Do Estonii po crowdfunding

Szymon Maj
opublikowano: 16-09-2019, 22:00

Lżejsze podatki i limit 2,5 mln EUR na emisję to część ułatwień dla biznesu w Estonii. Na uproszczeniach mogą skorzystać też inwestorzy

Coraz popularniejsze inwestowanie udziałowe w niektórych krajach dopiero zaczyna kiełkować. W tej grupie jest Estonia, w której dotychczas crowdfunding był prawie nieznany. Wolną przestrzeń na tym rynku zamierza wykorzystać Mateusz Tomczyk z Independent Finance (IF). Na stworzonej platformie chce łączyć przyjazne środowisko biznesowe tego kraju z przedsiębiorcami i inwestorami z Polski. — Crowdfunding udziałowy w Estonii to nowość. Na pomysł na biznes wpadłem, kiedy obserwowałem powstające projekty ICO (metoda pozyskiwania kapitału przez emisję kryptowalut lub tokenów) i zauważyłem, jak ludzie są oszukiwani. Wtedy zacząłem zastanawiać się, jak można zrobić to w pełni legalnie, z przekazaniem praw do głosu i dywidendy inwestorom — mówi Mateusz Tomczyk.

Mateusz Tomczyk prowadzi w Estonii platformę, za pośrednictwem
której będzie można zainwestować w udziały w spółkach. Na razie jednak trzeba
poczekać na emitentów, bo ci są dopiero w trakcie przygotowań do kampanii.
Zobacz więcej

W POCZEKALNI:

Mateusz Tomczyk prowadzi w Estonii platformę, za pośrednictwem której będzie można zainwestować w udziały w spółkach. Na razie jednak trzeba poczekać na emitentów, bo ci są dopiero w trakcie przygotowań do kampanii. Fot. GK

Małe zainteresowanie zbiórkami w Estonii wiązało się z brakiem regulacji prawnych. Przełom nastąpił w 2018 r.

— Pod koniec zeszłego roku przyjrzeliśmy się przepisom estońskim dotyczącym przeprowadzenia emisji udziałów w ramach crowdfundingu udziałowego, wtedy okazało się, że naprawdę można przeprowadzić skuteczną emisję. Od stycznia tego roku mamy platformę i wszystkie niezbędne pozwolenia oraz licencje w Estonii — dodaje Mateusz Tomczyk.

Obecnie jednak na platformie nie ma ani jednego projektu,w który można zainwestowa.

— Od stycznia jesteśmy gotowi na przeprowadzanie kampanii udziałowych, dotychczas nie ma projektów, w które można zainwestować, ponieważ spółki są w trakcie przygotowywania strategii inwestycyjnych i prospektów emisyjnych. Natomiast jeśli chodzi o klientów w przyjaznych jurysdykcjach (Estonia, USA, Wielka Brytania, Singapur), pomogliśmy założyć spółki dla ponad 250 osób przez ostanie pięć lat — dodaje Mateusz Tomczyk.

Jak szacuje, na stworzenie kampanii crowdfundingowej i marketing trzeba wyłożyć co najmniej 10 tys. EUR na 1 mln EUR planowanej kwoty zbiórki. Po emisji obsługa księgowa, funkcjonowanie platformy dla spółki i pomoc prawna to koszt 3 tys. EUR i 0,3 proc. z pozyskanej kwoty rocznie.

Kontrolowana emisja

Istotnym elementem rozwiązania proponowanego przez IF jest kontrolowany schemat inwestycyjny. Większość platform crowdfundingowych na polskim rynku częściowo weryfikuje spółki przed emisją, jednak po skończonej akcji nie ingerują w działalność firm. Inaczej wygląda to w pomyśle Mateusza Tomczyka.

— W naszym przypadku najpierw przedsiębiorca przychodzi do nas i opisuje swoje cele, plany biznesowe, przedstawia swój biznes, a my go weryfikujemy. Nasi dotychczasowi klienci to ugruntowane marki z przychodami, niektóre znajdują się na NewConnect, inne emitowały już obligacje. Nie przyjmujemy projektów, które nie mają jasno nakreślonych celów bądź mają tylko pomysł — wyjaśnia Mateusz Tomczyk.

