Do roboty, roboty!

aktualizacja: 26-05-2017, 08:40

Firmy czują potrzebę cyfryzacji i automatyzacji, ale się ich boją. Przykład idzie z góry, a czasem nawet… z Polski

Wie pani, strasznie jestem zajęty — tak kilku prezesów reaguje na prośbę o rozmowę o strategii cyfrowej, która jest tematem drugiej publikacji z cyklu „Zarządzanie po polsku”.

Okazuje się jednak, że to z Polski wychodzą niekiedy technologiczne zmiany, które wprowadzają firmy na całym świecie. Tak jest w przypadku BNP Paribas Securities Services, centrum operacyjnego działającego w Warszawie. To jego pracownicy zaproponowali, by zamiast drukowania i skanowania dokumentów zastosować podpis elektroniczny, a pracownikom dać po dwa monitory. Dzięki temu firma miesięcznie oszczędza 267 tys. stron, a pracownicy warszawskiego biura jeżdżą do innych biur BNP Paribas i pokazują, jak to się robi. Warszawskie biuro wprowadza też automatyzację. Zgłosiło się do międzynarodowego konkursu w ramach grupy, dostało grant, zrealizowało pilotażowe projekty, a teraz stworzyło zespół, który pracuje dla całego BNP Paribas. Ciągłe usprawnienia pozwalają firmie zwiększać wydajność o 6 proc. rocznie.

Nie „czy”, lecz „jak”

Potrzebę digitalizacji czują niemal wszyscy. Część firm zapisuje ją w strategii.

— Dążymy do zmiany modelu biznesowego — z prostego stosowania technologii cyfrowych do myślenia i działania w sposób cyfrowy. Obecnie wcielamy w życie tę filozofię poprzez edukację oraz rozwój wewnętrznych struktur i systemów. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa prezes. Powołaliśmy również specjalny zespół, w którego skład wchodzą członkowie zarządu oraz menedżerowie wysokiego szczebla — mówi Markus Sieger, prezes Polpharmy. W Grupie NSG globalny dział IT/IS ma w strategii takie zagadnienia, jak Big Data, Internet of Things, Cloud Computing, Cyber Security, Social Network, Industry 4.0. Strategią kieruje członek zarządu ds. informatyki.

— To nie jest już tylko ciekawy trend, lecz ważny element globalnego modelu biznesowego, również w przemyśle farmaceutycznym. Nie zadajemy sobie więc pytania, czy Polpharma powinna iść w tym kierunku, ale w jaki sposób wdrażać rozwiązania cyfrowe, by były one jak najbardziej efektywne dla firmy, klientów, partnerów i innych interesariuszy — mówi Markus Sieger.

Konkurencja rośnie i spada

Widzi w tym szanse na wzrost konkurencyjności. Przyznaje jednak, że rozwój technologii zwiększa rynkową konkurencję.

— O wiele łatwiej jest obecnie promować produkty bez recepty, wykorzystując nowe kanały komunikacji, niż opierając się na kosztownej reklamie telewizyjnej. Także w innych obszarach, jak np. centra badawczo-rozwojowe oparte na Big Data czy produkcja z wykorzystaniem elementów robotyki, digitalizacja może wpływać na koszty działalności, a co za tym idzie — na nasilenie konkurencji — przyznaje Markus Sieger. Nie we wszystkich branżach tak to działa.

— W naszym biznesie bariera wejścia jest dosyć duża i raczej rozwijają się firmy już istniejące. Oczywiście nowe technologie powstają również w naszej grupie a najnowsze z nich są zainstalowane np. w naszym nowym zakładzie produkcji szyb samochodowych w Chmielowie — podkreśla Ryszard Jania, szef na Polskę japońskiego producenta szyb NSG Group.

W usługach i produkcji

Polpharma rozpoczęła już cyfrową transformację.

— Rozwijamy zaawansowane procesy business intelligence, unikatowe narzędzia do analizy danych, cyfrowe systemy wspierające zarządzanie zapasami, współpracę z dystrybutorami, procesy produkcji czy działania HR. Dokonaliśmy również rewolucji w naszej komunikacji z pacjentami i lekarzami — jesteśmy numerem 1 na polskim rynku farmaceutycznym pod względem wykorzystania narzędzi cyfrowych w komunikacji marketingowej — mówi Markus Sieger. To nie wszystko. W branży farmaceutycznej istotne znaczenie ma efektywność kosztowa.

— Dlatego wdrażamy elementy robotyzacji i automatyzacji na naszych liniach produkcyjnych, zwiększając ich wydajność. Wdrażamy również zaawansowane systemy analityczne wykorzystujące elementy sztucznej inteligencji w obszarze kontrolingu — mówi Markus Sieger.

— Automatyzacja i robotyzacja jest w naszych zakładach już mocno widoczna. Mamy coraz więcej rozwiązań tego typu w nowych inwestycjach, modernizujemy też starsze linie produkcyjne. Oczywiście jest to podyktowane nie tylko trendem, ale przede wszystkim ekonomią. Dzisiaj proporcja ceny zautomatyzowanego rozwiązania do kosztów pracy jest zdecydowanie korzystniejsza niż kilka czy kilkanaście lat temu. Mamy również globalny program RPA (Robotics Process Automatisation) — mówi Ryszard Jania.

Komu wisi, ten utonie

Jednak nie wszystkie firmy garną się do nowych technologii.

