Do poświątecznego piątku 1 kwietnia, gdy wejdzie w życie sztandarowy rządowy program wypłat 500-złotowych świadczeń dla niektórych dzieci, pozostaje już tylko dziesięć dni. Zauważalne są dwie optyki przygotowania gmin/miast do tej wielkiej operacji. Spotykający się przede wszystkim z wojewodami reprezentanci rządu są usatysfakcjonowani, a nawet zachwyceni. Najbardziej pomysłowością gminnych rozwiązań organizacyjnych, głównie w procedurach przyjmowania wniosków od rodziców — nie tylko w korkujących się gminnych/miejskich ośrodkach pomocy społecznej, lecz w placówkach oświaty, zakładach pracy, a nawet galeriach handlowych.
Tematem zdecydowanie bardziej niewygodnym i wstydliwym są pieniądze na wdrożenie programu.
Rządowi wojewodowie optymistycznie widzą szklankę do połowy pełną, a samorządowi marszałkowie (w 15 na 16 województw rządzą koalicje z udziałem PO i PSL, a bez PiS) raczej do połowy pustą. Gminy/ miasta generalnie uważają, że tegoroczna prowizja w wysokości 2 proc. otrzymanej dotacji na świadczenia wychowawcze jest za niska na rozruch, a w późniejszych latach 1,5 proc. to zdecydowanie za mało.
Zapewne po zamieszaniu w pierwszych tygodniach system jakoś się dotrze. W generalnym interesie samorządu terytorialnego leży, aby projekt PiS, który w bardzo dużym stopniu wpłynął 25 października 2015 r. na rozmiary sukcesu wyborczego tej partii, wypalił. Samorząd i rząd z wojewodami są dwoma nogami jednolitej administracji państwowej, ale to władza centralna uchwala ustawy, także decydujące o losach władz samorządowych. © Ⓟ