Lista prywatyzacyjnych dokonań ekipy Leszka Millera jest tak krótka, że warto pomyśleć o zgłoszeniu jej do Księgi Guinnessa.
O prywatyzacji prowadzonej w ostatniej dekadzie przez rozlicznych ministrów skarbu mówiło się różnie — na ogół źle albo bardzo źle. Szefowie tego resortu piastujący funkcje pod rządami Leszka Millera, a więc przez ostatnie dwa lata, wymykają się takim ocenom. W podobnych okolicznościach na świadectwie szkolnym wpisuje się zazwyczaj: uczeń nie klasyfikowany.
Lista prywatyzacyjnych osiągnięć trójcy: Kaczmarek, Cytrycki, Czyżewski, jest rekordowo krótka. „Dla równowagi” wyjątkowo długa jest lista wielkich prywatyzacji, których ministrom Millera nie udało się zakończyć lub choćby rozpocząć. PZU, PKO BP, Grupa Lotos (dawniej Rafineria Gdańska), BGŻ, grupa G-8, WSiP, Południowy Koncern Energetyczny, elektrownia Dolna Odra, Kozienice, Ostrołęka to projekty zakończone porażką albo takie, które — mimo rządowych programów — w ogóle nie doczekały się realizacji. Kolejni inwestorzy albo zostali przepędzeni na cztery wiatry, jak Rotch, Łukoil czy Eureko, albo, jak niemiecki E. ON, sami uciekli robić interesy gdzie indziej.
Jak powszechnie wiadomo, najbardziej męczące jest nicnierobienie. Ministerstwo skarbu zaczęło więc intensywnie poszukiwać dla siebie zajęcia. W końcu znalazło. I tak rozpoczęła się era konsolidacji. Dziś wśród państwowych sektorów trudno znaleźć taki, który się nie konsoliduje — no, chyba że już jest skonsolidowany albo właśnie powstaje dla niego plan konsolidacji.
Konsoliduje się na przykład cała energetyka. W najprzeróżniejszych konfiguracjach poziomych i pionowych. Kamasutra się nie umywa! Łączą się też państwowi producenci leków i sektor naftowy. Tym, których zmyliła nazwa Grupa Lotos, nadana Rafinerii Gdańskiej (być może dla kamuflażu przed rosyjskimi inwestorami), wyjaśniamy, że na razie nie doszło do zapowiedzianej przez rząd (a konkretnie przez Naftę Polską) konsolidacji z rafineriami południowymi. Ale spokojnie, na pewno dojdzie, mamy czas. Powstały już Polskie Huty Stali, co akurat wydaje się korzystne z punktu widzenia ich prywatyzacji, która wkrótce ma szansę się zakończyć. Połączyły się polskie cukrownie. Wreszcie – konsoliduje się wielka synteza chemiczna. Czy coś może nas jeszcze zaskoczyć? Raczej nie. No, chyba że na deser rząd połączy nam PZU z PKO BP. Podobno się zastanawia...