacją bieżącą a wiosną, gdy spadek zużycia prądu sięgał 10 proc. rok do roku ze względu na zatrzymanie pracy części fabryk. To był spadek bezprecedensowy.

Na podstawie tych danych można nakreślić następujący obraz: popyt konsumpcyjny wyraźnie się obniża i w ciągu czterech tygodni od połowy listopada do połowy grudnia może doznać istotnego wstrząsu. Firmy produkcyjne na razie traktują jednak tę zmianę jako przejściową i nie dostosowują gwałtownie aktywności – nie redukują liczby zmian i nie zamykają fabryk. To oznacza, że najmocniejsze uderzenie fali epidemicznej odczuwa sektor usług i część handlu, a mniejsze – firmy znajdujące się w łańcuchach dostaw dalej od konsumenta.

Jest to wszystko spójne z zakreślonym przeze mnie dwa tygodnie temu scenariuszem makroekonomicznym, w którym spadek PKB w czwartym kwartale jest o około połowę niższy niż w drugim kwartale, czyli wynosi 4-5 proc. kwartał do kwartału. Co ciekawe, prawie taki sam scenariusz przedstawił we wtorek Narodowy Bank Polski podczas konferencji na temat raportu o inflacji (który opisałem w tym miejscu kilka dni temu).

Natomiast przekonanie o większej odporności gospodarki na epidemię podczas kolejnej fali opiera się na założeniu, że restrykcje będą znoszone od końca pierwszej dekady grudnia i w sezon świąteczny wejdziemy z solidnym popytem konsumpcyjnym. Gdyby stało się inaczej - część sklepów zostałaby zamknięta do końca grudnia lub nawet do stycznia, a wysokość fali epidemii wywołałaby całkowite zamknięcie kraju na wiele tygodni - nie unikniemy powtórki z wiosny.

Na szczęście nad wszystkimi scenariuszami, również czarnymi, unosi się już coraz bardziej wyraźna perspektywa ograniczenia epidemii w 2021 roku w wyniku wprowadzenia szczepionek. Ostatnie wyniki badań, zaprezentowane przez firmę Pfizer, są bardzo pozytywne i dają nadzieję na wprowadzenie wysoce efektywnej szczepionki na szeroką skalę w przyszłym roku. A oczekiwania mają ogromne znaczenie w gospodarce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane