Właściciele większości firm bardzo dbają o to, by zmiana na stanowisku prezesa spółki odbyła się jak najszybciej i w miarę możliwości bezkonfliktowo. Jest jednak od tej reguły wyjątek. To spółki skarbu państwa.
Właściciel uspokaja w takich wypadkach, że nic złego się nie dzieje, bo spółka funkcjonuje normalnie bez prezesa. To prawda, tyle że przypomina to lot na autopilocie. Samolot podąża wówczas wytyczonym kursem, ale gdy zajdą nieprzewidziane okoliczności, autopilota trzeba wyłączyć i za sterami musi zasiąść żywy człowiek. Jeżeli oczywiście akurat jest w kabinie. A nie wszystkie spółki mają takie szczęście.
Wczoraj udało się wyłączyć autopilota w PLL LOT. Stery narodowego przewoźnika ujął nowy kapitan i wypada mieć nadzieję, że będzie je dzierżył przez dłuższy czas, przynajmniej na tyle, by zdążyć wytyczyć nowy kurs. Narodowy przewoźnik porusza się bowiem w ostatnich miesiącach lotem ślizgowym, a przy takim trudno się wznosić. Prędzej czy później trzeba włączyć silniki. Niestety, fotel pilota w PKO BP nadal świeci pustkami. Od miesięcy. Tam najpierw rada nadzorcza ma myśleć nad strategią, a potem dopiero do niej dopasować pilota. Pomysł, choć oryginalny, może okazać się dobry. Jeże-
li oczywiście nie przedłuży lotu na autopilocie, bo trwa on już zdecydowanie zbyt długo. Chociaż w przypadku PKO BP nie ma co straszyć korkociągiem, bo to mało prawdopodobne, to brak kapitana zmniejsza szanse na naprawdę wysokie loty.
Adam Sofuł