Ekspansja zagraniczna receptą na wzrost gospodarki

Materiał partnera
05-12-2017, 22:00

Innowacyjność, aktywność za granicą to recepty na rozwój polskich firm, które nie mogą już narzekać na brak finansowania. Jednak problemów nie brakuje. Jednym z nich jest niedobór pracowników

Firmy prywatne wytwarzają blisko 75 proc. PKB. Mają więc ogromne znaczenie dla krajowej gospodarki. Jednak duża część rodzimych podmiotów prowadzi działalność o bardzo małej skali. Ich rozwój i wzrost byłby dla krajowej gospodarki bardzo korzystny. Jak wynika z tegorocznego raportu EY „Polskie przedsiębiorstwa wczoraj i dziś.

ROZMOWA O WYZWANIACH DLA POLSKICH FIRM:
Zobacz więcej

ROZMOWA O WYZWANIACH DLA POLSKICH FIRM:

Na zdjęciu od lewej: Jan Kalisz, prezes Fibrainu, Adam Krzanowski, prezes Grupy Nowy Styl, Monika Siecińska- -Jaworowska, prezes Suempolu, Tomasz Kułakowski, prezes CodiLime, Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Jacek Kędzior, partner zarządzający EY Polska, Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY Polska. Marek Wiśniewski

Źródła sukcesu i nowe wyzwania”, upodobnienie struktury wielkościowej polskich firm do przeciętnej w UE dzięki awansowi części mikrofirm do segmentu przedsiębiorstw małych mógłby przyczynić się do wzrostu produktu krajowego brutto o około 2,7 proc.

Polskie przedsiębiorstwa odgrywają też coraz istotniejszą rolę w gospodarce europejskiej, zmienia się ich rola w międzynarodowych łańcuchach wartości — rośnie udział polskiej wartości dodanej konsumowanej za granicą. Działalność polskich firm nie jest jednak wolna od przeszkód i wyzwań. Przedsiębiorcy coraz częściej wśród barier rozwoju wymieniają niedobór wykwalifikowanych pracowników. To staje się problemem kluczowym w wielu branżach.

Opublikowany właśnie raport opisuje sytuację, w jakiej znajdują się polskie firmy prywatne w kontekście europejskim, uwarunkowania działalności, czynniki determinujące konkurencyjność oraz perspektywy ich rozwoju. Wnioski zawarte w raporcie potwierdzają przedsiębiorcy, uczestnicy programu EY Przedsiębiorca Roku, którzy w ubiegłym tygodniu spotkali się i dyskutowali w warszawskiej siedzibie EY. Monika Siecińska-Jaworowska, prezes Suempolu, jest przedstawicielką drugiego pokolenia, które zarządza firmą. Z przedsiębiorstwa w niewielkiej miejscowości na Podlasiu stworzyła jedną z największych na świecie firm przetwórstwa łososia.

 

 

Adam Krzanowski to współzałożyciel i prezes Grupy Nowy Styl, jednej z najdynamiczniej rozwijających się firm meblarskich w Polsce i na świecie. Tomasz Kułakowski, jest prezesem CodiLime, firmy świadczącej usługi doradztwa informatycznego i inżynierii oprogramowania dla globalnych klientów, zatrudniającej najlepszych polskich programistów — laureatów międzynarodowych konkursów informatycznych. Ponad 90 proc. przychodów CodiLime pochodzi od klientów z Doliny Krzemowej w USA oraz Japonii.

Jan Kalisz zarządza firmą Fibrain, która jest strategicznym graczem na rynku technologii światłowodowych, producentem kabli i osprzętu do budowy sieci światłowodowych, okablowania strukturalnego oraz dostawcą technologii dla sieci optycznych. Fibrain działa w biznesie od ponad dwudziestu lat i z powodzeniem sprzedaje produkty do transmisji światłowodowej na blisko 40 zagranicznych rynkach. W dyskusji wzięli udział także Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, oraz Jacek Kędzior, partner zarządzający EY Polska.

 

 

Zachowawczość mikrofirm

Na tle UE Polska charakteryzuje się stosunkowo niskim udziałem zatrudnienia w małych firmach i bardzo wysokim udziałem zatrudnienia w mikroprzedsiębiorstwach. Spore znaczenie ma tu samozatrudnienie.

