Patrząc na reakcję Wall Street można by mówić o zaskoczeniu. Główna stopa procentowa została bowiem zredukowana mocniej niż zakładała większość ekonomistów, do nowego przedziału 0,0-0,25 proc. To jej najniższa wartość w historii. W ciągu dnia, duża rzesza analityków, szczególnie po publikacji danych o inflacji cen detalicznych (największy spadek od lat 30-tych XX wieku) skłaniała się jednak już do obstawiania obniżki wyższej niż 50 pkt bazowych, co też miało miejsce. Zaskoczenie było więc raczej „wymuszone”.
Niemniej jednak w reakcji na te doniesienia indeksy gwałtownie poszybowały i to mimo dosyć negatywnego komentarza FOMC do obecnej sytuacji na rynku. Inwestorów najwidoczniej uspokoiły deklaracje o użyciu „wszystkich dostępnych środków” by pobudzić wzrost gospodarczy.
Kolejny raz w centrum uwagi handlujących znalazły się walory należące do czołowych producentów samochodów. Tym razem popyt na ich walory wsparły informacje o planach Departamentu Skarbu. Zamierza on wyciągnąć pomocną dłoń do General Motors i Chryslera, ale w zamian domaga się złożenia do końca pierwszego kwartału planów naprawczych.
Wzięciem cieszyły się również papiery General Electric i Citigroup. Znaczące wzrosty stały się także udziałem banku Goldman Sachs. Instytucja poinformowała co prawda o pierwszej od upublicznienia, co miało miejsce w 1999 r. stracie kwartalnej (co było oczekiwane), ale jej wartość była jednak niższa niż zakładały najbardziej czarne scenariusze. To zachęciło do nabywania akcji i podbijania kursu.
Ostatecznie dzień zakończył się dla indeksu DJ zwyżką o 4,2 proc. dla
S&P500 5,1 zyskiem rzędu proc. zaś dla Nasdaq wzrostem o 5,4
proc.