Deficyt budżetowy nie musi być groźny

Marek Matusiak
opublikowano: 11-05-1999, 00:00

Deficyt budżetowy nie musi być groźny

Wysokość deficytu budżetu państwa jest— według sporej rzeszy analityków — jednym z podstawowych mierników możliwości rozwojowych jego gospodarki. Z opinią taką można się zgadzać lub nie, lecz nie ulega wątpliwości, iż nadmierny rozrost wydatków państwa, znacznie przewyższający dynamikę jego dochodów, nie jest czynnikiem optymistycznym. Chyba że dotyczy to jedynie krótkiego okresu.

NIE TRZEBA dogłębnej analizy tegorocznych wyników, by przekonać się, że jedno z podstawowych zagrożeń dalszego rozwoju naszej gospodarki stanowi właśnie deficyt budżetowy. Po pierwszym kwartale br. jest on rekordowy w stosunku do analogicznych okresów ostatnich lat, o czym dobitnie świadczy fakt, iż w tym czasie został przekroczony próg 70 proc. kwoty założonej w ustawie budżetowej na cały 1999 rok. Warto uświadomić sobie, iż nastąpiło to przy zaledwie niespełna 25-procentowym upływie czasu. Czy jednak jest to wystarczający powód, by bić na alarm?

NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, że dotychczasowe trudności państwowej kasy w znacznej mierze wynikają ze stopnia realizacji ubiegłorocznego budżetu. Odnotowany wówczas deficyt wysokości 13,2 mld zł stanowił zaledwie nieco ponad 90 proc. kwoty przyjętej w ustawie budżetowej 1998 roku. Rozmiar tego deficytu ograniczały z jednej strony coraz większe trudności z pozyskiwaniem środków na jego finansowanie, z drugiej zaś — powiększały zaległości we wpłatach pośrednich. Ograniczało to między innymi podstawowe wydatki rzeczowe służby zdrowia i oświaty. A przecież doskonale wiadomo, że zadłużenie jednostek budżetowych, którego spłatę przeniesiono w ten sposób w czasie, stanowi bardzo niebezpieczną formę ukrytego deficytu budżetowego.

OBECNY, bardzo wysoki deficyt, nie oznacza jeszcze gospodarczego kryzysu, choć nie można go lekceważyć. Trzeba bowiem pamiętać, że w pewnej mierze wynika on również z przyczyn obiektywnych. Niskie dochody w pierwszych miesiącach roku (zwłaszcza w styczniu) były przede wszystkim efektem płacenia w grudniu ubiegłego roku przez przedsiębiorstwa podwójnej zaliczki na podatek dochodowy, stąd tegoroczne wpływy z tego tytułu były niewielkie. Wysokie zaawansowanie wydatków to z kolei rezultat wypłacenia z wyprzedzeniem — w związku z reformą administracyjną kraju — rat subwencji dla gmin oraz zaangażowania budżetu w Fundusz Ubezpieczeń Społecznych oraz — po raz pierwszy z uwagi na kolejną reformę — dotacji do kas chorych. Dodatkowo zaś, choć jest to czynnik pośredni, reforma ubezpieczeń i służby zdrowia zwiększyła oficjalne bezrobocie, co wydatnie poszerzyło finansową pulę zasiłków. Po drugie — trzeba też pamiętać o dodatkowych wydatkach związanych z wywalczonym przez rolników interwencyjnym skupem żywca.

WPRAWDZIE po niedawnej kolejnej zjazdowej „lepperiadzie” nie należy wykluczać dalszej eskalacji chłopskich żądań, iskrzy się także wśród innych grup społecznych, niezadowolonych z dotychczasowych decyzji rządu co do wysokości ich płac i przebiegu restrukturyzacji branż, w których pracują, ale generalnie nie stanowi to poważniejszej groźby dla budżetu.

TYM BARDZIEJ że lepsze wyniki przemysłu i budownictwa zaobserwowane w marcu — jeśli tylko potwierdzą się w kolejnych miesiącach roku — wydają się dobrą zapowiedzią na najbliższą przyszłość. W każdym razie mało kto z liczących się ekonomistów ogłosił dotychczas potrzebę znowelizowania tegorocznego budżetu. Politycy różnych ugrupowań propozycję nowelizacji będą zapewne zgłaszali wielokrotnie, toteż musi cieszyć fakt, iż specjaliści zachowują w tej mierze wstrzemięźliwość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Matusiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Deficyt budżetowy nie musi być groźny