— Jeśli przyjrzymy się wydajności tych przedsiębiorstw, rozumianej jako wartość dodana na jednego pracownika, to okazuje się, że w naszych mikroprzedsiębiorstwach nie jest za dobrze. W porównaniu do przedsiębiorstw małych, zatrudniających do 49 osób, średnich czy dużych wydajność pracy w mikroprzedsiębiorstwach w Polsce jest najniższa w UE — tłumaczył w czasie prezentacji raportu Marek Rozkrut, jego współautor, partner i główny ekonomista EY.

 

 

To oznacza, że gdyby część z mikroprzedsiębiorstw awansowała do kategorii firm małych, to korzyści dla gospodarki, byłyby znaczne. Tymczasem wiele mikrofirm nie wykazuje ambicji wzrostowych ani szczególnego zainteresowania inwestowaniem w rozwój, w nowe technologie. Do przepaści między mikrofirmami a małymi i średnimi firmami i braku aspiracji rozwojowych tych pierwszych odniósł się Jacek Kędzior, partner zarządzający EY.

 

 

Zwrócił uwagę, że bariery zewnętrzne, jak system podatkowy, biurokracja, obciążenia, dostęp do finansowania, to jedna strona medalu. Ale jest również druga — bariery natury wewnętrznej. — Przede wszystkim najmniejsze firmy mają często charakter lokalny i trzeba by się zastanowić, czy w ogóle mają aspiracje wychodzenia na szerszy rynek. Druga rzecz to kompetencje do zarządzania firmami. Zmiana małej firmy w zatrudniającą kilkadziesiąt osób wymaga dodatkowej wiedzy i umiejętności zarządczych na wyższym poziomie.

W grę wchodzą też inne zobowiązania wobec państwa i pracowników. Często więc barierą rozwoju firmy jest sam przedsiębiorca. Chciałbym też zwrócić uwagę, że w tej grupie przedsiębiorstw mamy do czynienia ze zjawiskami społecznymi, które się przekładają na motywację. Według badań CBOS, aż 52 proc. przedsiębiorców wątpi w uczciwość swoich kontrahentów.

Czy to jest przesłanka, żeby rozszerzać działalność? Druga sprawa to poziom akceptacji ryzyka. W 2016 r. w Polsce strach przed niepowodzeniem zniechęcał do założenia własnej firmy blisko 48 proc. osób dostrzegających szanse biznesowe, czyli 5 pkt. proc. więcej niż w 2011 r. Co więcej, poziom strachu przed porażką w Polsce był jednym z najwyższych na świecie — podsumował Jacek Kędzior.

Ekspansja zagraniczna

Otwartość polskiej gospodarki w ostatnich latach (relacja eksportu do produktu krajowego brutto) rosła. Od połowy lat 90. odnotowaliśmy w tej dziedzinie skok z 23 proc. do ponad 52 proc. Zdecydowana większość eksportu przypada na firmy z przeważającym udziałem kapitału zagranicznego, ale — co bardzo pozytywne — w latach 2011-16 krajowe firmy prywatne zwiększały swój eksport nieco szybciej niż zagraniczne.

— Rola ekspansji zagranicznej polskich firm okazuje się jeszcze bardziej znacząca, gdy spojrzy się na eksport wartości dodanej. Sama kategoria „eksport” nie daje jeszcze pełnego obrazu. Ważne jest pytanie: ile w tym eksporcie jest polskiej wartości? Ile wartości tworzymy w kraju i jaka część polskiej wartości dodanej ostatecznie jest konsumowana za granicą, a więc za jaką część polskiego wzrostu gospodarczego odpowiada popyt zagraniczny — tłumaczył Marek Rozkrut.

Obecnie 34 proc. polskiej wartości dodanej jest konsumowane lub zużywane w innych krajach, podczas gdy w 1995 r. było to zaledwie 16 proc. W porównaniu z dużymi krajami europejskimi ten udział jest wyższy tylko w Holandii. Receptą na dalszy dynamiczny wzrost gospodarki jest kontynuacja ekspansji zagranicznej polskich firm. Wymaga ona jednak zmiany ich modelu konkurencyjności. Dotychczasowy, polegający na konkurowaniu cenami (oparty przede wszystkim na relatywnie niskich kosztach pracy), nie zagwarantuje już sukcesu.

