Fameg — klapa programu NFI

Radosław Omachel
opublikowano: 2002-07-09 00:00

Program powszechnej prywatyzacji (PPP) miał być polską odpowiedzią na zakończoną — jak wówczas uważano — sukcesem czeską kuponovkę. Przekształcenie ponad 400 państwowych przedsiębiorstw w jednoosobowe spółki skarbu państwa i ulokowanie ich w Narodowych Funduszach Inwestycyjnych, które miały pełnić funkcję silnych grup kapitałowych, miało je przygotować do prawdziwej prywatyzacji — przejęcia przez inwestorów lub debiutu giełdowego.

Powodzenie, jakim cieszyły się powszechne świadectwa udziałowe, wystarczyły twórcom PPP do uznania programu za wielki sukces. Ale to chyba jedynie pobożne życzenie.

Jednym z przedsiębiorstw, które wzięły w nim udział, są radomskie Zakłady Mebli Giętych Fameg. Po sześciu latach sprawowania kontroli nad spółką NFI Progress, NFI Jupiter i Drugi NFI oraz zarządzające ich portfelami: PZU NFI Management i Trinity Management oddają zadłużoną i stojącą na krawędzi bankructwa spółkę w ręce jej pracowników. Już chyba tylko załoga wierzy w uratowanie fabryki. Nie ma zresztą innego wyjścia, bo Fameg jest jedynym — poza Metalurgią (również w NFI) — dużym pracodawcą w Radomsku.

Nie ma oczywiście gwarancji, że Fameg kierowany przez najzdolniejszych nawet menedżerów byłby dziś perełką w portfelu NFI Progress. Na kondycji firmy zaważyły zapewne mocny złoty i spadek koniunktury gospodarczej w Polsce. Można się jednak zastanowić, jaka byłaby dziś kondycja Famegu, gdyby nie chybiony, delikatnie mówiąc, kontrakt z siecią IKEA, gdyby nie trwające latami problemy z wdrożeniem kupionego za ciężkie miliony systemu, który miał wspomagać zarządzanie, gdyby nie kontrowersyjny zakup od NFI Progress akcji Gdańskiego Przemysłu Drzewnego za pożyczone pieniądze.

Słowem, spółce był potrzebny właściciel z prawdziwego zdarzenia. Gdyby taki się znalazł, to może nie byłoby dziś 52 mln zł długu i nie trzeba byłoby pisać tego komentarza.