Odzieżowi detaliści prowadzący sklepy online mają od lat ten sam problem: dużą liczbę zwrotów od niezadowolonych z zakupów klientów. Bo bluzka, która pasuje rozmiarem i pięknie wygląda na modelce, nie zawsze dobrze leży na osobie, która ją kupiła, tym bardziej że większość kupujących robi zakupy bez stylisty i później przeżywa rozczarowanie. Według szkockiej firmy Clear Returns, monitorującej rynek internetowej sprzedaży, średnio aż 30 proc. zakupionych tą drogą towarów trafia z powrotem do handlowców. Zalando, niemiecki lider, informuje zaś aż o 50 proc. Christian Wylonis z Kopenhagi to kolejny przedsiębiorca, który wpadł na pomysł, jak temu zaradzić. Założył portal społecznościowy Fitbay.com, gdzie użytkownicy rejestrują swoje rozmiary (wzrost, wagę, długość ramion, numer buta, kształt sylwetki), a potem szukają „znajomych” o tych samych parametrach i obserwują efekty ich modowych zakupów online — jeśli koszula dobrze leżała na niskim brunecie z tym samym rozmiarem kołnierzyka, który mam ja, to dlaczego nie miałaby dobrze leżeć również na mnie? Amerykański „BusinessWeek” informuje, że to najnowsza z propozycji na długiej liście portali próbujących pełnić rolę wirtualnych przymierzalni. Wcześniej w Londynie powstał serwis Fit.me, który na podstawie podawanych danych o rozmiarach tworzy nam awatara, na którym przymierzymy wirtualnie konkretne ubrania i obejrzymy efekt. W Sztokholmie zaś sieć podbija Virtusize, który nakłada potencjalnie zakupione ubrania na nasze zdjęcia w strojach, które już nosimy. Także eBay chce nadążyć za trendem i w lutym przejął start-up PhiSix, który z wybranych przez nas ubrań online tworzy grafikę 3D.

Wszystkie rozwiązania służą jednemu: pomocy w wyobrażeniu sobie, jak będziemy wyglądać w rzeczy, która nam się podoba. I wszystkie niosą ze sobą ogromny biznesowy potencjał.
— Ten, kto pierwszy znajdzie najlepsze rozwiązanie, czyli wirtualną przymierzalnię, będzie wielki. Mam nadzieję, że będziemy to my — mówi w rozmowie z „BusinessWeekiem” Christian Wylonis, właściciel Fitbay.com.
W jego serwis uwierzył już Martin Hauge ze szwedzkiej spółki venture capital Creandum, która wcześniej zainwestowała w rozwój serwisu muzycznego Spotify. Teraz zagwarantowała finansowanie 2,4 mln USD Fitbayowi, w którym widzi „innowacyjne rozwiązanie wielkiego problemu na wielkim rynku”.
— Oni mogą być zwycięzcą i stać się kolejną firmą za miliony dolarów — mówi Martin Hauge. Fitbay.com zarabia na przekierowywaniu kliknięć użytkowników do stron sprzedawców — już zarejestrowało się na nim 100 tys. klientów internetowych sklepów.
