Czytasz dzięki

Handlowcy nie chcą płacić za karty

opublikowano: 19-05-2020, 22:00

Sieci handlowe w imieniu małych sklepów chcą obniżki opłat od transakcji kartowych. Argumenty? COVID-19

Jeszcze kilka lat temu ogłoszenia w witrynie sklepowej: „kart nie przyjmujemy” albo „karty od 20 zł”, nie były niczym nadzwyczajnym. W czasie epidemii pojawiły się nowe anonse: „płatność tylko kartą”. Żaden program rządowy nie zrobił tyle dla wspierania płatności elektronicznych co koronawirus. W marcu, tuż po ogłoszeniu stanu epidemicznego, ludzie ruszyli na zakupy, płacąc coraz częściej kartą, którą uważano za higieniczną metodę płatności. Aby klient w ogóle nie musiał dotykać terminala płatniczego, banki w trybie błyskawicznym zwiększyły limit transakcji zbliżeniowych, niewymagających podawania kodu PIN, do 100 zł.

Według NBP terminali przybywa ostatnio u mniejszych akceptantów,
„na co niewątpliwie ma wpływ działalność Fundacji Polska Bezgotówkowa”. Na
koniec 2019 r. w Polsce działało 906 tys. POS. W 2017 r. było ich 633 tys.
Zobacz więcej

MALI AKCEPTANCI:

Według NBP terminali przybywa ostatnio u mniejszych akceptantów, „na co niewątpliwie ma wpływ działalność Fundacji Polska Bezgotówkowa”. Na koniec 2019 r. w Polsce działało 906 tys. POS. W 2017 r. było ich 633 tys. Fot. Bloomberg

Pierwsze podejście

Dzień po ogłoszeniu stanu pandemicznego w Polsce do resortu finansów zgłosili się przedstawiciele dużych detalicznych sieci handlowych z postulatem obniżenia kosztów obsługi transakcji bezgotówkowych. Obrót pieniądzem elektronicznym kosztuje, bo ktoś musi zorganizować bezpieczny, pewny i natychmiastowy przepływ informacji między bankiem, gdzie użytkownik karty ma rachunek, a sprzedawcą, który na zapłatę oczekuje. W transakcję zaangażowany jest bank, agent rozliczeniowy, do którego należy terminal płatniczy, oraz firma kartowa — w Polsce są to Visa i Mastercard, światowi potentaci (mniejsi gracze się nie liczą), którzy cały system autoryzują. Każdy bierze dla siebie prowizję za przeprowadzenie pomyślnie transakcji, którą płaci handlowiec.

Jest to tzw. merchant service charge (MSC), czyli pakiet kosztów jednostkowej transakcji w sklepie lub punkcie usługowym. Wysokość zależy od wielkości merchanta mierzonej obrotami kartowymi. Więksi płacą niższą MSC, mniejsi większą. Największą część opłaty merchanta stanowi interchange fee pobierane przez banki. Niewielki procent bierze agent i Visa oraz Mastercard. W teorii wygląda to dość przejrzyście, ale konia z rzędem temu, kto rozezna się w dokładnej strukturze kosztów. Jeśli chodzi o interchange, sprawa jest dość jasna. W 2014-15 r. organizacje zrzeszające największe sieci wygrały ciężki bój z bankami o obniżenie tej opłaty i została ona drastycznie zmniejszona przez parlament kontrolowany przez PO-PSL z 1,5 proc. do 0,1-0,2 proc. Uderzenie w przychody banków liczone było w setkach milionów rocznie. Pięć lat później rozpoczyna się kolejna batalia, tym razem o ścięcie przychodów firm kartowych.

