Euroland pęka na kawałki

Jacek Kowalczyk, Bloomberg
opublikowano: 08-02-2010, 00:00

Utarczki Greków z inwestorami przybierają na sile. Ateny nie mają co liczyć na wsparcie innych krajów.

Rynki finansowe nie uwierzyły w plan ratunkowy Grecji. Cierpi cała strefa euro i jej solidarność

Utarczki Greków z inwestorami przybierają na sile. Ateny nie mają co liczyć na wsparcie innych krajów.

W strefie euro robi się gorąco. Reakcja rynków finansowych — gwałtowne spadki indeksów giełdowych, wartości euro i skok rentowności obligacji — pokazuje, że inwestorzy z każdym dniem tracą zaufanie do kondycji fiskalnej Eurolandu. Uspokoić sytuację może być trudno, bo coraz wyraźniejsze są konflikty między państwami członkowskimi.

Południowy charakter

Problemy — po raz kolejny — rodzą się w Grecji. Ostatnie zawirowania na rynkach finansowych to znak, że inwestorzy nie wierzą w powodzenie greckiego programu naprawczego (zakłada podniesienie akcyzy na papierosy, alkohol i paliwo, podniesienie wieku emerytalnego i zamrożenie płac w sektorze publicznym).

— Rynki po prostu mówią: ten plan nie budzi zaufania. Żeby to zaufanie zdobyć, władze muszą zrobić coś więcej — uważa Paul Mortimer-Lee, ekonomista BNP Paribas w Londynie.

Tymczasem Grecy odpowiadają bez ogródek, że inwestorzy nie powinni na to liczyć.

— Nie zamierzamy wprowadzać do planu żadnych nowych działań. Ten program jest wiarygodny — oświadczył w piątek premier Jeorjos Papandreu.

Oliwy do ognia dolewają greckie związki zawodowe, które zapowiadają protesty przeciwko zamrożeniu płac. Ale nie tylko Grecja burzy zaufanie inwestorów do strefy euro. Podobne obawy analityków budzi Hiszpania. Deficyt finansów publicznych sięga tam 10 proc. PKB, choć jeszcze w 2007 r. Hiszpanie chwalili się 2-procentową nadwyżką. W piątek bank centralny w Madrycie podał, że w IV kwartale 2009 r. PKB Hiszpanii spadł o 0,1 proc. — to już siódmy recesyjny kwartał z rzędu.

— To nie Grecja jest największym zagrożeniem dla strefy euro, lecz Hiszpania — alarmował w minionym tygodniu noblista Paul Krugman.

Podobne niepokoje dotyczą Irlandii, Portugalii i Włoch. W dwóch pierwszych państwach zagrożeniem jest deficyt, kilkakrotnie przekraczający unijne wymogi, zaś Italia ma problem z ogromnym długiem publicznym. Nie najlepiej wyglądają też finanse Francji i Belgii.

Każdy sobie

Jednocześnie w strefie euro wiele jest krajów, które utrzymały swoje finanse w znacznie lepszej kondycji. Zadłużenie Niemiec, Luksemburga, Holandii czy Austrii nie wywołuje na rynkach większych niepokojów, dlatego dla nich kara wydaje się niezasłużona. Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego, próbuje przekonać inwestorów, że problemy Grecji nie są problemami całego regionu.

— Strefa euro jako całość ma solidne finanse, jednak niekoniecznie jest to wiedza powszechnie znana. W 2010 r. średni deficyt w regionie wyniesie około 6 proc. PKB. W USA i Japonii ten deficyt będzie nieco większy niż 10 proc. PKB — argumentuje Jean-Claude Trichet.

Wcześniej mówił wprost, że Grecja "nie będzie przez UE specjalnie traktowana". Prezes ECB musi ratować wizerunek strefy euro, ale robi to kosztem zagrożonych niewypłacalnością krajów. W podobny sposób od problemów Grecji czy Hiszpanii odcinali się już politycy w Niemczech, Francji i Luksemburgu. Według analityków, takie wypowiedzi mogą zaostrzyć sytuację, tym bardziej że problem jednego kraju to problem całej unii monetarnej.

— Te argumenty prezesa Tricheta mnie nie przekonują. Gdzie, jego zdaniem, Grecja, Hiszpania czy Portugalia będą za trzy lata? Ich programy oszczędnościowe będą ciążyły na strefie euro jako całości — twierdzi Stuart Thomson z Ignis Asset Management.

Rosnące napięcie na rynkach finansowych odbija się — i jeszcze długo będzie się odbijać — na Polsce.

— To jest pat. Strefa euro jest rozliczana ze swoich finansów publicznych, ale równocześnie nie ma narzędzi, by tymi finansami zarządzać. To zniechęca inwestorów do naszej części świata i zwiększa zmienność euro do dolara, a to bezpośrednio przekłada się na silne wahania złotego i indeksów na warszawskiej giełdzie — tłumaczy Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu