Grecja, MFW i EBC muszą rozwiązać problem na czas

Peter Garnry
08-06-2011, 00:00

Peter Garnry

strateg Saxo Banku

Chociaż wycena greckich i irlandzkich instytucji finansowych, a także wielu banków portugalskich i włoskich to około 0,2-0,3 wartości księgowej (innymi słowy, inwestorzy uważają, że około 70-80 proc. kapitału własnego zostanie spisane na straty), sektor bankowy w tych krajach czeka jeszcze więcej złych wieści. Najniżej wycenione są obecnie Banco Popolare, UBI Banca, Piraeus Bank i Dexia. To one są najbardziej narażone na niewypłacalność.

W trakcie ostatnich dwóch tygodni sytuacja wspomnianych banków zmieniła się ze złej na jeszcze gorszą, zaś bezpośrednia nacjonalizacja w najbliższych miesiącach wcale nie jest nierealna. W poprzedniej publikacji ("Które europejskie banki ucierpią tym razem?") zwróciliśmy również uwagę na to, że greckiego załamania powinny obawiać się również kraje inne, niż wspomniane powyżej. Nawet "dobrowolna" restrukturyzacja zadłużenia może znacząco im zaszkodzić.

Czy Grecja jest bankrutem? Aby zrozumieć ogólny obraz, trzeba zrobić krok w tył. Wierzyciele zapewne zechcą przekazać Grecji jeszcze więcej pieniędzy, jeżeli warunki spłaty będą możliwe do przyjęcia. Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie przybywa jednak Grecji z odsieczą. To może oznaczać, że powoli traci wiarę w wypłacalność Grecji.

Obecny plan ratunku dla Grecji, a przynajmniej zaspokojenia jej potrzeb pożyczkowych do końca 2013 r. na kwotę 60-70 mld euro, stanowi mieszaninę greckich starań prywatyzacyjnych, przeznaczonych dla prywatnych inwestorów zachęt do przedłużania terminów zapadalności obligacji, dodatkowych kredytów z Europejskiego Banku Centralnego, a także zaangażowania Unii Europejskiej w proces poboru podatków. Ten ostatni środek ma dość skrajny charakter, ponieważ oznacza, że międzynarodowi wierzyciele będą w rzeczywistości zajmować się bezpośrednim zarządzaniem greckimi przepływami pieniężnymi. To oznacza, że wiara w zdolność Grecji do samodzielnego rozwiązania swoich problemów jest tak niska, jak nigdy dotąd.

Prywatyzacja jest w Grecji wysoce niepopularna. Równie niepopularne wśród podatników i państw będących wierzycielami jest jednak dalsze zadłużanie. Pytanie brzmi: czy nie jest to najmniej nieatrakcyjne rozwiązanie umożliwiające "ochronę" pieniędzy podatników z Niemiec i pozostałych państw Europejskiej Unii Monetarnej? Jeżeli Grecja przestanie spłacać swoje długi, być może Europejski Bank Centralny ze swoim zaangażowaniem na kwotę 45 mld euro będzie musiał zwrócić się z prośbą o uregulowanie rachunku do banków centralnych Europejskiej Unii Monetarnej — zapłacić będą zatem musieli podatnicy.

Zdaniem Lorenzo Bini Smaghiego, członka rady wykonawczej Europejskiego Banku Centralnego, destabilizujący efekt nieudanej operacji ratunkowej w Grecji niewątpliwie będzie mieć konsekwencje równie poważne, jeżeli nie gorsze, jak katastrofa Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. Lorenzo Bini Smaghi nie jest osamotniony w swojej ocenie sytuacji w Grecji. Jeszcze większe obawy powinna wzbudzać niechęć MFW do przekazania dodatkowych funduszy. Nic dziwnego. Nie wydaje się, by zgodnie z założeniem wprowadzonego kilka miesięcy temu pakietu ratunkowego na kwotę 110 mld euro, Grecja była zdolna do finansowania na rynku począwszy od marca 2012 r. Nie ma wątpliwości, że sytuacja pogarsza się w miarę przekształcania się greckiego kryzysu gospodarczego w polityczną grę o wysokiej stawce. Jeśli Grecja stanie się niewypłacalna, europejskie banki będą miały ogromne problemy.

Na tym etapie kryzysu zadłużeniowego Grecję, Irlandię i Portugalię być może trzeba traktować jako jeden kraj. Czekamy więc na efekty zaplanowanego na 20 czerwca spotkania ministrów finansów Unii Europejskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Peter Garnry

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Grecja, MFW i EBC muszą rozwiązać problem na czas