Dziki powoli stają u progu polskiej kuchni

Czego nie zrobił gigant, robi mały gracz. Dziczyzna zaczyna częściej pojawiać się w sklepach, a dzięki temu w świadomości mięsożernych Polaków

Dzik, słowo odmieniane przez ostatnie dni przez wszystkie przypadki, to nie tylko zwierzę, które — zależnie od światopoglądu — należy odstrzelić jako przenoszące ASF bądź chronić. To także zwierzę, którym coraz bardziej zainteresowani są Polacy jako konsumenci. To „coraz bardziej” wciąż jednak oznacza niszę. Państwowy gigant — Lasy Państwowe — chciały w niej budować sieć sklepów, ale się poddały. Małą sieć tworzy natomiast jeden z prywatnych przetwórców, wyspecjalizowanych w dziczyźnie od lat.

Grzegorz Malec, twórca Dzikiego Tropu, sklepów z dziczyzną należących
do Elite Expeditions, twierdzi, że to czas, by dziczyzna w formie mięsa i
przetworów zadomowiła się na polskich talerzach. Dziś bryluje m.in. na
niemieckich.
Wyświetl galerię [1/2]

POZA KRAJEM:

Grzegorz Malec, twórca Dzikiego Tropu, sklepów z dziczyzną należących do Elite Expeditions, twierdzi, że to czas, by dziczyzna w formie mięsa i przetworów zadomowiła się na polskich talerzach. Dziś bryluje m.in. na niemieckich. Fot. GK

Media a rynek

Burza medialna zaczęła się od informacji o masowym odstrzale dzików, która rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych. Kto rozpoczął łańcuszek, trudno powiedzieć. Dementowanie i prostowanie przez polityków, urzędników i myśliwych nic nie dało. W czwartek zarząd Polskiego Związku Łowieckiego poinformował, że w trwającym od kwietnia 2018 r. do marca 2019 r. sezonie „pozyskanie” dzika zostało ustalone na poziomie 185 tys. sztuk i jest wykonane w 90 proc., wcześniej zaś było to 260 tys. czy nawet ponad 300 tys. Część trafia potem do skupu.

Jak wynika z danych GUS, w 2017 r. (to ostatnie dostępne dane) w skupie znalazło się m.in. 4,2 tys. ton dzików, 2,3 tys. ton saren i 5,5 tys. ton jeleni o wartości, odpowiednio, 17,6 mln zł, 32,7 mln zł i 50,8 mln zł. W tym gronie dziki to najtańsze mięso, choć i tak dla wielu za drogie.

— W ciągu ostatnich lat cena dziczyzny właściwie niewiele się zmieniła, a rośnie zamożność społeczeństwa, więc to mięso staje się coraz bardziej dostępne. Zwiększa się też jego dostępność „geograficzna” — pojawiło się w największych sieciach handlowych. Klient przyzwyczaja się do jego stałej obecności na półce — mówi Grzegorz Malec, prokurent w Elite Expeditions, firmie, która od 1995 r. skupuje i przetwarza dziczyznę. Zainteresowanie tym mięsem rośnie.

— Rośnie świadomość zdrowotna konsumentów i wybierają zdrową dietę — jedzą więcej ryb, warzyw, a w kontekście mięsa szukają zamiennika dla pochodzącego z masowej, przemysłowej produkcji. W przypadku dziczyzny mówimy przecież o zwierzętach, które żyją dziko i żywią się naturalnym pokarmem. Obserwujemy większą popularność gęsiny czy mięsa z kaczki i na tym trendzie zyskuje dziczyzna — dodaje Grzegorz Malec.

W kulinarnych poszukiwaniach za dziczyzną przemawia również relatywna łatwość jej przygotowania.

— Najbardziej wdzięczny pod tym względem jest dzik, jeleń jest gdzieś po środku, a najbardziej wymagająca jest sarna, i to ona jest najdroższa. W rozwoju rynku jeszcze nie doszliśmy do etapu, żeby konsumenci rozróżniali i preferowali któryś z tych trzech rodzajów mięsa: dziczyzna to dla nich dziczyzna, ale w praktyce najczęściej jest to mięso z dzika — mówi Grzegorz Malec.

Pole do popisu i nakładów

Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso, przyznaje, że choć zainteresowanie dziczyzną jest zauważalne, to 90 proc. produkcji i tak wyjeżdża z kraju.

— Jedną z barier są przyzwyczajenia konsumentów — w Polsce nikt nie prowadził nigdy promocji dziczyzny. Jest tu więc wielkie pole do popisu. Jednocześnie jest to pole wymagające dużych nakładów finansowych. Dziś więc to Niemcy i Francuzi delektują się polską dziczyzną — twierdzi Witold Choiński.

Elite Expeditions chwali się jednak, że 30-40 proc. produkcji sprzedaje nad Wisłą.

— Wiemy, że jesteśmy wyjątkiem, ale w największych miastach Polski grupa klientów zainteresowanych dziczyzną jest już całkiem duża. Mamy dwa własne sklepy pod szyldem Dziki Trop — w Warszawie i Krakowie. W tym roku ruszymy w kolejnym mieście, a zamierzamy zbudować sieć placówek — mówi Grzegorz Malec.

O stworzeniu sieci mówił też leśny gigant, czyli Lasy Państwowe. Wiosną 2017 r. Konrad Tomaszewski, ich ówczesny dyrektor generalny, zapowiadał stworzenie sieci „Dobre z lasu”, która oprócz dziczyzny miała oferować grzyby i jagody oraz zrobione z nich przetworyopatrzone logo LP, a także miód pochodzący z prowadzonych przez leśniczych pasiek. Na początek, jeszcze w 2017 r., miały ruszyć sklepy w stolicy, Katowicach, Olsztynie i Radomiu, a potem — jeśli pilotaż okazałby się sukcesem — w kilkunastu kolejnych miastach, a oprócz nich także stoiska w sklepach wielkopowierzchniowych.

— Mamy tylko jeden sklep pod szyldem „Dobre z lasu” — w pobliżu siedziby dyrekcji generalnej. Nie ma planów tworzenia kolejnych — mówi teraz Krzysztof Trębski, rzecznik prasowy Lasów Państwowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Dziki powoli stają u progu polskiej kuchni