Fundusze muszą myśleć o kryzysie

Sektor private equity nie może już liczyć na to, że sprzeda spółki drożej, niż je kupił. Według Baina, będzie więcej małych transakcji

Jest dobrze, a to znaczy, że może być gorzej. W ubiegłym roku fundusze private equity na całym świecie pozyskały na inwestycje rekordową kwotę — ponad 700 mld USD. Według danych z raportu „Global Private Equity 2018”, przygotowanego przez doradzającą funduszom firmę Bain & Company, dokonały w tym okresie ponad 3 tys. transakcji o łącznej wartości 440 mld USD. Tylko trzy lata w historii były lepsze — 2015 r. i szalone przedkryzysowe 2006-07. Bain, który został wybrany „doradcą strategicznym i komercyjnym roku” przez Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych, nie spodziewa się pogorszenia koniunktury w branży w tym roku. Dostrzega jednak zmianę w podejściu funduszy do zakupów.

Wyświetl galerię [1/3]

DOBRZE JUŻ BYŁO: Bain & Company, w którym Rolf-Magnus Weddigen jest partnerem, a Jacek Poświata dyrektorem zarządzającym na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią, korzysta na dobrej koniunkturze w branży private equity i rekordowym napływie pieniędzy do funduszy. Przestrzega jednak, że zrobienie dobrej transakcji jest coraz trudniejsze, a kupujący muszą liczyć się z tym, że obecnych poziomów wycen nie uda się utrzymać. Fot. Marek Wiśniewski

— Gdy patrzy się na statystyki transakcyjne w dłuższym okresie, wyraźnie widać ewolucję w zachowaniu funduszy. Spółki trzymane są w portfelach dłużej — kiedyś było to średnio 3-5 lat, teraz pięć lat to standard, a w przypadku Polski mówimy raczej o sześciu latach. Transakcje są też zdecydowanie bardziej skomplikowane — coraz częściej dokupuje się spółki uzupełniające biznes firm, które są już w portfelu, tzw. add-on. Kiedyś fundusz wchodził do spółki, redukował koszty i wychodził z zyskiem. Teraz to nie takie proste — zarządzający muszą budować nowe kompetencje i aktywnie wspierać rozwój spółek — mówi Rolf-Magnus Weddigen, partner w Bain & Company.

Antycykliczne inwestycje

Bain chwali się, że jako doradca uczestniczy w połowie transakcji realizowanych przez fundusze private equity w skali globalnej, a nad Wisłą nawet w ponad połowie.

— W ubiegłym roku doradzaliśmy przy czterech z pięciu największych transakcji na rynku private equity w Polsce — mówi Jacek Poświata, dyrektor zarządzający Bain & Company na obszar Polski i Europy Środkowo-Wschodniej.

Rekordowy dopływ pieniędzy do funduszy, wywołany z jednej strony atrakcyjnymi stopami zwrotu w środowisku niskich stóp procentowych, a z drugiej — reinwestowaniem zysków z transakcji z ubiegłych lat, ma swoje negatywne strony. Konkurencja rośnie, a wyceny idą w górę, więc nie ma co marzyć o tym, że kupi się tanio, a sprzeda drogo.

— Dziś fundusze muszą być gotowe na to, że kupią spółkę przy wycenie na poziomie np. jedenastokrotności zysku EBITDA, a sprzedadzą ją przy mniejszym mnożniku. Dodatkowo dobra koniunktura trwa już długo, więc należy być przygotowanym, że może nie być równie dobra za pięć lat, gdy będzie się sprzedawało kupowane teraz aktywa. W efekcie fundusze coraz większą wagę przywiązują do dobrze przygotowanego planu tworzenia wartości w spółce. Najbardziej atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi są teraz podmioty z branż antycyklicznych: handlu żywnością, dóbr konsumpcyjnych czy ochrony zdrowia, co wyraźnie widać w Polsce — mówi Rolf Magnus Weddigen.

Polska atrakcyjność

Bain zatrudnia w warszawskim biurze ponad 50 osób obsługujących transakcje w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Doradcy nie dostrzegli w ostatnich latach odwrotu inwestorów z Polski — ani nawet tego, by ryzyko polityczne zmieniło ich podejście.

— Polska odpowiada za połowę transakcji w Europie Środkowej i — ze względu na wielkość rynku wewnętrznego oraz liczbę mieszkańców — jest regionalnym centrum inwestycyjnym. We wszystkich pozostałych krajach — może z wyjątkiem Rumunii, gdzie oczekuje się dużego i szybkiego wzrostu gospodarki — fundusze podchodzą do inwestycji selektywnie. W Polsce przejmują spółki, by zaistnieć w naszym kraju i mieć dostęp do rynku — mówi Jacek Poświata.

O ile można oczekiwać rosnącej aktywności funduszy w Polsce, o tyle nie ma co liczyć, że przełoży się to wyraźnie na warszawską giełdę. W ubiegłym roku za dwoma z trzech największych debiutów na GPW stały fundusze: Abris sprzedawał papiery GetBacku, a Enterprise Investors — akcje Dino.

— Fundusze wychodzą z inwestycji poprzez giełdę przeciętnie w 10-12 proc. przypadków. Preferowaną ścieżką jest niemal zawsze wyjście przez sprzedaż kolejnemu funduszowi private equity lub inwestorowi strategicznemu, który może zaoferować wyższą cenę. Przy giełdzie trzeba mieć wystarczająco duży rozmiar, odpowiednią strukturę korporacyjną i historię wzrostu wyników, co sprawia, że dla funduszy często nie jest to ścieżka pierwszego wyboru — mówi Rolf Magnus Weddigen.

Gorący czas dla funduszy w Polsce

Zgodnie z danymi Fordata i Navigator Capital, w ubiegłym roku w Polsce dokonano ponad 200 transakcji fuzji i przejęć. Fundusze private equity były kupującym w 17 proc. przypadków, a sprzedającym — w 13 proc. Stały też za transakcją roku na rynku — sprzedażą Żabki, którą za ponad 4 mld zł od funduszu Mid Europa odkupił fundusz CVC. Bardzo aktywnym kupującym był południowoafrykański fundusz Coast2Coast, który wszedł w trzy spółki z branży spożywczej oraz w producenta opakowań Stella Pack. W sprzedaży liderem było Enterprise Investors, które wyszło z sześciu inwestycji, w tym z sieci marketów Dino, w którym pakiet 49 proc. akcji sprzedano na giełdzie za 1,65 mld zł, co oznacza stopę zwrotu w wysokości 727 proc. brutto. W tym roku Abris chwalił się przejęciem Velvet Care od funduszu Avallon, a TFI Capital Partners zainwestowało w Piotra i Pawła.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Fundusze muszą myśleć o kryzysie