W zeszłym tygodniu prezydent Donald Trump ogłosił zawieszenie na 90 dni dodatkowych ceł na towary z krajów, z którymi Stany Zjednoczone mają deficyt handlowy. W tym czasie cła mają wynosić 10 proc. Wyjątkiem są Chiny - cła na towary z tego kraju zostały łącznie podniesione do 145 proc. W odpowiedzi władze w Pekinie zwiększyły taryfy nakładane na produkty sprowadzane z USA do 125 proc.
Jak ocenili ekonomiści EY, trwająca "wojna celna" doprowadzi do "bardzo wyraźnego" ograniczenia światowej wymiany handlowej. Z analizy Zespołu Analiz Ekonomicznych EY wynika, że światowy handel w 2026 r. będzie o ponad 5 proc. mniejszy niż w scenariuszu bez ceł.
Według EY w Polsce najmocniej ucierpią eksport i inwestycje oraz sektory związane z produkcją tekstyliów, odzieży i wyrobów skórzanych. W publikacji wskazano też, że średnioroczna inflacja może być o 0,4 p.p. niższa w 2025 r. oraz o 1,7 p.p. niższa w 2026 r.
"Ze względu na umiarkowane powiązania polskiej gospodarki z gospodarką amerykańską, Polska ucierpi jednak mniej niż kraje UE, gdzie wzrost PKB w 2026 r. spowolni aż o 1,4 p.p." - ocenił szef Zespołu Analiz Ekonomicznych EY Marek Rozkrut, cytowany w informacji.
Jak wskazał Rozkrut, wzrost niepewności i ograniczenie dostępu do finansowania - już znajdujące odzwierciedlenie we wzroście zmienności i spadku wycen na rynku akcji - przyczynią się do ograniczenia inwestycji i wydatków konsumpcyjnych. Ocenił ponadto, że spadek handlu światowego, aprecjacja euro oraz ograniczenie inwestycji i wydatków konsumpcyjnych będą miały większy wpływ na gospodarkę niż bezpośredni efekt nakładanych na Unię Europejską ceł. Zaznaczył, że równocześnie wpływ ceł na aktywność gospodarczą będzie nieco opóźniony i "z pełną siłą uderzy" w 2026 r.
Ekonomista EY dodał, że Stany Zjednoczone na cłach ucierpią "znacznie silniej" niż strefa euro. Jego zdaniem powinno to spowodować umocnienie się euro względem dolara i negatywnie wpłynąć na eksport z krajów UE.