Jak zauważył Marek Rozkrut, opinie przedsiębiorców w różnych badaniach wskazują, że o ile cena wciąż jest kluczowym czynnikiem konkurencyjności polskich firm na rynkach zagranicznych, o tyle w ostatnich latach systematycznie spadał odsetek przedsiębiorców wskazujących na obniżanie cen jako najskuteczniejsze narzędzie konkurowania. Tomasz Kułakowski, prezes CodiLime, opowiedział, jak jego firma, po trosze przypadkiem, zaczęła działalność od eksportu. Pojawił się klient z Japonii z konkretnym pytaniem o rozwiązanie konkretnej sprawy.

— Udało się i przez siedem lat działalności firmy około 96 proc. skumulowanych przychodów pochodziło z rynków zagranicznych. Sprzedając nasze usługi za granicą możemy uzyskiwać wyższe marże, łatwiej też dojść do porozumienia komercyjnego z klientem. Proces komunikacji jest szybszy, co być może wynika z większej tolerancji ryzyka po stronie naszych klientów, czyli korporacji, ścigających się o wygraną w globalnym wyścigu technologicznym. Być może nasz rynek jest raczej rynkiem odbiorców, nie zaś kreatorów, którzy zazwyczaj mają większą skłonność do ryzyka — zastanawiał się Tomasz Kułakowski.

Dodał, że nasz rynek zaczął dojrzewać do tego, żeby wykorzystywać nowe technologie, m.in. do automatyzacji procesów w firmie czy do podwyższania wydajności pracowników. Firma Suempol, reprezentowana przez jej prezes Monikę Siecińską-Jaworowską, zaczęła od eksportu na rynek niemiecki i do Beneluksu. Rozwijała się m.in. przez akwizycję zagranicznych firm lokalnych. Dopiero w drugiej kolejności weszła na rynek polski, gdzie łosoś kojarzył się z luksusem, uruchamiając kampanię edukacyjną na temat wartości ryb w diecie. Monika Siecińska-Jaworowska podkreśliła znaczenie innowacyjności, doskonalenia produktu. Potwierdziła również, że cena ma w eksporcie coraz mniejsze znaczenie, natomiast coraz ważniejsza jest jakość.

— Na początku lat dziewięćdziesiątych oczekiwano, że firma z Polski będzie znacząco tańsza. Dziś to już nie wystarcza. Nasze know-how i automatyzację przynieśliśmy do Polski z Zachodu. Najlepsze efekty daje wymiana wiedzy i wykorzystanie jej w strukturach całej grupy Suempol. Dzisiaj dzięki automatyzacji i doskonaleniu kadr jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagających klientów. Jesteśmy już firmą globalną i liderem swojej branży, ale cały czas doskonalimy nasze produkty, debatujemy nad opakowaniem, szukamy nowych rozwiązań — stwierdziła Monika Siecińska-Jaworowska. Adam Krzanowski, prezes Nowego Stylu, dodał, że dwadzieścia lat temu niektóre produkty z Polski w ogóle nie mogły wejść na rynki zagraniczne za żadną cenę, ponieważ nie osiągały wymaganych tam standardów jakościowych. Na przykładzie swojej firmy przedstawił inną drogę wejścia na zagraniczne rynki.

 

 

— Produkowaliśmy ekonomiczne krzesła w dobrej cenie, rozwijaliśmy się dynamicznie w Polsce oraz w eksporcie do krajów Europy Wschodniej i Środkowej. W latach 1996-97 podjęliśmy próbę eksportu na Zachód i to było jak uderzenie obuchem. Nasz ekonomiczny produkt nie mógł zaistnieć na rynkach zachodnich mimo niskiej ceny. Jego jakość była tam nieakceptowalna. Trzeba było szukać innego rozwiązania, sprostać całkiem nowym realiom — wspominał Adam Krzanowski. Jak mówił eksport dał jego firmie bardzo dużo nauki.

— Dzięki niemu podnieśliśmy jakość naszych produktów, a naszym atutem były niskie koszty produkcji. Koszty pracownicze były dwunastokrotnie niższe niż w Niemczech. Jednak gdybyśmy pozostali na tym poziomie, tzn. sprzedawali prosty produkt w niskiej cenie, to podejrzewam, że dziś — kiedy w szeroko pojętej branży meblowej jest dostępny w zasadzie każdy produkt — Nowy Styl pewnie by nie istniał. Najpierw podjęliśmy produkcję dla wielkich sieci, firm meblowych z Niemiec. Traktowaliśmy to jak pracę kontraktową, z pełną świadomością, że jeśli pojawi się ktoś, kto zrobi to taniej, gdzieś na Ukrainie czy Białorusi, to firmy te szybko zmienią dostawcę. Pod koniec lat 90. zdecydowaliśmy, że nie możemy zależeć tylko od importerów światowych. I zaczęliśmy tworzyć własną sieć spółek dystrybucyjnych w Europie — opowiadał Adam Krzanowski.

