We wtorek w USA obóz byków dostawał cios za ciosem. Cena ropy biła kolejne rekordy. Powodem były szkody wyrządzone przez huragan Ivan w Zatoce Meksykańskiej, niepokoje w Nigerii oraz obawa przed chłodną zimą. Już to powinno, w normalnej sytuacji, mocno inwestorów zdenerwować, a tymczasem wywoływało jedynie lekki niepokój. Dane makro były złe. Obóz byków mógł się pocieszać, że sektor usług według instytutu ISM nadal się rozwijał, ale był to rozwój wolniejszy od oczekiwań.
Raport Challengera przyniósł złe informacje z rynku pracy. Wszystko daje się jednak wyjaśnić na korzyść dominującej na rynku strony. W raporcie ISM subindeks zatrudnienia pokazał poprawę sytuacji. Poza tym spadła dynamika wzrostu zapasów. Tego było tylko potrzeba inwestorom, żeby osłabić wpływ raportu Challengera i głównego indeksu ISM. Niedźwiedziom nie udało się odnieść sukcesu. To pokazuje, w jakim nastroju jest rynek, mimo że takie zachowanie jest z fundamentalnego punktu widzenia nierozsądne. Inwestorzy polują jednak na hossę, która zazwyczaj rozpoczyna się po wyborach. W obrazie technicznym rynku nadal nic się nie zmieniło. Od poniedziałku czekamy na potwierdzenie lub zanegowanie sygnału kupna — wczoraj zapowiadał się również brak rozstrzygnięcia.
Dzisiaj odbędą się posiedzenia Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Nie spodziewam się istotnych decyzji — stopy procentowe nie ulegną zmianie, ale jak zwykle inwestorzy będą się wczytywali w komunikaty i wsłuchiwali w słowa prezesa ECB. Nic z tego zapewne nie wyniknie, bo wiadomo, że Jean-Claude Trichet uważa, iż inflacja stopniowo zbliża się do celu inflacyjnego banku. Poza tym wie, że nie może podstawiać nogi europejskiej gospodarce, która, jak widać z danych makro, jest bardzo słaba.
Tygodniowe dane z rynku pracy USA mogą tym razem wpłynąć na giełdy (jeśli dane będą słabe), bo ile czasu można pogarszające się dane tłumaczyć huraganami? Dopiero po naszej sesji może się coś wydarzyć, bo będzie przemawiał Alan Greenspan, szef Fed, a po sesji wyniki poda Alcoa (wchodzi w skład indeksu DJIA). Co prawda trudno oczekiwać, by Alan Greenspan tuż przed wyborami powiedział coś nowego, ale inwestorzy zawsze z niepokojem czekają na jego wystąpienia. Nie zawsze jednak ma to potem wpływ na ruchy indeksów. Nie spodziewam się, by wynik Alcoa miał jutro wpływ na rynek, bo to jest spółka zależna od surowców (aluminium) i wyniki po prostu musi mieć dobre, a to powinno być już w cenach. Pytanie tylko, czy po dobrych wynikach kurs wzrośnie, czy nastąpi realizacja zysków. Reakcja inwestorów dużo nam powie o stanie rynku.
We wtorek nasz rynek bał się nieco reakcji rynków amerykańskich na wzrosty cen ropy i złe dane makro. Wczoraj inwestorzy już wiedzieli, że amerykańskie byki nie poddają się nawet najgorszym informacjom, a węgierski BUX bije rekord za rekordem (choć wczoraj też się korygował). Mimo to sesja była jednak korekcyjna, ale z bardzo optymistycznym finiszem. Nadal utrzymuje się jednak zagrożenie techniczne — we wtorek zarówno na wykresie WIG, jak i WIG20 powstała świeca spadającej gwiazdy, często zapowiadająca korektę. Nie obawiałbym się tego, gdyby nie selektywność rynku. Widać, że polskie fundusze (one opiekują się małymi spółkami) nie mają gotówki albo szykują ją na oferty pierwotne, a spółki z TechWIG najwyraźniej nie będą miały dobrych wyników za trzeci kwartał — dopiero czwarty jest dla nich dobry. W tej sytuacji wystarczy, by zagranica na chwilę odstawiła popyt i rynek natychmiast się załamie. Tak czy inaczej na razie od sektora TMT i większości małych spółek trzeba trzymać się z daleka, ale uwaga: wystarczy sygnał, że coś się w tych sektorach dzieje i kursy wystrzelą do góry. Generalnie rynek byka nie jest zagrożony.