Z naszych informacji wynika, że na razie doszło do dwóch potyczek o obniżkę MSC, przy czym pierwsza miała raczej charakter rozpoznania bojem i nie była zbyt dobrze przygotowana. Według naszych źródeł pierwsze z inicjatywą cięć prowizji kartowych wyszły duże sieci detaliczne, głównie Lidl i Kaufland. Zwróciły się one do resortu finansów z postulatem ingerencji regulatora w wysokość MSC w związku z wysokimi obrotami kartowymi generującymi ponadprzeciętne przychody firm wydających karty, które, zgodnie z zasadą solidaryzmu społecznego w czasie kryzysu, powinny podzielić się częścią zysku. Inicjatywa trafiła na podatny grunt, bo niewielu jest urzędników w kraju tak zaangażowanych w rozwój rynku płatności elektronicznych jak Tadeusz Kościński, minister finansów, znany przy tym z twardego stanowiska wobec firm kartowych. Pierwsze podejście do tematu zakończyło się jednak fiaskiem. Obniżka kosztów transakcyjnych celem wspomożenia zagranicznych (niemieckich) sieci to krok mało polityczny. Okazało się też, że w czasie epidemii w górę poszły nie tylko obroty kartowe, ale również ceny. UOKiK zajął się sprawą podwyżek cen w handlu.

Podejście drugie

Drugie podejście do MSC zostało przez handlowców lepiej przygotowane i zabiegi o redukcję kosztów odbywają się w imię wspierania drobnej przedsiębiorczości.

— Z punktu widzenia przedsiębiorców kluczowe jest zachowanie środków finansowych na pokrycie wydatków związanych z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2 oraz utrzymania miejsc pracy — mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).

Wyjaśnia, że wysoka dynamika transakcji kartowych w czasie epidemii pozwoliła na osiągnięcie celów wyznaczonych przez organizacje kartowe, jeśli chodzi o upowszechnienie płatności bezgotówkowych. Podaje trzy powody, dla których opłaty powinny być niższe. Pierwszy — patności bezgotówkowe to już 95 proc. rynku płatności. Drugi — Visa i Mastercard inkasują ok. 600 mln zł rocznie z tytułu opłat systemowych. Pieniądze, wypływając z Polski, nie przyczyniają się do wzrostu rynku. A trzeci — firmy kartowe nie angażują się wystarczająco w projekty związane z bezpieczeństwem epidemiologicznym płatności bezgotówkowych.

— Popularność płatności bezgotówkowych osiągnięto przy współpracy wszystkich uczestników rynku i wsparciu administracji publicznej, co oznacza, że opłaty systemowe pobierane przez Visę i Mastercarda na dotychczasowym poziomie są nieuzasadnione i zdecydowanie ponadproporcjonalne. Należy podkreślić, że głównym uzasadnieniem poboru i wysokościopłat systemowych przez Visę i Mastercarda jest promowanie płatności bezgotówkowych — stwierdza prezes Renata Juszkiewicz.

Twardy orzech

POHiD nie odpowiedział na nasze pytanie, o ile proponuje obniżyć MSC. Nasi rozmówcy nieoficjalnie mówią, że każdy ruch w dół będzie pożądany. Choć POHiD skupia głównie duże sieci, walkę z MSC prowadzi pod hasłem obrony drobnej przedsiębiorczości, np. ajentów Żabki. Według naszych informacji handlowcy kontaktują się już nie tylko z resortem finansów, ale spotkali się z rzecznikiem małych i średnich firm. To zręczny ruch, bo inaczej wygląda walka międzynarodowych sieci handlowych z międzynarodowymi firmami kartowymi, a inaczej, gdy polski drobny detalista walczy o przetrwanie. Resort finansów ma twardy orzech do zgryzienia.

Minister Tadeusz Kościński bardzo potrzebuje pozytywnego PR, gdyż kierowane przez niego ministerstwo zostało odsunięte na boczny tor w trakcie walki z koronawirusem. Tu prym wiedzie resort przedsiębiorczości i Polski Fundusz Rozwoju. Ulga dla handlowców w postaci obniżki MSC mogłaby dobrze sprzedać się w mediach. Tym bardziej że po Visie i Mastercardzie raczej nikt by nie płakał. Problem jednak w tym, że kampania przeciw MSC jest oparta na wątłych argumentach. POHiD twierdzi, że wzrost obrotów w czasie epidemii umożliwił osiągnięcie celów dotyczących udziału transakcji kartowych w obrocie ogółem, jednak nie wiadomo, na ile jest to trwałe zjawisko.