Firma zaczęła sprzedawać pod swoją marką na Zachodzie, rozwijając dział dystrybucji i przeprowadzając pierwsze akwizycje podmiotów lokalnych. Wprowadziła do oferty meble biurowe i podjęła produkcję mebli z wyższej półki. Z czasem, posiadając zakłady w Niemczech, Szwajcarii, Holandii, Nowy Styl wrósł w tamte rynki, stając się poniekąd firmą lokalną.

Ale ciągle tańszą, ponieważ większość komponentów do produkcji pochodziła z Polski. Wszystkie drogie procesy (IT, księgowość, prace inżynieryjne, wdrożenia) wykonuje się w Polsce, a polscy inżynierowie ustawiają produkcję w zagranicznych zakładach. Eksportowe doświadczenie Nowego Stylu zaowocowało poznaniem wymagań rynków zachodnich, importem kompetencji tamtych firm, a przede wszystkim zmianą rozumienia eksportu. Dziś firma stara się eksportować nie sam produkt lecz zintegrowaną usługę, łącząc produkcję m.in. z doradztwem, projektowaniem, dostarczaniem gotowych rozwiązań. To jest jej przewaga konkurencyjna. Podobne rozwiązania przyjęły firmy CodiLime i Fibrain.

Pytanie o innowacyjność

Nie ma jeszcze precyzyjnych narzędzi oceny innowacyjności firm. Badania dotyczące tej dziedziny opierają się w znacznym stopniu na subiektywnych deklaracjach. Poza tym jeszcze kilka lat temu część przedsiębiorstw niechętnie raportowała swoje działania innowacyjne (również z chęci ukrycia pomysłów przed konkurencją). Obecnie, ze względu na dostępność funduszy na badania i rozwój, sytuacja nieco się zmieniła. Innowacyjność stała się kartą przetargową w dostępie do kapitału i firmy chętniej deklarują się jako innowacyjne. To jednak nie zmienia faktu, że udział firm innowacyjnych w Polsce na tle UE jest relatywnie niski.

— W 2014 r. polskie podmioty znalazły się pod względem innowacyjności na przedostatnim miejscu w UE, przed rumuńskimi. Jeśli zaś chodzi o wydatki przedsiębiorstw na działania badawczo- -rozwojowe w krajach UE, to w 2015 r. nie mieściliśmy się w pierwszej dwudziestce. Chociaż ostatnie dane GUS sygnalizują w tej kwestii poprawę — podsumował Marek Rozkrut.

Wyzwania i bariery

Do najpoważniejszych barier rozwoju, wymienianych przez przedsiębiorców, należą prawo podatkowe i sądownictwo gospodarcze. Są to jednak kwestie, które można regulować. Gorzej jest ze zjawiskami, na które trudno wpływać, a wszelkie działania stymulacyjne mogą przynieść jakikolwiek skutek po wielu latach. Obecnie kluczową barierą rozwoju rodzimych firm staje się niedobór wykwalifikowanych pracowników. Jedną z przyczyn jest niedopasowanie szkolnictwa, w tym zawodowego, do potrzeb rynku, brak inżynierów i techników w różnych dziedzinach. Drugą — w coraz wyższym stopniu — demografia.

— We wszystkich badaniach, chociaż nie na pierwszym miejscu, ta bariera jest coraz częściej sygnalizowana nabiera znaczenia. Niestety, wyzwania na rynku pracy będą potęgowane przez niekorzystne tendencje demograficzne. To problem, który ma charakter strukturalny i będzie się pogłębiać. Osób w wieku produkcyjnym będzie coraz mniej, a o wykwalifikowanych pracowników trzeba będzie dodatkowo konkurować z firmami z całej Europy, które także będą się mierzyć z wyzwaniami demograficznymi — podkreślił Marek Rozkrut.

W 2015 r. stosunek liczby osób w wieku 20–64 do populacji 65+ wynosił w Polsce 4,2, co lokowało nasz kraj na bardzo wysokiej pozycji. Jednak w 2060 r., ze wskaźnikiem 1,5, znajdziemy się prawie na końcu listy państw europejskich. W najgorszej sytuacji będzie Słowacja, obecnie posiadająca najmłodszą populację.

