GPW odrabia poranne straty

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-03 10:59

Otwarcie notowań na giełdach Europy odbyło się według najbardziej prawdopodobnego scenariusza zdeterminowanego przez spadki na Wall Street i wyprzedaż  w Azji. Indeksy straciły średnio po 1 proc. po czym ustabilizowały się w oczekiwaniu na popołudniowe dane i decyzję EBC. Na warszawskim parkiecie największy impet podaży odczuły dzisiaj dla odmiany blue chipy.

Wig20 po wykreśleniu spadkowej luki na otwarciu zanurkował niebezpiecznie w pobliże linii 2500 pkt., wyznaczając minimum na poziomie 2518 pkt. Zjazdowi indeksu towarzyszyły wyraźnie większe obroty. W ciągu pierwszych 30 minut handlu wyniosły one 100 mln. zł., a obecnie przekraczają już 300 mln.

Na szczęście do testu bariery 2500 pkt. nie doszło, gdyż odreagowanie na rynku niemieckim zatrzymało podaż, a indeks wrócił na poziom otwarcia. TO ośmieliło popyt, który zdołał doprowadzić do odrobienia sporej części porannej straty, dzięki czemu Wig20 traci obecnie tylko 0,4 proc. Znowu zatem mWig40 jest bardziej poszkodowany z indeksów, co niezbyt dziwi w świetle informacji o ponownym wzroście umorzeń w TFI.

W nielicznym gronie rosnących blue chipów nie ma jak dotąd spółek o największym udziale w indeksie. Zyskują takie spółki jak GTC, BZWBK czy Getin. Telekomunikacja, bohaterka ostatnich sesji, dzisiaj odpoczywa na niewielkim minusie. Fatalnie wygląda za to PKN, który traci 3 proc. Ponad 1 proc. zniżkują także KGHM i Pekao. To zróżnicowane trio decyduje o kiepskim wyniku indeksu. Szczególnie może dziwić słaba postawa KGHM mimo wzrostu ceny miedzi do poziomu niemal 9000 USD za tonę.

Surowcowa hossa nadal sieje niepokój, gdyż cena ropy ani myśli ustąpić i niebezpiecznie podchodzi pod poziom 146 USD za baryłkę. Widać wyraźnie, że na celowniku byków jest poziom 150 dolarów i łatwo z niego nie zrezygnują, licząc na załamanie dolara po decyzji EBC i możliwym wzroście stopy bezrobocia w USA. Rynki akcji czekają nerwowe godziny.

Wskaźnik PMI dla strefy euro spadł bardziej niż się spodziewano, ale nie wpłynie to na decyzję EBC o podniesieniu stóp procentowych, którą rynek już zdyskontował obniżając notowania dolara. Dalszy los amerykańskiej waluty będzie zależny od komentarza prezesa Tricheta. Jeśli zasygnalizuje, że podwyżka ma charakter jednorazowy, może nawet dojść do jej umocnienia. Później jednak napłyną dane z amerykańskiego rynku pracy i to one ostatecznie wyznaczą kurs dolara. Paradoksalne jest to, że Jean-Claude Trichet chce podnieść stopy, by ograniczyć oczekiwania inflacyjne, ale wywoływane w ten sposób osłabienie dolara pcha w górę notowania ropy, która ma wielki wpływ właśnie na wzrost oczekiwań inflacyjnych, gdyż paliwowa drożyzna jest bardzo boleśnie odczuwana przez konsumentów. Widać jak trudno jest prowadzić książkową politykę monetarną w sytuacji, gdy wyceny surowców są oparte w dużej mierze na mechanizmie dyskontującym relacje między walutami, a mniej niż kiedyś zależą od fizycznej podaży i popytu.

Decyzję EBC poznamy o godz. 13.45, a trzy kwadranse później wraz początkiem wystąpienia J.C. Tricheta napłyną dane z USA. Liczba miejsc pracy poza rolnictwem ma zmaleć wg. różnych szacunków od 50 do 60 tys. stanowisk. Stopa bezrobocia powinna spaść o 0,1 proc. do poziomu 5,4 proc. Liczba nowych bezrobotnych ma pozostać niemal bez zmian i wynieść 385 tys. Niektórzy analitycy liczą po cichu na lepsze dane, co z pewnością umożliwiłoby obronę wsparcia, ale to czyste spekulacje, a po wczorajszych danych Challengera i ADP należy zachować daleko posuniętą ostrożność.