Niedługo opublikujemy w Spotdata raport o gospodarce Węgier. W związku z nim wybraliśmy się do Budapesztu, by zapytać tamtejszych ekonomistów, dlaczego ich kraj ugrzązł w stagnacji i co odróżnia ich gospodarkę od polskiej. Jeden z rozmówców wskazał na kluczową rzecz: jakość kapitału ludzkiego. Stwierdził, że węgierski system edukacji nie dostarcza specjalistów dla zaawansowanych branż, co skazuje ich model rozwoju na „pułapkę montowni”, zamiast pozwalać na tworzenie innowacji i wchodzenie na wyższe szczeble łańcucha wartości. Z uznaniem mówił natomiast o Polsce – dla Węgrów nasz wysoki odsetek osób z dyplomem to fundament, który pozwala myśleć o czymś więcej niż tylko prosta produkcja.
Słowem: w przyszłości możemy tworzyć zaawansowane technologie i stać się ich dostawcą, a nie tylko biorcą, podczas gdy Węgrom może być znacznie trudniej osiągnąć ten pułap.
Coś w tym jest. Z raportu MFW pt.: „Bridging Skill Gaps for the Future: New Jobs Creation in the AI Age” wynika, że Polska znajduje się w ścisłej czołówce państw przygotowanych do dostarczania najbardziej zaawansowanych umiejętności. Wyprzedzamy m.in. takie kraje jak Holandia, USA, Niemcy czy Francja, a przed nami są głównie państwa nordyckie. Mamy więc bardzo kompetentnych ludzi w wielu nowoczesnych dziedzinach. To istotny motor rozwojowy, ale dane pokazują, że nie wykorzystujemy w pełni tego potencjału.
MFW w swojej analizie prezentuje również wskaźnik dopasowania kompetencji do rynku. Poziom dodatni oznacza, że w danym kraju występuje niedobór specjalistów w relacji do potrzeb rynku, natomiast poziom ujemny sygnalizuje ich nadpodaż. Polska – obok Irlandii – notuje najniższy wynik w tym zestawieniu. Mamy kompetentnych inżynierów, programistów i naukowców, ale firmy ich nie potrzebują. Jest podaż wiedzy, a brakuje na nią popytu.
Z czego to wynika? Krajowy sektor prywatny koncentruje się w dużej mierze na branżach o niższym poziomie zaawansowania technologicznego, takich jak handel detaliczny czy produkcja części samochodowych. To może sprawiać, że popyt na innowacje – i ludzi, którzy je tworzą – nie jest wysoki.
A jak to zmienić? Jakiś czas temu receptę w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą na kanale „Horyzonty” wskazał Ignacy Morawski, główny ekonomista PB. Jego zdaniem sektor publiczny powinien wykorzystać duże inwestycje w obronność, opiekę zdrowotną i energetykę (atom i OZE), by zapewnić rynek zbytu dla najbardziej innowacyjnych polskich firm. Zwrócił uwagę, że właśnie na takim mechanizmie wyrosła jedna z wizytówek polskiego sektora IT – firma Asseco. Jej rozwój był w dużej mierze napędzany przez świadczenie usług informatycznych dla sektora bankowego i publicznego (np. ZUS). To może być najszybsza droga do tego, by polskie firmy stawały się bardziej innowacyjne i tym samym zgłaszały znacznie większy popyt na pracowników posiadających zaawansowaną wiedzę.