— Branża finansowa jest gotowa na digitalizację, bo nad głową firm są regulatorzy, kryteria, regulacje. Sporo zmieni np. RODO, nowa ustawa o ochronie danych osobowych, która wchodzi w 2018 r. Dlatego te firmy zbroją się chętniej niż przemysłowe, produkcyjne czy handlowe — mówi Sergiusz Borysławski, członek zarządu PiLabu, wrocławskiej firmy, która ostatnio dostała patent dla rozwiązania dotyczące analiz baz danych. Niekiedy to branża IT nie nadąża za szybko zmieniającymi się firmami.

— Dziś liczy się zwinność, czyli jak szybko przedsiębiorstwo przejdzie od koncepcji do wdrożenia. Budowa systemów trwa latami, np. w analityce, stanowiącej pierwszy krok w innowacji, kadra zarządzająca musi zaplanować potrzeby i procesy w firmie na 2-3 lata do przodu, aby wdrożyć docelowe rozwiązanie IT. To dlatego 70 proc. wdrożeń analityki na świecie, według firmy Gartner, się nie udaje — mówi Sergiusz Borysławski. PiLab opatentował rozwiązanie, które pozwala zbudować system umożliwiający analitykę w ciągu kilku dni. Na dodatek to system, którego użytkownik się uczy i na bieżąco może zmieniać.

— Tak było np. w projekcie, który zrealizowaliśmy dla Ministerstwa Cyfryzacji — w ciągu kilku tygodni zbudowaliśmy system analityczny wspierający migrację z CEPiK 1.0 do CEPiK 2.0, łącząc 4 mld rekordów z 40 mld połączeń, który dziś umożliwia w ciągu kilku sekund sprawdzenie, w której stacji diagnostycznej samochód był badany, jaka jest emisja spalin, kto przekręcił licznik, a przede wszystkim, które dane migrować, a które wyczyścić — twierdzi Sergiusz Borysławski.

Warta, klient PiLabu, po 10 dniach od rozpoczęcia współpracy usprawniła proces wyłapywania defraudacji o 100 proc. Bywa jednak tak, że firmy z nowymi technologiami nie przebijają się w firmach. Dlaczego? Bo kilkanaście osób z działu straciłoby pracę. Fali digitalizacji nie da się jednak powstrzymać. Kto tego nie zrozumie, ten zatonie.

TRZY PYTANIA DO... KRYSTYNY BOCZKOWSKIEJ, PREZES FIRMY ROBERT BOSCH

Trzeba się spieszyć

1. Bosch wyprodukował w 2016 r. 27 mln urządzeń, które komunikują się przez internet. Za 10 lat każdy produkt Boscha będzie projektowany i produkowany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji lub sam będzie w nią wyposażony. Co konkretnie robicie, żeby to osiągnąć?

Rzadko praca dla firmy Bosch była tak emocjonująca. Jesteśmy w trakcie digitalizacji i transformacji. Bosch wykazuje zwinność start-upu i chce się zmienić, zanim sztuczna inteligencja zmieni świat wokół nas. Większość naszych fabryk już pracuje w standardzie Industry 4.0. Postęp internetu rzeczy (IoT) jest istotny dla niemal wszystkich branż grupy Bosch. Sam rynek IoT będzie mieć w 2020 r. wartość 230 mld USD, a kluczem do jego rozwoju jest wykorzystanie sztucznej inteligencji. Dlatego inwestujemy 300 mln EUR w centra sztucznej inteligencji, które już działają w Renningen, Pao Alto i Bangalore. Zatrudniamy na świecie 20 tys. specjalistów IT, którzy pracują nad oprogramowaniem do naszych produktów.

2. W Niemczech koncern był jednym z prekursorów Industry 4.0, w Polsce znanego jako Przemysł 4.0. Na jakim etapie ta koncepcja jest w Polsce?

Odbywają się konferencje, dużo się o tym mówi, a niewiele robi. Jest też opór w firmach wynikający z obaw o etaty. Owszem, wszelkie zmiany technologii powodują, że znikają miejsca pracy, ale tylko te o najniższych kompetencjach. W to miejsce powstają natomiast zupełnie nowe zawody. Industry 4.0 wytworzyło zapotrzebowanie na dziewięć nowych kompetencji, począwszy od cybernetyki przez chmurę po Big Data. Bosch będzie wprowadzał w Polsce rozwiązania Industry 4.0 w prekursorski sposób. Właśnie tworzymy tzw. enabling group, grupę 5-6 inżynierów, którzy będą wdrażać nowe rozwiązania u naszych klientów. Bierzemy sprawy w swoje ręce, musimy już sprzedawać nasze technologie i kompetencje, nie czekając, aż firma macierzystadostarczy nam kompletne rozwiązanie, a konkurencja zdominuje temat.

Dlaczego potrzebny jest pośpiech?

3 Jeśli zakłady na Zachodzie wdrożą rozwiązania Industry 4.0, zmaleje konkurencyjność Polski. Ta koncepcja przyspiesza procesy produkcji o 30 proc., a wydajność zwiększa o 20 proc. Nasze firmy muszą zatem przyspieszyć proces wdrażania. Implementacja Industry 4.0 nie może odbywać się w sposób chaotyczny poprzez instalacje czujników i mikrosensorów. Najpierw trzeba mieć uporządkowany, wydajny proces produkcyjny, tzw. lean production, i strategię na przyszłość. Koncepcję można wdrażać stopniowo, ale zawsze początkiem jest uporządkowany proces produkcji. [FOT. WM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Organizator

Puls Biznesu

Partner merytoryczny

BGC

Partnerzy

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu