Kiedy w niedzielę wieczorem pisałem komentarz, użyłem określenia, że inwestorów czeka trudny tydzień, ale że będzie on tak wyglądał, a skala spadków będzie tak wielka - nie obejmowało to mojej wyobraźni. W mijającym tygodniu na rynki nie dotarła żadna tragiczna informacja. Jeśli przyjrzeć się danym, to można się doszukać wielu pozytywnych wieści. To co się stało na światowych parkietach nie ma podstaw fundamentalnych, czy technicznych. Widać, że puściły wszystkie bezpieczniki emocjonalne. Rynki postanowiły dokonać swoistego harakiri.
Po wczorajszej fatalnej sesji na Wall Street i gigantycznej wyprzedaży w
Azji, gdzie indeksy pospadały o 3,5-10 proc. oraz informacjach o kolejnych
zamkniętych giełdach, było jasne, że GPW nie ma szans na umiarkowane zniżki.
Podaż już na otwarciu królowała na warszawskim parkiecie spychając WIG20 o 6,17
proc., a popyt całkowicie oddał pole walki. Byki nie znalazły żadnego sojusznika
w regionie, bo czeski PX50 osuwał się o blisko 14 proc., a węgierski BUX o 10
proc. Wszystkie polskie blue chipy zaświeciły na czerwono. Nawet najcięższe
spółki- PKO BP, PKN notowały spadki w granicach 10 proc.. Tradycyjnie już
największy dramat przeżywali akcjonariusze KGHM (ostatecznie ponad – 20 proc.),
którego zniżkująca miedź do 4800 USD za tonę ciągnęła w przepaść. Fatalnie
zachowywały się inne banki z Getinem na czele, a WIG20 w pewnym momencie osunął
się do poziomu 1874 pkt.
Totalna wyprzedaż w Europie nie dotyczyła tylko
rynku akcji. Rynek surowcowy też przeżywał swoiste Pearl Harbor . Ropa naftowa z
hukiem przebiła 80 USD za baryłkę, a jedynie złoto wzrastało do ponad 900
dolarów. Tego obrazu nie były w stanie zmienić żadne dane napływające na giełdy.
Ani informacja o stosunkowo małym spadku produkcji przemysłowej we Francji (
-0,4 proc.), ani o niewielkim wzroście bezrobocia w Szwajcarii do 2,6
proc. Także dane o zmniejszeniu się deficytu handlowego w USA o 3,5 proc.
nie poprawiło humorów graczy. W ferworze emocji i stresów, wielu inwestorom
prawdopodobnie umknęła bardzo istotna informacja-już drugi dzień maleje Euribor.
Stopa jednotygodniowych pożyczek międzybankowych uległa obniżce do 4,63 proc., a
jeszcze w środę wynosiła ponad 5 proc. Jest to o tyle ważne, że dotyczy sedna
obecnego kryzysu. Może jest to pierwsza jaskółka przesilenia w systemie
finansowym.
Po fatalnym otwarciu na Wall Street wraz z upływem czasu zaczęli dochodzić do głosu kupujący i to dodało trochę animuszu graczom na GPW, co poskutkowało odrobieniem części dzisiejszej gigantycznej przeceny. Najgorzej sesję zakończyły KGHM i Agora, a jedyną spółką z symboliczną stratą okazał się Bioton. Indeks WIG20 ostatecznie zanurkował o 8,1 proc. i to przy 6 firmach ze stratami powyżej 10 proc. Obroty, niestety, także potwierdziły panikę na rynku i wyniosły ponad 2,7 mld zł.
Jak można podsumować dzisiejszą sesję? Waterloo byków? Czy można szukać
pozytywów w tej sytuacji? Niektórzy je znajdą: z TFI uciekają ci, którzy
zaryzykowali i weszli na rynek w ostatnich tygodniach, miesiącach, bo na
wychodzenie tych, którzy tracą 50 proc., trudno uwierzyć. No i najważniejsze -
bessa prawie zawsze kończy się paniką, a na ulicy mówią o niej wszyscy. Tak czy
inaczej, czeka nas następny trudny i nerwowy tydzień.