Stopy procentowe pozostają na razie bez zmian, ale retoryka władz monetarnych stała się bardziej „jastrzębia”.
Wczoraj czeski bank centralny niespodziewanie podniósł stopy procentowe o 25 pkt baz. Zaskoczenia nie było za to w Warszawie przy ul. Świętokrzyskiej: Rada Polityki Pieniężnej (RPP) po raz dziewiąty z rzędu nie zmieniła stóp procentowych. Tak zwana stopa referencyjna wciąż wynosi więc 4 proc. Ekonomiści są zgodni: tak miało być.
— Na razie nie ma potrzeb zmiany wysokości ceny pieniądza. Inflacja wciąż jest istotnie niższa od środka celu, a powyżej jego górnej granicy nie wyjdzie także w przyszłym roku — mówi Jacek Kotłowski, ekonomista BRE Banku.
Cel inflacyjny NBP to 2,5 proc., a bezpieczny przedział to 1,5-3,5 proc. Tymczasem wskaźnik cen dóbr i usług konsumpcyjnych wyniósł w lipcu 1,6 proc.
Ale już wymowa komunikatu, opublikowanego po posiedzeniu, wskazuje, że rada ma coraz większe wątpliwości, czy nie przyspieszyć początku cyklu podwyżek. Sytuacja stanie się jaśniejsza już po następnym posiedzeniu (zaplanowane jest na 24 i 25 października), kiedy bank centralny przedstawi najnowszą projekcję inflacji. Wczoraj rada wskazała, że „napływające informacje odnoszące się do czynników średniookresowych sygnalizują, że inflacja w 2007 r. może ukształtować się na wyższym poziomie od przewidywanego w lipcowej projekcji”. Władze monetarne będą więc dążyć do tego, by prognozowany na początek przyszłego roku powrót inflacji w okolice celu miał charakter trwały. Co to oznacza?
— Po pierwsze: rada spodziewa się wzrostu inflacji do około 2,5 proc. na początku roku. Po drugie: takie oczekiwania mogą przełożyć się na szybszą, niż do tej pory przewidywano, pierwszą podwyżkę. O ile do tej pory rynek dyskontował zmiany stóp w marcu lub kwietniu 2007 r., o tyle teraz należałoby się spodziewać zaostrzenia polityki pieniężnej o miesiąc-dwa wcześniej — uważa Jacek Kotłowski.
Konieczności szybkiego zacieśniania polityki monetarnej nie dostrzega resort finansów.
— RPP ma sporo czasu na analizę sytuacji i nie musi się spieszyć z decyzjami o możliwym podnoszeniu stóp. Nie ma potrzeby ostrej ingerencji w politykę pieniężną. Przez kilka miesięcy, być może nawet do końca pierwszego kwartału przyszłego roku, rada ma czas na analizę sytuacji — mówi Piotr Soroczyński, wiceminister finansów.