EasyJet kupi 75 maszyn

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-01-08 00:00

Tanie linie lotnicze easyJet zamierzają kupić 75 nowych samolotów. Powoli poprawia się też sytuacja narodowych przewoźników. Tak przynajmniej wynika z danych za grudzień. Problem w tym, że bywają one mylące.

EasyJet, druga w Europie niskobudżetowa linia lotnicza, chce kupić 75 nowych samolotów. Prowadzi w tej sprawie rozmowy z amerykańskim Boeingiem i europejskim Airbusem. Do tej pory przewoźnik latał 27 Boeingami. Niewykluczone, że teraz stworzy mieszaną flotę.

— Zdecydujemy się na takie posunięcie, jeśli okaże się one korzystne dla akcjonariuszy — zapowiada Ray Webster, dyrektor zarządzający easyJet.

Airbus robi wszystko, żeby przełamać monopol Boeinga i zaproponował 150 miejsc w modelu A319, czyli o 5 więcej niż do tej pory. Boeing w modelu 737-300/700 ma 149 miejsc. EasyJet spodziewa się, że w ciągu 6 lat wyprzedzi pod względem liczby przewożonych pasażerów wszystkie europejskie linie lotnicze, oprócz najsilniejszych, czyli British Airways, Lufthansy i Air France.

Sytuacja na rynku zaczęła się co prawda poprawiać — w ubiegłym tygodniu pocieszające wyniki podały KLM i BA. Holenderska linia zanotowała w grudniu 8-proc. spadek liczby pasażerów, podczas gdy w październiku było to 12 proc., a w listopadzie 10 proc. BA zanotowały spadek o 10,4 proc., w poprzednich miesiącach sięgał on odpowiednio 24,7 proc. i 17,8 proc. Na tej podstawie Brytyjczycy stwierdzili, że „widać sygnały poprawy”. Podobnie „optymistyczne” dane na temat obłożenia lotów przedstawiło w ubiegłym tygodniu kilka linii amerykańskich. Informacje przewoźników mogą być jednak nieco mylące, bo linie nie afiszują się faktem, że chociaż samoloty wypełnione są niemal w tym samym stopniu jak rok wcześniej, to na trasy wylatuje ich 15-20 proc. mniej.

W tej sytuacji zabawna wydaje się decyzja Komisji Europejskiej, która chce karać przewoźników za overbooking, czyli rezerwowanie większej liczby miejsc, niż jest ich w rzeczywistości. Linie zapłacą 750 EUR (2,6 tys. zł) kary za każdego pasażera, który nie dostanie biletu mimo rezerwacji i 1500 EUR (5,3 tys. zł) na trasach dłuższych niż 3,5 tys. km — podał niemiecki magazyn „Focus”.

— Nie jest to najlepsze rozwiązanie. Overbooking jest narzędziem stosowanym przez wszystkie linie lotnicze. W USA, gdzie stopień overbookingu jest dwukrotnie wyższy niż w Europie, firmy na pewno nie będą karane za rezerwację zbyt wielu miejsc — ocenia Leszek Chorzewski, rzecznik LOT.