Po weryfikacji tworzony jest plan działania, który będzie musiał być wykonany po emisji.

— Następnie tworzymy prospekt, w którym przyszły emitent udziałów dokładnie określa swoje cele inwestycyjne lub rozwojowe. W tym dokumencie spółka określa też, jaką kwotę będzie wypłacać swoim udziałowcom. Niezależnie od wyników kwota ta musi być wypłacona przyszłym akcjonariuszom. Na tym etapie tworzona jest też strategia marketingowa — mówi Mateusz Tomczyk.

Kolejnym krokiem jest utworzenie spółki i rozpoczęcie emisji.

— Spółka w Estonii jest zakładana dopiero po zakończeniu poprzednich etapów. Koszt stworzenia tej spółki i uzyskanie licencji estońskiego KNF to około 40 tys. zł, a utrzymanie spółki to 6 tys. zł rocznie (przed emisją). Kiedy pomysłodawca ma pewność, że chce przeprowadzić emisję, uzyskujemy dla niego wszelkie wymagane pozwolenia i licencje Estonii oraz rozpoczynamy akcję zgodnie ze stworzonym planem. Ostatecznie zdobycie licencji i pozwoleń zajmuje nam około 3 tygodni — dodaje Mateusz Tomczyk.

Platforma i współpracująca z Mateuszem Tomczykiem kancelaria pełnią funkcję depozytariusza, który zajmie się sprawami technicznymi, pomoże stworzyć udziały, a także przejmie ewentualne kwestie księgowo-prawne na siebie. Następnym etapem jest inwestycja pozyskanego kapitału w zapisane w prospekcie obszary i późniejsza wypłata dywidendy inwestorom.

— Na przykład możemy założyć, że według prospektu spółka estońska kupi od wybranego podmiotu polskiego 10 proc. udziałów po cenie rynkowej, spółka ta wygeneruje 1 mln zł, czyli jako udziałowcy uzyskujemy 100 tys. zł, następnie tę kwotę rozdzielamy na inwestorów w spółce estońskiej. Oczywiście cele mogą być różne, firma z Estonii może pozyskać kapitał na późniejsze inwestycje, które opisze w prospekcie. Warto zaznaczyć, że maksymalna kwota do pozyskania to 2,5 mln EUR rocznie, a emisje możemy powtarzać na zdobytych licencjach co rok — mówi Mateusz Tomczyk.

W Polsce maksymalna kwota zbiórki udziałowej to 1 mln EUR.

Ochrona inwestorów

Mateusz Tomczyk zapewnia, że nadużyciom mają przeciwdziałać mechanizmy zabezpieczające.

— Pierwszym zabezpieczeniem dla inwestorów będzie powołanie dwóch dyrektorów finansowych w spółce estońskiej: jedna osoba zostanie wybrana przez emitenta, a druga — wskazana przez nas — będzie reprezentowała inwestorów. Rolą tej osoby będzie weryfikacja dokumentów finansowych i sprawdzanie, czy inwestycja przebiega zgodnie z prospektem. Jeśli pojawią się jakieś wątpliwości, nasz audytor zgłosi wszystkie błędy i wątpliwości zarówno do zarządu spółki, jak i do akcjonariuszy. Jeśli spółka będzie próbowała działać niezgodnie z umową, będą stosowane odpowiednie kary, by chronić inwestorów — dodaje Mateusz Tomczyk.

Inwestorzy będą mogli odwołać osoby, które nie wywiązują się ze swoich obowiązków.

— Udziałowcy będą mogli głosować przez dedykowaną platformę za odwołaniem osób, będą mogli też przedstawić swoich kandydatów. Zarząd będzie mógł kontaktować się z akcjonariuszami przez platformę. Takie rozwiązanie zbuduje zaufanie i świadomość akcjonariuszy — zapewnia Mateusz Tomczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Maj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu