W pierwszej połowie roku rynek handlowy w Polsce powiększył się o 216 tys. m kw. Nową podaż zdominowały parki handlowe, które zajmują już prawie 2,7 mln m kw., a więc około 16 proc. całego rynku handlowego. Do użytku oddano m.in. Retail Park w Kłodzku (17 tys. m kw.), Aripark Bytów (12 tys. m kw.), Park Glinianka w Łubnej (10,2 tys. m kw.), Saller Dzierżoniów (8,1 tys. m kw.), N-Park Piotrków Trybunalski (7,7 tys. m kw.) i Vendo Park Zambrów (6,6 tys. m kw.). Na koniec czerwca w budowie było ponad 250 tys. m kw. parków.
Eksperci podkreślają, że w ostatnim czasie znaczenie takich obiektów mocno wzrosło w przeciwieństwie do dużych galerii.
— Preferencje zakupowe Polaków zmieniły się i szybkie zakupy robią raczej bliżej miejsca zamieszkania w parkach handlowych — mówi Agnieszka Giermakowska, dyrektor działu badań rynkowych i doradztwa w firmie Newmark Polska.
Boom na mniejsze formaty
Na parki handlowe mają chrapkę nie tylko klienci, ale też inwestorzy. Według Piotra Szymońskiego, dyrektora w firmie Walter Herz, takie obiekty to — obok logistyki — najmocniej rozwijający się sektor w Polsce.
— Do inwestowania w retail parki skłania niższy próg wejścia. Poza tym budowa jest mniej czasochłonna, a utrzymanie prostsze niż przypadku większych kompleksów. Rośnie grupa firm zainteresowanych ich wynajmem, bo oferują niższe czynsze i opłaty eksploatacyjne w porównaniu z tradycyjnymi centrami. Inwestorzy nadal aktywnie poszukują gruntów pod nowe obiekty handlowe, najchętniej na obrzeżach największych miast, jak również w mniejszych miejscowościach, nawet liczących około 10 tys. mieszkańców, w których brakuje takich obiektów — mówi Piotr Szymoński.
Boom na parki widać w liczbach. Według JLL od początku III kw. fundusze ulokowały już w takich obiektach ponad 150 mln EUR. Właściciela zmienił m.in. park Matarnia w Gdańsku, kupiony przez fundusz Freya, oraz pięć obiektów handlowych — w Kaliszu, Głownie, Puławach, Świdnicy i Przemyślu — nabytych przez Lords LB Asset Management. Najmniejszy zakupiony park znajduje się w Puławach — oferuje ponad 2,5 tys. m kw., a największy w Świdnicy, którego najemcy mają do dyspozycji nieco ponad 10 tys. m kw.
Mocno ograniczona przestrzeń
Jeśli chodzi o budowę dużych galerii, to eksperci nie mają wątpliwości, że polski rynek jest nimi nasycony.
— Już od dłuższego czasu, nie tylko w Warszawie, ale w wielu miastach regionalnych, decyzje o realizacji centrów handlowych nie były podejmowane wyłącznie na podstawie analizy popytu i konkurencji. Choć klienci realizowali potrzeby zakupowe w ramach istniejącej oferty oraz rozwijającego się e-handlu, deweloperzy pozostawali aktywni w tym segmencie — mówi Marta Machus-Burek, wiceprezeska Colliersa, odpowiedzialna za doradztwo strategiczne.
Zapytana o to, gdzie w stolicy widziałaby jeszcze miejsce na galerię, wskazuje na południowe części miasta.
— Ursynów, Kabaty, Wilanów i południowy Mokotów to miejsca, w których — patrząc na plany sprzed paru lat — miały powstać co najmniej trzy duże obiekty handlowe, a obecnie jest przygotowywany do realizacji jeden — wielofunkcyjny w Wilanowie — mówi Marta Machus-Burek.
O nasyceniu stołecznego rynku galeriami mówi także Magdalena Frątczak, szefowa sektora handlowego w CBRE.
— Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że aglomeracja warszawska charakteryzuje się wciąż rosnącą liczbą mieszkańców. Z oficjalnych statystyk wynika, że w latach 2017-22 populacja aglomeracji warszawskiej wzrosła o 8 proc. Można spodziewać się, że nowe duże galerie pojawią się w najszybciej rozbudowujących i zaludniających się dzielnicach Warszawy, np. w Wilanowie czy Ursynowie — uważa Magdalena Frątczak.