Z naszych informacji wynika, że w marcu faktycznie dynamiki płatności kartami były bardzo wysokie i doszło nawet do sytuacji, że takich transakcji było więcej niż gotówkowych, jednak w kwietniu, jak twierdzą agenci rozliczeniowi, nastąpił radykalny spadek. Analitycy rynku uważają, że COVID-19 wpłynie na zachowania płatnicze, ale za wcześnie wyrokować, ile zyskają na tym karty. POHiD myli się, twierdząc, że nasycenie rynku transakcjami kartowymi wynosi 95 proc. Według NBP Polacy nadal lwią część (80 proc.) sprawunków opłacają gotówką. POHiD chodzi prawdopodobnie o odsetek płatności zbliżeniowych w całym obrocie kartowym. Poza tym nawet jeśli transakcyjność kartami rośnie, pod względem nasycenia rynku terminalami Polska wciąż odstaje od średniej europejskiej. U nas na 1 tys. mieszkańców są 24 POS-y, w UE — 27 (liczba szacunkowa na koniec 2019 r.). Jeszcze dwa lata temu było ich na krajowym rynku 16, podczas gdy w Europie 26. Tu dochodzimy do najważniejszej kwestii: zauważalny wzrost liczby terminali z 632 tys. w 2017 r. do 906 tys. w 2019 r. to w dużej mierze zasługa Fundacji Polska Bezgotówkowa, która dofinansowuje instalację terminali w punktach usługowo-handlowych.

Ojcem chrzestnym przedsięwzięcia jest Tadeusz Kościński, który jako wiceminister rozwoju doprowadził do powstania koalicji banków, agentów rozliczeniowych oraz Visy i Mastercarda na rzecz sfinansowania kampanii przyspieszonej terminalizacji kraju. Zrzutka na ten cel wyniosła 600 mln zł, z czego połowę zgodzili się wyłożyć Visa i Mastercard. Patent z prywatną fundacją zainteresował Czechów i Słowaków, o prezentację poprosiła Komisja Europejska. Podobnego przedsięwzięcia trudno szukać na świecie. Dystrybucja terminali idzie nieźle nawet w czasie pandemii. W marcu do odbiorców trafiło 7 tys. urządzeń, mniej więcej tyle samo w kwietniu. To mniej niż 10 tys. miesięcznie zakładane na ten rok, ale jest on szczególny.

— Rynek kartowy padł ofiarą własnego sukcesu. Wysoka dynamika płatności elektronicznych jest m.in. wynikiem wysokiego nasycenia rynku kartami płatniczym oraz szybkim przyrostem sieci terminali. Wszystko można podciągnąć pod COVID-19, ale ingerencja w system opłat teraz, w czasie kryzysu, bez odpowiednich danych, może naruszyć cały konsens wypracowany podczas zakładania fundacji. To rynek finansowy, a nie sieci handlowe ponoszą koszty instalacji terminali w sklepach — mówi przedstawiciel rynku kartowego.

Opłaty MSC w Polsce są jednymi z niższych w Europie. Raptem w kilku krajach są niższe: we Francji, Hiszpanii, na Litwie i w Finlandii. Dyskusje nad wysokością MSC toczą się w UE. Komisja Europejska kończy przegląd wpływu obniżki interchange zarekomendowanej w 2013 r. W przyszłym roku spodziewane są kolejne decyzje w sprawie opłat kartowych.

51,9 proc. - taki odsetek transakcji kartowych przypada na wypłaty z bankomatów. Polacy nadal najczęściej używają kart do pobrania gotówki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane