Europa przestaje żyć na kredyt

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-11-15 00:00

W obliczu kryzysu fiskalnego aż 13 krajów zapowiedziało, że wyzeruje deficyt budżetowy.

Kłopoty finansowe Grecji, Portugalii, Irlandii, a ostatnio też Włoch sprawiają, że w Europie kończy się era permanentnego życia na kredyt.

W ostatnich dniach Francois Fillon, premier Francji, zapowiedział, że jego rząd zamierza do 2016 r. wyzerować deficyt budżetowy, czyli zrównać wydatki z dochodami. — To nasz cel. Musimy przez pięć lat oszczędzić około 100 mld EUR — oświadczył Francois Fillon.

Francja to już trzynasty kraj w Unii Europejskiej, który w ostatnim czasie jako cel strategiczny przyjął równoważenie budżetu. Oprócz tego, trzy kraje wspólnoty — Szwecja, Estonia i Węgry — już w 2011 r. najprawdopodobniej (według prognoz Komisji Europejskiej) osiągną nadwyżkę budżetową.

Mentalny przełom

Europa przez dekady wyznawała filozofię „zdrowych deficytów”. Teoria ta mówiła, że państwo co do zasady ma prawo się zadłużać (czyli utrzymywać permanentny deficyt), bo za pożyczone pieniądze buduje drogi, elektrownie i oczyszczalnie ścieków, które będą służyły przyszłym pokoleniom. Niech więc przyszłe pokolenia też wezmą na siebie część tego ciężaru — tłumaczyli ekonomiści.

Politycy chętnie tej ekonomiczno-społecznej teorii przyklaskiwali. Dostęp do zewnętrznego, niewyczerpalnego kapitału sprawiał, że rządzący byli w stanie sfinansować nawet najbardziej populistyczne obietnice.

— Kryzys fiskalny w strefie euro zmusił polityków do weryfikacji strategii. Przykład Grecji pokazał, jak groźne jest utrzymywanie permanentnych, nadmiernych deficytów. Dziś wiele krajów, nawet tych w dość dobrej sytuacji finansowej, zapowiada oszczędności, bo boją się, że rynki finansowe wezmą je na celownik — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Teoretycznie od 1992 r. żaden kraj UE nie może mieć deficytu przekraczającego 3 proc. PKB, ani długu powyżej 60 proc. PKB. Prawie nikt jednak tych zasad nie przestrzegał — w 2010 r. kryteria spełniało tylko 5 na 27 państw członkowskich. Dopiero teraz, w obliczu kryzysu, projektowane są prawdziwe sankcje za łamanie zasad.

— W mądrze zarządzanym kraju w czasie dobrej koniunktury budżet ma nadwyżkę, w czasie kryzysu — deficyt, tak by średnia wychodziła na zero. Politycy tej reguły nie przestrzegalii teraz mamy tego skutki — mówi Krzysztof Rybiński, rektor Uczelni Vistula. W ostatnim czasie najgłośniej było o zapowiedzi zrównoważenia budżetu we Włoszech.

Po tym jak w lipcu i sierpniu bardzo mocno wzrosły odsetki włoskich obligacji i sytuacja stała się na tyle poważna, że krajowi groziła utrata płynności, Europejski Bank Centralny ruszył na ratunek. Zaczął skupować feralne papiery, ale wymusił na włoskim rządzie reformy, w tym wyzerowanie deficytu. Wcześniej sporo mówiło się też o deklaracji równoważenia budżetu w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Portugalii.

Okazuje się jednak, że podobne działania, choć bez takiego rozgłosu, pojawiły się w wielu innych krajach. Zerowanie deficytu jako cel strategiczny zadeklarowały rządy m.in. w Czechach, Danii, Rumunii czy na Litwie i Łotwie. Od dekady bez deficytu żyje Szwajcaria. — Strach zajrzał politykom w oczy i skłonił do odważnych deklaracji. Boję się jednak, że w wielu krajach nie uda się zrealizować tych obietnic. Przed nami recesja i dopiero w 2013 r. zobaczymy, jak wielkie jest bagno zadłużenia i jak długo potrwa wygrzebywanie się z niego — twierdzi Krzysztof Rybiński.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że równoważenie budżetów, choć w dłuższej perspektywie pomaga gospodarce, w krótkiej — tłamsi ją. W 2010 r. deficyt finansów publicznych w całej UE wyniósł 810 mld EUR. Tyle pożyczonego pieniądza wpompowały rządy w gospodarkę.

— Ograniczenie tego strumienia pieniędzy sprawi, że o wzrost gospodarczy będzie jeszcze trudniej, niż dotąd się wydawało — zaznacza Tomasz Kaczor.

Polski akcent

Wśród państw, które zamierzają zerować deficyty, jest też Polska. Na początku września Jacek Rostowski, minister finansów, zapowiedział, że nastąpi to w 2015 r.

— Cel wyznaczony przez ministra Rostowskiego jest jak najbardziej możliwy do osiągnięcia. To jest tylko kwestia woli politycznej. Takie zapowiedzi trzeba jednak traktować ostrożnie. W Polsce nie istnieje planowanie strategiczne w tak dalekiej perspektywie jak cztery lata. Nie ma więc żadnych narzędzi, żeby można było zweryfikować i przeanalizować zapowiedź ministra — mówi Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.