Problem dotyczy wszystkich państw i trzeba się liczyć z tym, że liczba pracujących na kontynencie będzie się kurczyć, przybywać będzie osób w podeszłym wieku. I np. populacja Włoch, która dziś jest najstarsza, jest jednocześnie młodsza niż ma być za kilkadziesiąt lat najmłodsza populacja Luksemburga czy Irlandii. Jan Kalisz, prezes Fibrainu, podkreślił aspekt kadrowy w rozwoju polskich firm i postawił nacisk na problem edukacji.

— Jakość kadry przekłada się z jednej strony na wzrost — skuteczność działania, optymalizacja struktur i procesów — a z drugiej na jakość produktową — wdrażanie technologii, standardy produkcji itp. — stwierdził.

Temat podjął również Adam Krzanowski, który podkreślił, że w mikro- i małych firmach jest ogromny potencjał przedsiębiorczości, ale zgodził się, że w najmniejszych podmiotach czasem brakuje kompetencji menedżerskich, zarządczych, zaufania do innych przedsiębiorców oraz do pracowników i umiejętności pokierowania nimi. Jego zdaniem bariery związane z brakiem kompetencji zarządczych zniesie wymiana pokoleniowa, np. w firmach rodzinnych.

— Teraz to się zacznie zmieniać, bo wchodzi na rynek coraz więcej młodych, wykształconych przedsiębiorców, ambitnych, odważnych, nastawionych na rozwój. To może spowodować, że z biegiem lat mikrofirmy zaczną się szybko rozwijać, przedsiębiorstwa powstałe na jednym pomyśle zaczną rosnąć — skomentował Adam Krzanowski.

Jan Kalisz przypomniał, że nowe technologie i innowacyjność obejmują zarówno wnętrze firmy i jej procesy, jak i produkt oraz otoczenie firmy. To wymaga ciągłego uczenia się, szkolenia pracowników, podnoszenia kwalifikacji nie tylko zawodowych, ale też interpersonalnych, menedżerskich, dotyczących technologii.

— Prawdą jest, że trudno znaleźć pracowników o odpowiednich kwalifikacjach na różne stanowiska. Rozwiązaniem może być z jednej strony automatyzacja pracy, z drugiej — wychowanie sobie pracowników od poziomu ucznia/studenta — przyznał Jan Kalisz.

Organizacja szkoleń, stażów, stypendiów, ale również przyciąganie pracowników zagranicznych przy obecnych tendencjach na rynku pracy mogą okazać się wyjściem z luki kadrowej. Przedsiębiorcy radzą sobie z tym problemem na różne sposoby. Firma Jana Kalisza ściągała inżynierów m.in. z Wielkiej Brytanii. Nowy Styl znalazł rozwiązanie problemu, m.in. zlecając prace inżynieryjne w outsourcingu i budując zakłady w krajach, gdzie koszty są niższe, np. na Ukrainie i w Rosji.

Droga do sukcesu

Jak ocenił Jan Kalisz, polscy przedsiębiorcy potrafią znaleźć słabe strony konkurentów, np. skomplikowaną logistykę albo odmowę produkcji krótkich serii. Elastyczność rodzimych firm okazała się ich zaletą. Potrafią stworzyć model biznesowy, który pozwoli „uciec do przodu” i porzucić konkurencję cenową jako jedyną przewagę. Takim rozwiązaniem jest m.in. sprzedaż usługi z produktem, budowa „pod klucz”, projektowanie i produkcja pod konkretne zamówienie. To wspólny mianownik wielu polskich firm.

— Widzę trzy patenty na sukces polskich przedsiębiorstw: nowe technologie, wzrost i ekspansja zagraniczna — wymienił Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Wskazał też inne czynniki sukcesu firm — edukację i rozwój kompetencji, transfer wiedzy i dostęp do finansowania.

— Firmy powinny łączyć się, przekazując sobie wiedzę, doświadczenie i zwiększając swój potencjał. Konsolidacja jest pożyteczna i potrzebna — dodał. Podkreślił, że automatyzacja nie jest zagrożeniem dla pracowników, lecz odpowiedzią na wyzwanie czasu. To także przewidywalność, gwarancja jakości produktów, ich powtarzalności. To również szansa rozwoju kadr.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ekspansja zagraniczna receptą na wzrost gospodarki