Europejskie giełdy stały się zaściankiem

Udział giełd Starego Kontynentu w kapitalizacji wszystkich parkietów świata jest najniższy od 1989 r.

Rzym, Paryż, Madryt, a nawet Berlin coraz mniej znaczą na giełdowej mapie świata. Łączna wartość rynkowa przedsiębiorstw notowanych na tych i innych zachodnioeuropejskich parkietach topnieje w oczach.

Na koniec półrocza giełdowa wartość emitentów zaliczanych do wskaźnika MSCI Europe stanowiła już tylko 22 proc. łącznej kapitalizacji wszystkich giełd na świecie. Jeszcze 14 lat temu udział ten był o ponad połowę wyższy. — To efekt kryzysu, który powoduje odpływ kapitału z regionu.

Dla inwestorów bardziej atrakcyjne wydają się chociażby dynamicznie rozwijające się kraje azjatyckie — zauważa Piotr Sieradzan, doradca finansowy. Oznacza to powrót do sytuacji z końca lat 80. Wtedy kawałek giełdowego tortu przypadający europejskim przedsiębiorstwom był nawet nieco mniejszy niż obecnie.

Później jednak na europejskich parkietach nastały tłuste lata. Giełdowi inwestorzy perspektywy europejskich spółek najlepiej oceniali w 1998 r. Na zaledwie kilka miesięcy przed wprowadzeniem euro ich łączna wartość rynkowa sięgnęła niepobitego dotąd rekordu 35 proc. światowej kapitalizacji. W dołku znalazły się wtedy pozostałe główne rynki akcji.

Kryzys azjatycki zachwiał rynkami wschodzącymi, a udział przedsiębiorstw japońskich w kapitalizacji światowej spadł w ciągu wcześniejszych 10 lat z aż 44 proc. do poniżej 10 proc. Na Wall Street największe zwyżki z czasów hossy internetowej miały zaś dopiero nadejść. Teraz udział Europy Zachodniej w łącznej kapitalizacji wszystkich parkietów na świecie spadł najniżej od 23 lat. Nieznacznie tylko przekracza udział, jaki Zachodnia Europa ma w światowym PKB.

Podobny udział w światowym produkcie mają USA. Jednak wartość przedsiębiorstw notowanych na Wall Street przekracza kapitalizację przedsiębiorstw z Europy Zachodniej ponad dwukrotnie.

Z punktu widzenia perspektyw europejskiej gospodarki to niepokojąca wiadomość. Wycena przedsiębiorstwa odzwierciedla oczekiwaną przez inwestorów wartość zysków, jakie osiągnie ono w przyszłości. Systematyczny spadek udziału zachodnioeuropejskich giełd w światowej kapitalizacji może świadczyć o obawach, że zyski przedsiębiorstw będą pozostawały w tyle za zyskami spółek z innych regionów.

— Spadające udziały w kapitalizacji światowych giełd odzwierciedlają stale zmniejszające się znaczenie gospodarki europejskiej na świecie — ocenia Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Jego zdaniem, rola ta zmniejsza się na korzyść Azji i Ameryki Północnej. Europejska gospodarka jeszcze długo po kryzysie może nie odzyskać dawnego znaczenia. Wszystko dlatego, że obecne kłopoty to coś więcej niż tylko przejściowe pogorszenie koniunktury. Mają strukturalny charakter. Poza Niemcami wszystkie główne gospodarki są mało konkurencyjne. Setki miliardów euro drukowane przez EBC mogą więc nie wystarczyć, by poderwały się do lotu.

Po pęknięciu bańki spekulacyjnej na rynkach obligacji krajów peryferyjnych pojawiają się kolejne zagrożenia. Na czele starzenie się społeczeństwa, które grozi bankructwem systemu świadczeń społecznych. Przestrogą dla Europy jest zachowanie giełdy w Tokio. W Japonii, która zestarzała się jako pierwsza spośród wszystkich krajów, giełdowa bessa trwa już ponad dwie dekady.

Jak podkreśla Sebastian Buczek, odwrócenia niekorzystnej passy Europy wciąż nic nie zapowiada.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu