GPW nadal w kleszczach pesymizmu

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-02 17:58

Po fatalnym początku tygodnia, który przyniósł dwie spadkowe sesje i mocno uszczuplił inwestycyjne portfele dzisiaj  pojawiła się szansa na przynajmniej chwilę wytchnienia. Amerykańskie indeksy zdołały wybronić się wczoraj przed spadkiem, co poprawiło humory inwestorom i ożywiło nadzieję na nadejście wyczekiwanej wzrostowej korekty.

Oczekiwania te spełniły się tylko w niewielkim stopniu. Zamiast wzrostu na warszawskim parkiecie zagościła dzisiaj konsolidacja, tyle że niestety ograniczona do wąskiego grona największych spółek. Już bowiem na początku notowań nastąpił podział na relatywnie bezpieczne blue chipy i dalej przyciskane przez podaż średnie i małe firmy. Posiadacze akcji tych drugich z pewnością nie byli zadowoleni z sesji, która zakończyła się spadkiem indeksu mWig40 o 1,65 proc., a sWig80 stracił 0,66 proc.

Indeksowi skupiającemu rynkowe giganty powiodło się relatywnie lepiej, ale i tak nie miał on łatwego życia. Po niezłym otwarciu tuż przed południem zanurkował niespodziewanie pod kreskę, ale na szczęście kontratak popytu wspartego przez dobre nastroje za granicą szybko oddalił groźbę podążenia śladem pozostałych indeksów. Siła grawitacji wciąż była mimo to spora i Wig20 jeszcze dwukrotnie przecinał linię neutralną, na szczęście bez konsekwencji. Jego końcowy wynik trudno jednak nazwać sukcesem. Symboliczny wzrost o 0,13 proc. miał tylko takie znaczenie, że przerwał spadkową serię.

Końcowy poziom Wig20 byłby znacznie niższy, gdyby nie rewelacyjna postawa Telekomunikacji, która od dwóch sesji nabrała wiatru w żagle. Jej akcje zyskały wczoraj aż 4,2 proc. Pomocny w wyciągnięciu indeksu nad kreskę okazał się także PKN, rosnąc o 1,5 proc. Przyłączył się do niego także bank Pekao, który rzutem na taśmę zdołał wzrosnąć o 0,6 proc. Inne banki niestety mocno rozczarowały. Najmocniej ucierpiał PKO BP, obniżając lot o niemal 3 proc. Niewiele lepiej poradził sobie BZWBK. Najbardziej spośród blue chipów ucierpiała jednak Agora. Inwestorzy dość sceptycznie przyjęli zapowiedź, że spółka za trzy lata dwie trzecie dochodów będzie czerpać z przedsięwzięć niezwiązanych z wydawaniem prasy.

Nie zostały naprawione szkody wyrządzone we wtorek spółkom Leszka Czarneckiego, choć w pewnym momencie zanosiło się na silne odreagowanie stymulowanej medialnie przeceny. Getin i LCC nie zmieniły wartości, a tylko Noble Bank odrobił 5 proc. Ogółem spadła niemal połowa spółek, a obroty obniżyły się wyraźnie do poziomu 820 mln. zł.

Dzisiejsze dane z USA nie zwiększyły niestety prawdopodobieństwa korekcyjnego odbicia. Dane z rynku zatrudnienia sugerują jego słabnięcie, co źle wróży przed jutrzejszym przyspieszonym z powodu święta raportem Departamentu Pracy. W rezultacie osłabł dolar, któremu znowu coraz bliżej do bariery 1,60 za euro. Zamówienia w przemyśle okazały się zgodne z oczekiwaniami, ale nie podgrzały nastrojów przed raportem o stanie zapasów paliw. Ten pokazał spadek rezerw ropy i wzrost dostaw benzyny i destylatów. Początkowo został przyjęty spokojnie, ale w końcu surowcowe byki postanowiły skorzystać z okazji i słabego dolara, by podnieść cenę surowca. W rezultacie notowania ropy sięgnęły 143 USD za baryłkę, ale rynek akcji przyjął to spokojnie. 

Dopóki indeks S&P500 znajduje się wciąż powyżej marcowego dołka, kontynuacja spadków w Warszawie jest mało prawdopodobna. Los amerykańskiej koniunktury rozstrzygnie się zapewne dopiero w przyszłym tygodniu, gdyż przed piątkowym świętem aktywność inwestorów będzie zapewne znikoma. Jutro sesja za oceanem kończy  się wcześniej niż zwykle, a głównym czynnikiem ryzyka będzie raport o liczbie nowych miejsca pracy, jeśli oczywiście wcześniej ropa nie pobije nowego rekordu.

W przyszłym tygodniu jednak zacznie się liczyć co innego – wyniki spółek. Już teraz inwestorzy cierpią na migrenę myśląc o tym. Już od dłuższego czasu analitycy sukcesywnie obniżali prognozy zysku. Pod koniec maja spodziewano się spadku zysków spółek z indeksu S&P o średnio 7,3 proc. Obecnie prognoza zakłada spadek o ponad 10 proc. Najgorsze wyniki pokazać mają firmy finansowe i produkujące towary nie wchodzące regularnie w skład miesięcznego koszyka zakupów. Fatalnie mają także wypaść linie lotnicze i firmy kurierskie.

Aby uniknąć katastrofy, rynek musi przebrnąć w najbliższych tygodniach przez ucho igielne między pogarszającymi się wynikami spółek i drogą ropą. Pozostaje nadzieja, że kilka pozytywnych niespodzianek z firm jednak rozrusza rynek, a ropa nie powędruje na poziom 150 USD za baryłkę. To będzie jednak trudny test i niestety może nie dojść do technicznie i statystycznie uzasadnionego letniego odbicia indeksów.