Doping ma skutki uboczne

Grzegorz Uniszewski
opublikowano: 20-08-2007, 00:00

Inwestorzy jak kolarze, bez zastrzyku słaniali się na nogach. Fed zrobił swoje.

Inwestorzy od kilku tygodni najpierw z niepokojem, a obecnie z przerażeniem śledzą giełdowe wykresy. Rynek, który wydawał się dotąd źródłem łatwych zysków, nagle ukazał swoje mniej znane, groźne oblicze. Dlaczego maszynka do produkcji pieniędzy zaczęła szwankować?

Zachowanie rynków można przyrównać do reakcji organizmu sportowca na doping, gdy po okresie zwiększonej wydolności ujawniają się przykre skutki uboczne. Substancją dopingującą był rekordowo tani kredyt, który po zamachu na WTC szerokim strumieniem płynął z największych banków centralnych. Śmiesznie niskie stopy procentowe kusiły do pożyczania, stymulując popyt na aktywa finansowe i nieruchomości. Ponieważ spekulacyjny boom był napędzany tanim kredytem, problemy na rynku kredytowym w USA musiały doprowadzić do kryzysu. Znów okazało się, że łatwy pieniądz przynosi łatwe zyski, ale pozostawia za sobą toksyczną hałdę złych długów.

Obfita podaż taniego kredytu wywołała globalną pogoń za aktywami dającymi większy dochód niż oprocentowanie pieniędzy, za które mogły zostać kupione. Wymagania dotyczące jakości aktywów drastycznie spadły. Na celowniku inwestorów oprócz egzotycznych akcji i walut znalazły się m.in. wysokodochodowe obligacje podwyższonego ryzyka. Wśród nich były tzw. obligacje CDO, zabezpieczone na portfelu kredytowym amerykańskich instytucji hipotecznych. Obejmowały one również kredyty niskiej jakości, tzw. subprime. Instytucje kredytowe sprzedawały te obligacje głodnym zysku funduszom i bankom, by zredukować własną ekspozycję na ryzyko kredytowe, bo udzielały pożyczek zbyt liberalnie. Papiery te wykorzystywano jako zastaw pod nowe kredyty. Piramida rosła.

Odejście Fed od polityki taniego pieniądza doprowadziło do załamania cen na amerykańskim rynku nieruchomości. Po wzroście stóp procentowych część kredytobiorców nie sprostała wyższym ratom. Kilka mniejszych firm pożyczkowych upadło, a kłopoty finansowe Countrywide, czołowej spółki z tego sektora, napędzały spadki za oceanem w ostatnich dniach. Obligacje CDO zaczęły parzyć dłonie.

Zaufanie jest tym, co utrzymuje kredytowy boom przy życiu. Jego zanik zwiastuje finansową katastrofę. Za sprawą śmieciowych obligacji CDO kryzys zaufania rozlał się poza sektor hipoteczny. Sen z powiek spędza inwestorom możliwość bankructw w sektorze funduszy hedgingowych, które kupiły wiele ryzykownych instrumentów. Korzystają one często z potężnej dźwigni finansowej, a upadek któregoś z nich oznaczałby poważne straty dla finansujących go banków. Kryzys kredytowy zataczałby coraz szersze kręgi.

Nadużywanie kredytowej dźwigni finansowej jest bezpośrednią przyczyną obecnych turbulencji. Nagłe żądanie zwrotu pożyczki wymusza szybką wyprzedaż aktywów. Rynki chwieją się pod naporem podaży, pojawia się panika. Niektóre banki wypowiedziały umowy kredytowe funduszom hedgingowym, zmuszając je do wyprzedaży aktywów po zaniżonych cenach. Dlatego amerykański bank centralny (Fed) i władze monetarne innych krajów zasilają system finansowy tanim kredytem, by zapobiec wymuszonej likwidacji pozycji przez fundusze. W piątek Fed zdobył się nawet na obniżkę stopy dyskontowej, stosowanej przez bank przy udzielaniu pożyczek bankom komercyjnym o 50 pkt baz., do 5,75 proc.

Ważnym czynnikiem ryzyka jest też kurs jena do głównych walut. Gwałtowne umocnienie japońskiej waluty ma taki sam skutek, jak nagłe żądanie zwrotu kredytu przez bank. Przez lata spekulacyjny boom finansowano w znacznej mierze pożyczkami zaciąganymi właściwie w darmowym jenie. Za japońską walutę kupowano np. brazylijskie reale, a następnie brazylijskie obligacje dające rocznie dwucyfrowe zyski. Dodatkowo można było zarobić na wywołanej tym napływem kapitału aprecjacji reala. To było eldorado.

Obecne silne umocnienie jena jest złym znakiem dla wszystkich emerging markets, do których nadal zalicza się Polskę. Spekulanci wyprzedają wszelkie aktywa, które nabyli za japońskie pożyczki, aby ocalić sute zyski z ostatnich lat. Także polską walutę i akcje. Dopiero gdy ta podaż ustanie, można będzie ocenić szkody wyrządzone przez trwające właśnie spadki i określić najbardziej prawdopodobny scenariusz rozwoju wydarzeń.

Już teraz można jednak postawić tezę, że dobiega końca epoka supertaniego pieniądza i łatwych zysków osiąganych dzięki inflacji cen aktywów. Większa ostrożność w udzielaniu kredytów i umocnienie jena zaowocują zmniejszeniem efektu dźwigni finansowej. Być może kryzysu kredytowego na wielką skalę uda się uniknąć, ale stare dobre czasy raczej nie wrócą. Jeśli jednak okaże się, że połączone siły banków centralnych są zbyt małe, by zapewnić stabilność rozchwianej piramidzie kredytowej, skutki dla realnej gospodarki i rynków finansowych będą opłakane. O tym powinni pamiętać polscy inwestorzy, którzy w ostatnich latach oddali znaczną część swoich oszczędności we władanie kapryśnych rynków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu