Takie szczyty Unii Europejskiej, jak piątkowy z Rosją, odbywają się w formule tzw. Trójki. Wspólnotę reprezentowali: przewodniczący komisji José Manuel Barroso, szef dyplomacji Javier Solana i sprawujący do 30 czerwca unijne przewodnictwo premier Janez Jansa ze Słowenii, a także dwoje komisarzy. W imieniu Rosji zaś pierwszy raz wystąpił prezydent Dmitrij Miedwiediew, co wywołało naturalne porównywanie go z Władimirem Putinem.
Szczyt potwierdził, że oprócz pewnej zmiany akcentów słownych — Miedwiediew jest prawnikiem bez KGB-owskiego skażenia — w polityce podupadłego mocarstwa nie zmieni się absolutnie nic. Wiele mówiące było zaproszenie szefostwa UE do Chanty-Mansyjska na zachodniej Syberii, u ujścia Irtyszu do Obu. Nie chodziło bynajmniej o promocję zaplanowanych w 2011 r. mistrzostw świata w dwuboju zimowym — Chanty-Mansyjsk to centrum wielkiego zagłębia naftowego. A akurat w dniu szczytu cena baryłki ropy osiągnęła 142,99 USD…
Unia i Rosja z ulgą ogłosiły, że wreszcie przystępują do negocjacji na temat nowego, strategicznego porozumienia. Ma się ono opierać na „łączących obie strony międzynarodowych zobowiązaniach” i będzie zawierało „instytucjonalne zapisy, mające zapewnić efektywność współpracy”. Jeśliby jednak owe frazesy przełożyć na realia, to negocjacje zapowiadają się nie na kilka miesięcy, lecz na całe lata. Zwłaszcza, że obie strony widzą treść porozumienia całkowicie inaczej — prezydent Miedwiediew mocno akcentował ideę „bez detalizacji”. Tymczasem diabeł tkwi właśnie w szczegółach. Ot, pierwszy ostry spór: Rosja żąda, aby jej koncerny mogły bez ograniczeń przejmować energetyczną infrastrukturę na terenie UE, czyli rurociągi, porty, rafinerie, magazyny — ale kategorycznie sprzeciwia się symetrycznemu wchodzeniu zachodniego kapitału na jej teren.
Perspektywy szybkiego porozumienia jawią się dosyć ciemno z samego założenia — otóż wymaga ono ratyfikowania przez wszystkie państwa członkowskie Unii. Tymczasem Rosja traktuje po partnersku jedynie kilku potentatów, należących do grupy G-8, a wobec pozostałych członków — zwłaszcza z dawnego ZSRR i radzieckiego obozu — stosuje dawną miarkę imperialną. Najlepszym przykładem było niedawne embargo na import mięsa i płodów rolnych z Polski. Doktryna Moskwy nie uznaje eurosolidarności w rozwiązywaniu problemów dwustronnych — a przecież właśnie ta zasada jest unijną opoką.
Na szczycie w Chanty-Mansyjsku odbitym echem wrócił gazociąg Nord Stream po dnie Bałtyku, będący sztandarowym przykładem skutecznego rozbicia przez Rosję eurosolidarności. Prezydent Miedwiediew potwierdził, że inwestycja ta nie podlega żadnej dyskusji — z czym delegacja UE się zgodziła, akcentując jedynie konieczność przestrzegania unijnych, a nie rosyjskich norm ochrony środowiska. Gdy zostaną one spełnione, rosyjskie i niemieckie koncerny wkrótce zapukają do unijnej kasy — i wielkie pieniądze na gazociąg stamtąd dostaną.